Deja vu z dołka bessy z 2009 r.?

KZ
opublikowano: 2011-09-27 13:09

Giełdowa historia lubi się powtarzać. To, co dzieje się na dzisiejszej sesji, przypomina zachowanie rynku w dnie bessy z 2009 r. Czy ciąg dalszy będzie podobny?

W lutym 2009 r. WIG20 zanotował serię sześciu spadkowych sesji. Ostatnia w tej serii rozpoczęła się luką bessy (otwarciem wyraźnie poniżej zamknięcia poprzedniej sesji), a zakończyła dramatycznym, największym w ostatnich dziesięciu latach spadkiem o 8,6 proc. do 1327,64 pkt. Sprzedający wywiesili białą flagę, a wartość WIG20 na zamknięciu była jednocześnie sesyjnym minimum.

Kiedy wydawało się, że gorzej być już nie może, w trakcie kolejnej sesji indeks zanurkował o kolejne kilkadziesiąt punktów, ale zamknięcie wypadło już na lekkim, 0,7 plusie. Nawet mniej wprawni inwestorzy mogli dostrzec formację młota, która ma optymistyczną wymowę, zwłaszcza jeśli pojawia się na wykresie po dłuższej zniżce, na rynku, który nawet niedźwiedzie gotowe są nazwać "wyprzedanym".

Formacja się potwierdziła - na kolejnej sesji indeks rozpoczął od wzrostowej luki hossy, a zakończył dzień zwyżką o 5 proc., przy czym zamknięcie wypadło tylko tuż poniżej sesyjnego maksimum.

Co było później - wszyscy pamiętamy. Rozpoczął się wielomiesięczny trend wzrostowy.

Takiego samego rozwoju wypadków na pewno i teraz życzyliby sobie giełdowi inwestorzy.

To, co pozwala porównywać obecną sytuację do tej sprzed 2,5 roku, to - znów silnie spadkowa sesja w czwartek, gdzie skrajny pesymizm doprowadził do 7,3 proc. przeceny największych spółek, a zamknięcie wypadło na sesyjnym minimum. Był to czwarty najgorszy wynik WIG20 w ostatnich 10 latach.

Na następnej sesji WIG20 rozpoczął od luki bessy, a spadki pogłębiły się, jednak już zamknięcie dnia wypadło całkiem optymistycznie - ponad 80 pkt. ponad sesyjnym minimum. Na wykresie znów wyrysowała się formacja młota. W poniedziałek dużych wzrostów nie było, ale mimo wszystko WIG20 wzrósł o 0,67 proc. Dziś mamy dużą lukę hossy i wzrosty, które o godz. 13.31 przekraczały 4 proc.