Damy Wietnamowi kasę na statki

Katarzyna Kapczyńska
17-09-2009, 00:00

Na kontrakcie mogą skorzystać Stocznia Gdańsk i Stocznia Marynarki Wojennej

280 mln USD — tyle

pożyczymy Wietnamczykom m.in. na statki. Zmontują je

sami czy dadzą kontrakt

naszym stoczniom?

W ramach pomocy krajom biedniejszym Polska zgodziła się pożyczyć Wietnamowi 280 mln USD (790 mln zł). Dzięki tej pożyczce przedsiębiorcy z tego kraju mogą kupować w naszych firmach towary i zamawiać usługi.

— Polskie firmy negocjują wiele różnych projektów, przede wszystkim związanych z sektorem stoczniowym i produkcją specjalną — mówi Wojciech Rząsiecki, prowadzący sprawę z ramienia resortu finansów.

Wietnamczycy chcą za nasz kredyt zbudować m.in. statki patrolowe i jednostki cywilne, służące na przykład do prac wydobywczych. Czy zrobią to u siebie, czy dadzą zarobić polskim stoczniom?

Technologii nie damy

Na razie wiadomo jedynie, że w transakcji może pośredniczyć Cenzin, przedsiębiorstwo handlu zagranicznego należące do Agencji Rozwoju Przemysłu. Handlowa spółka jak ognia unika konkretnych odpowiedzi. "PB" poznał jednak kilka szczegółów trwających rozmów z polskimi stoczniami, które mogłyby zaangażować się w wietnamski projekt.

— Byli u nas przedstawiciele Cenzinu, proponując przygotowanie części materiałów do budowy statków i przekazanie technologii, ale nie zgodziliśmy się na tak niski poziom partycypacji w kontrakcie — mówi Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska, ukraińskiego inwestora Stoczni Gdańsk.

Stocznia nie chce przekazywać technologii, bo obawia się, że na własnej skórze wyhoduje sobie konkurencję. Mogłaby wejść w projekt, gdyby na przykład Wietnamczycy zamówili w Gdańsku całe statki. Byłoby to dla polskiej spółki korzystne, bo w maju kończy jej się portfel zamówień.

Być może na polsko-wietnamskiej współpracy zyska natomiast Stocznia Marynarki Wojennej.

— My także odrzuciliśmy dotychczasowe propozycje, bo proponowany zakres naszego udziału w projekcie był w naszej ocenie zbyt niski. W tej chwili trwają jednak rozmowy dotyczące skali zaangażowania naszej stoczni i strony wietnamskiej — mówi Robert Gwóźdź, dyrektor handlowy Stoczni Marynarki Wojennej.

Trudno sobie wyobrazić, aby polskie stocznie zgodziły się na kontrakt o zakresie mniejszym niż budowa kadłubów. Projekt dotyczący przekazania tylko technologii czy pocięcia blach na statki, które sami zbudowaliby sobie Wietnamczycy, wzbudziłby wiele kontrowersji. Zwłaszcza jeśli na sprawę popatrzeć w kontekście zamknięcia stoczni w Gdyni i Szczecinie. Produkcja została w nich wygaszona z końcem maja, a inwestora, który chciałby ją kontynuować, nie udało się znaleźć. Mamy więc w kraju 9 tys. stoczniowych pracowników, dla których nie ma zleceń. W okresie kryzysu wietnamski kontrakt może więc mieć duże znaczenie dla tych stoczni, które jeszcze funkcjonują, oraz ich handlowych partnerów.

Coś dla Wietnamu

Ale nie tylko stocznie mogą wejść w kooperację z Wietnamczykami. Na kontrakty liczy także grupa Bumar.

— Prowadzimy zaawansowane negocjacje dotyczące dostaw sprzętu. Nie mogę na razie ujawnić szczegółów. Konkrety powinny pojawić się za dwa miesiące — mówi Edward Nowak, prezes Bumaru.

KUKE zapłaciła za

statki, których nie ma

Stocznie w Gdyni i Szczecinie stoją. Ale za niezbudowane statki i tak trzeba było zapłacić armatorom.

Stocznia Gdynia i Stocznia Szczecińska Nowa (SSN) musiały w maju zakończyć działalność i zwolnić pracowników, bo Bruksela uznała przyznaną im pomoc państwa za nielegalną. Zaleciła sprzedaż majątku wolnego od długów, nierentownych kontraktów i pracowniczych roszczeń.

Problem w tym, że SSN nie zdążyła zbudować statków obiecanych armatorom. Ale i tak okazało się, że musimy za nie zapłacić armatorom. Pieniądze wyłożyła Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE), która gwarantowała zaliczki armatorskie.

— Roszczenia o wypłatę gwarancji dotyczących statków, których budowa nie została ukończona przez SSN, zgłosiło czterech armatorów. Korporacja dokonała wypłat zgodnie z otrzymanymi żądaniami — informuje Agnieszka Marcinkowska, rzecznik KUKE.

Nie podaje, ile ubezpieczyciel musiał zapłacić za statki, których nie ma.

"PB" zapowiadał taki scenariusz już w kwietniu. Wówczas pojawiały się nieoficjalne szacunki mówiące o tym, że niezbudowanie statków w Szczecinie może kosztować nawet 100 mln USD.

KUKE za dwie jednostki zapłaciła jeszcze wiosną, zanim szczecińska stocznia zaprzestała produkcji. Teraz musiała dopłacić jeszcze za trzy. Być może jeden z nich dokończy spółka Aranda, powołana specjalnie w tym celu przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Pozostałe dwa, które są w początkowej fazie budowy, zostaną zezłomowane.

Katarzyna Kapczyńska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Damy Wietnamowi kasę na statki