Deficyt obrotów bieżących spadł w lutym do 789 mln USD. Analitycy mieli nadzieję, że będzie jeszcze mniejszy. Najgorszy jest jednak mocny spadek eksportu.
Saldo rachunku obrotów bieżących wyniosło w lutym 2002 r. —789 mln USD, wobec -847 milionów dolarów w styczniu po korekcie — podał NBP. Analitycy spodziewali się, że spadek będzie większy, a deficyt wyniesie nieco ponad 500 mln USD. Okazało się jednak, że przecenili możliwości polskich firm.
Dla rynku zdecydowanie bardziej istotny niż deficyt obrotów bieżących był wynik eksportu w lutym. Ekonomiści mieli nadzieję, że polskie firmy — mimo spowolnienia na świecie — wciąż mogą sprzedawać za granicą swoje wyroby. Jest to tym bardziej istotne, że wciąż nie widać poprawy w popycie wewnętrznym. Zagranica była więc dotąd ostatnią deską ratunku.
Co ciekawe, podczas gdy na świecie mówi się już o pierwszych symptomach ożywienia, eksport polskich firm systematycznie spada.
— Dane pokazują, że niekoniecznie najgorsze mamy już za sobą. Należy oczekiwać, że w kolejnych miesiącach nic nie poprawi się w sytuacji polskich eksporterów. A to oznacza, że wciąż możliwa jest w Polsce techniczna recesja — uważa Marcin Mróz, ekonomista Societe Generale.
— Ja bym poczekał z taką tezą na dane za marzec. To prawda, że widać załamanie, bo ani w Polsce, ani za granicą nie ma popytu. Ale może nie być aż tak źle — mówi Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG.
Ekonomiści są natomiast zgodni, że informacji świadczących o spadku importu nie powinno się interpretować negatywnie.
— Po pierwsze, mamy słaby popyt w kraju, ludzie nie kupują dóbr z importu. Po drugie, spowolnienie spowodowało mniejszy import inwestycyjny, a spadek eksportu zaowocował mniejszym zapotrzebowaniem na zaopatrzenie z zagranicy — tłumaczy Marcin Mróz.
Rada Polityki Pieniężnej już w środę — po posiedzeniu, na którym nie zapadła decyzja o redukcji stóp — sugerowała, że dane NBP nie będą miały jednoznacznego wydźwięku. Członkowie RPP wstrzymują się, by zobaczyć, czy negatywne tendencje utrwalą się, czy też są tylko wynikiem sezonowych wahań, związanych m.in. z wprowadzeniem do obiegu euro czy wzmożonym importem używanych samochodów do Polski.
— Rośnie optymizm niemieckich przedsiębiorców, co powinno przekładać się na większy popyt na polski eksport. Nim jednak to nastąpi, czekają nas kolejne miesiące złych danych, a poprawy można oczekiwać najwcześniej w drugiej połowie roku — uważa Marcin Mróz.
— Uważam, że przez kilka najbliższych miesięcy będziemy mieli do czynienia ze stagnacją, gospodarka nie będzie ani rosła, ani spadała. Ważne, by w momencie ożywienia polska gospodarka mogła wystartować z całym impetem — dodaje Mirosław Gronicki.