Rok temu spółka pozbyła się jednego zakładu. Prowadzony przez pracowników, szykuje się do przejęć.
W zeszłym roku Koszalińskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Drzewnego (KPPD) postanowiło wstrzymać produkcję w spółce zależnej Madrew. Powód? Zbyt mała liczba zamówień i poważne straty. Ponadto nie do końca zakład pasował do tartacznego biznesu KPPD. Firma zajmuje się produkcją maszyn dla przemysłu tartacznego i ich remontem.
"Brak też perspektyw na poprawę koniunktury na produkty i usługi tego oddziału" — głosił oficjalny komunikat zarządu KPPD.
Zakład wydzierżawiła więc spółka należąca do byłych pracowników KPPD. Wygląda na to, że w ich rękach wychodzi na prostą. Lesław Pawlik, dyrektor Madrewu, przekonuje, że firma rozwija się i dobrze sobie radzi na rynku. Wystartowała nawet w przetargu prywatyzacyjnym na zakup Fabryki Obrabiarek do Drewna w Bydgoszczy (FOD).
— FOD będzie dla nas stanowić kapitalne uzupełnienie asortymentu. Produkuje przecież maszyny do obrabiania tzw. drewna wielkowymiarowego, a my — do drewna średniowymiarowego. Razem będziemy w stanie docierać do większego kręgu odbiorców — mówi Lesław Pawlik.
Tymczasem w samym KPPD czuć pesymizm. I to mimo że spółka weszła właśnie w sezonowo najlepszy okres w roku.
— Wciąż borykamy się z tym samym problemem, czyli drogim surowcem. Ceny drewna są o 15-20 proc. wyższe niż w zeszłym roku, a trudno to całkowicie przerzucić na odbiorcę — mówi Marek Szumowicz-Włodarczyk, prezes KPPD.
KPPD zajmuje się tzw. małą architekturą ogrodową, czyli produkcją m.in. altanek i płotów. Sezon wiosenny i letni jest więc dla firmy okresem żniw. Pierwszy kwartał nie poszedł jednak dobrze.
— Sprzedaż wzrosła, ale zysk będzie najprawdopodobniej słabszy lub porównywalny z zeszłym rokiem — zapowiada Marek Szumowicz-Włodarczyk.
Wynik trwających przetargów na zakup drewna na drugie półrocze zadecyduje o tym, czy wybuduje nowy tartak (kosztem około 20 mln zł).
— Czekamy na pozwolenia na budowę. Jeśli jednak nie będziemy mieć dostępu do drewna po sensownych cenach, nie zdecydujemy się na budowę — tłumaczy Marek Szumowicz-Włodarczyk.
Nie kryje jednocześnie, że powstanie nowego tartaku będzie się wiązało z koniecznością zamknięcia minimum jednego z dotychczasowych zakładów.
Magdalena Graniszewska