„PB”: Kilka dni temu, ogłoszono trasę Dakaru 2022. Jak ją oceniasz?
Jakub Przygoński: Będzie na pewno dużo więcej wydm i piasku. Ostatnio było ich mniej. To fajnie, bo lubię taki teren, ale na pewno będzie trudno. Na wydmach można nie tylko zakończyć walkę o dobrą lokatę, ale w ogóle udział w rajdzie.
Jedenaście lat temu ukończyłeś swój pierwszy Dakar. Motocyklem. Zajmując 11. miejsce, zostałeś najlepszym debiutantem Dakaru i najlepszym polskim motocyklistą tamtej edycji. Na czym, z dzisiejszej perspektywy, polega trudność tego rajdu?

To bez dwóch zdań najtrudniejszy rajd świata. Właśnie dlatego jest znany. Dwa tygodnie nieustannego wyścigu. Musi to wytrzymać sprzęt, muszą wytrzymać mechanicy, inżynierowie, zawodnicy. Trudność polega też na tym, że Dakar nie daje drugiej szansy. Jeżdżąc w WRC, gdzie sezon składa się z kilkunastu rajdów, można kalkulować, gdzie, jak i czy opłaca się pojechać, i nadal mieć szansę na przyzwoity wynik na koniec sezonu. Na Dakarze codziennie musisz być na mecie. Wszystko musi współgrać - przez dwa tygodnie ciurkiem. Tylko wtedy masz szansę na dobry wynik. To potężny rajd pod względem długości trasy, logistyki i wymagań dla sprzętu. Mam za sobą 11 Dakarów, ale na każdym kolejnym coś mnie zaskakuje. Nie da się przejechać bez niespodzianek - od awarii po pogodę. Bywa też, że się gubimy.
W tegorocznej edycji gubili się wszyscy.
Trudnością ostatniej edycji było przede wszystkim bardzo szybkie tempo przez pierwszy tydzień. Czołowa stawka jechała tak szybko, że każde ujęcie gazu powodowało stratę. Więc jechało się ekstremalnie szybko i nagle jeden dzień, po tygodniu takiego zasuwania, jest super wolny. Trudna nawigacja, dużo uszkodzeń i mnóstwo zgubionych załóg. To jest coś, co na Dakarze zawsze się zdarza, ale nigdy nie wiadomo, w którym momencie. Mniej doświadczeni zawodnicy mieli ogromne kłopoty.
Dakar co roku zaskakuje też liczbą zawodników, a duża część to właśnie amatorzy.
To prawda. Rajd Dakar jest znany ze swojej trudności, ale również z dużej liczby uczestników. 400 czy 500 załóg na jednej imprezie robi wrażenie. Dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to czołówka, która ma potężne doświadczenie i do rajdu podchodzi sportowo. To zawodnicy z ogromnymi umiejętnościami i doskonałym sprzętem. Druga grupa przeżywa trochę inną przygodę. To amatorzy mocnych wrażeń. Często odcinek specjalny pokonują nawet dwa razy dłużej niż czołówka, ale tworzą atmosferę tej imprezy.

Mają trudniej czy łatwiej?
Mają zupełnie inaczej. Wyschnięta rzeka, którą pokonuję jako pierwszy zawodnik, jest po prostu płaska. Ale jak przejedzie 500 załóg, to z wyschniętej rzeki robi się koryto o głębokości metra, więc oni często walczą z zupełnie innym terenem. Często to walka o samo dojechanie do mety, nie o czas. To jest inny Dakar. Taka walka o przetrwanie, walka ze sprzętem, z pustynią. Po prostu przeżywanie przygody. Kiedy opowiadamy o tym samym odcinku, często mamy zupełnie inne historie. Mnie interesowało tylko, żeby przejechać jak najszybciej, a osoby, które jechały na końcu, walczyły, przekopywały To pokazuje dwie strony Dakaru.
Korzystając z okazji, gratuluję doskonałego wyniku w tegorocznej edycji rajdu. Rozumiem, że w 2022 r. będziesz atakował podium?
Dziękuję i potwierdzam apetyt na podium. Przed całym moim zespołem dużo ciężkiej pracy i przygotowań. Trzymajcie kciuki.
Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania
dziś: „Magia Dakaru”
goście: Grzegorz Gac — polski przedstawiciel organizatorów rajdu Dakar, Jakub Przygoński — kierowca rajdowy, Michał Cebula - HRE Investments, i Rafał Marton, pilot zespołu Energylandia Rally Team.
