Deszcz
Nadchodzi kinowa rewolucja. Do kina, bez kas i bileterów, będziemy chodzić na mecze i koncerty w 3D. Albo na filmy, w trakcie których będzie kropił deszcz...
Kino czekają gigantyczne zmiany. Ze stałych elementów zostaną tylko ekran, fotele i popcorn area.
W gabinecie szefa Cinema City w Tel Awiwie stoi potężny projektor. Jest równie wysoki jak sam Moshe Greidinger. W latach 30. ta masywna maszyna była symbolem postępu. Stała w pierwszym kinie Greidingerów w Hajfie. Już wtedy to pierwsze kino w Izraelu zaskakiwało nowinką techniczną, jaką był rozsuwany dach.
— Wtedy nie było klimatyzacji. Wieczorami dach się rozsuwał automatycznie i na widowni panował błogi chłód. Widzowie mogli oglądać film pod gwiazdami — mówi Moshe Greidinger.
Dzisiaj nie ma już takich kin, co nie oznacza, że postęp techniczny do nich nie zagląda.
— W ciągu najbliższych lat kino zmieni się diametralnie — twierdzi Moshe Greidinger.
Właściwie zmieni się wszystko — zostanie tylko ekran i rzędy foteli. Będzie ich jednak więcej. Kina będą się bowiem rozrastać. Ogromne megapleksy z dwudziestoma ekranami zaczną wypierać mniejsze. W Krakowie (Centrum Bonarka City Center) już powstaje megaplex Cinema City. Z kin zniknie wiele tradycyjnych elementów. Jak choćby kolejki do kas. Już teraz gdzieniegdzie bilet można kupić przez internet.
— Wkrótce to będzie standard — przyznaje szef Cinema City.
Bileterzy co prawda nie odejdą do lamusa, ale zyskają wspólników — biletomaty. Taki elektroniczny bileter już funkcjonuje w warszawskiej Arkadii, a wkrótce stanie w większości polskich kin.
Ale jazda!
Od sali projekcyjnej dzieli nas już tylko "popcorn area", która jednak nie zniknie nawet za 50 lat. A gdy już rozsiądziemy się w fotelu, czeka nas kolejna rewolucja. Zanim jednak się zacznie film, zajrzyjmy do kabiny operatora, która już dziś przypomina serwerownię. W wielu kinach tradycyjny projektor z rolką filmu zakładaną na szpulki to eksponat zastąpiony przez komputery. Operatorzy nie będą już dźwigać rolek taśmy 35 mm ważących po kilkanaście kilogramów (rekordzistą jest najnowszy "King Kong" — prawie 40 kg), lecz wsuwać przed projekcją twardy dysk niewiele różniący się od tego w domowym pececie. Lub po prostu wciskać przycisk, a film sam się ściągnie wprost do pamięci projektora z głównego serwera poprzez satelitę lub internet. Mówi się już nawet o projektorach laserowych, które jeszcze lepiej odwzorują kolory. Tak, magiczny świat negatywu odchodzi do lamusa.
— Tradycyjne projektory są wypierane przez cyfrowe. Mamy ich w Polsce już 48. Wraz ze wzrostem ich liczby będziemy jeszcze w tym roku na większą skalę pokazywać filmy fabularne w 3D, które wkrótce staną się standardem — mówi Moshe Greidinger.
Pierwszym ma być "Awatar" Jamesa Camerona, najdroższy film w historii kina. Wydatki na jego produkcję pochłonęły już 300 mln USD, o 100 mln więcej niż dotychczasowego rekordzisty — "Titanica" (również nakręconego przez Camerona). "Awatar" to opowieść o komandosie uwikłanym w wojnę pozaziemskich cywilizacji. Dużo krwi, potu i wielka miłość. Wszystko widziane przez trójwymiarowe okulary (po 40 USD za sztukę).
Jednak prawdziwą rewolucją będą filmy 4D, które w nieodległej przyszłości również zawitają na ekrany naszych kin.
— Za kilka lat pojawią się na szerszą skalę filmy czterowymiarowe, które umożliwią oglądanie filmu trójwymiarowego wzbogaconego o efekty specjalne, takie jak zapach, powiew morskiej bryzy, wiatr czy wrażenie ruchu — zapowiada szef Cinema City.
I to dopiero będzie jazda! Film, który widz odbiera wszystkimi zmysłami: nie tylko zobaczy, ale i poczuje podmuch wiatru czy zapach sosnowego lasu, po którym biegnie bohater. Do tego dojdzie poczucie ruchu dzięki specjalnym fotelom. Myszy biegają na ekranie? Widz poczuje ich szuranie pod nogami. Bohater chyboczący się w łódce? Widz również. Wstrząsy wybuchów? Fotel zadrży. Pierwsze takie kina już istnieją.
Na film czy mecz?
Do lamusa odejdzie również odwieczny dylemat chłopców i dziewcząt w wieku dojrzewania — iść do kina czy na film? Jasne, że do kina, bo film będzie miał konkurentów. Już ma w postaci… opery. Jeszcze rok temu pomysł "chodźmy do kina na operę" wydawał się równie abstrakcyjny jak koncert uzbeckiej kapeli hiphopowej na dożynkach. Od marca tego roku w niektórych polskich kinach Cinema City pokazywane są najsłynniejsze opery świata, jak "Carmen", "Romeo i Julia", "Śpiąca Królewna", "Wesele Figara" czy "Don Giovanni". Co prawda nie w 3D, ale sam dźwięk, który sprawia, że widz siedzący w dowolnym miejscu na sali czuje się jakby siedział w pierwszym rzędzie w La Scali, robi wrażenie. Nie trzeba też lornetki, aby dostrzec szczegóły, jak choćby elektryczne cygaro palone przez jednego z biesiadników w trakcie arii torreadora. To niewątpliwie początek nowego trendu w rozrywce kinowej, który zawitał również do Polski. Moshe Greidinger zapowiada, że już wkrótce do kina pójdziemy również na balet i koncerty muzyczne.
— Już we wrześniu wejdzie na ekrany kin koncert grupy Jonas Brothers w technologii 3D. Wkrótce pojawią się również najsłynniejsze przedstawienia baletowe — zapowiada szef Cinema City.
Nieoficjalnie mówi się również o trójwymiarowym koncercie U2.
Powody, aby wybrać się do kina, będą też mieli fani sportu, bowiem na ekran kinowy trafią wkrótce wydarzenia sportowe, może nawet mecze EURO 2012?
— Co prawda 3D nie sprawi wrażenia, jakby gracze kopali piłkę wśród widowni, jednak głębia obrazu sprawi, że widz będzie miał wrażenie, jakby siedział na trybunie stadionu — mówi Moshe Greidinger.
Jaka reklama!
Zmieni się również reklama w kinach. Przyszłością będzie reklama 3D, a nawet 4D. Niedawno Audi zrobiło reklamę, w której pokazuje widzom, na czym polega przyjemność jazdy kabrioletem. W chwili, gdy na ekranie pojawiło się ujęcie z perspektywy kierowcy, włączały się specjalne dmuchawy i wiały widowni prosto w twarz. Jeszcze dalej poszło BMW w reklamie Mini Clubmana. Zamontowane na sali detektory ruchu powodowały, że widzowie ruchami rąk mogli kierować samochodem na ekranie kinowym.
Znacznie szybciej zapewne upowszechnią się reklamy interaktywne. Niedawno jedna z firm produkujących lek na chrapanie pokazała w jednym z włoskich kin reklamę, w której żona przez długi czas nie mogła uciszyć chrapiącego męża. W pewnej chwili wyszła z sypialni i… ukazała się widzom, wchodząc z bocznego wejścia na salę kinową. Podeszła do pierwszego rzędu, prosząc jedną z osób o reklamowany lek, po czym wyszła z sali… pojawiając się na ekranie w drzwiach sypialni. Z lekiem na chrapanie. Widzowie domagali się bisu.
Inny świat
Pytanie tylko, czy samo kino nie przejdzie do lamusa, skoro już dziś w pobliskim hipermarkecie można kupić własne kino — domowe i plazmowy monitor wielkości Mazowsza? Wszak rozwój technologii i jej powszechność działają w obie strony i mogą okazać się zabójczy dla kina.
— Nie sądzę. Kino wciąż będzie miejscem rozrywki za nieduże pieniądze, częścią naszego życia i wspomnień pierwszej randki, pierwszej kreskówki Disneya czy pierwszego filmu. Kino to świat, w którym na kilka godzin zapominamy o wszystkich troskach dnia codziennego. To się nigdy nie zmieni. Bo tego innego świata po prostu potrzebujemy — twierdzi szef Cinema City.
Mimo kryzysu branża kinowa ma się bardzo dobrze. Przychody operatorów kinowych zamiast spadać… wzrosły.
Statystyczny Rumun chodzi do kina 0,2 razy w ciągu roku, Polak — średnio raz w roku, Francuz i Hiszpan — trzy razy, zaś Amerykanin — pięć. Zdaniem Moshe Greidingera, szefa Cinema City, ludzie rzadko chodzą do kina tylko wówczas, gdy… go nie ma. Tam, gdzie jest infrastruktura, tam są klienci. Statystyczny mieszkaniec Warszawy, Poznania czy Krakowa w ciągu roku odwiedza kino równie często jak Brytyjczyk czy Francuz. Moshe Greidinger uważa, że Polacy są znacznie bardziej zafascynowani kinem niż wiele innych narodów, dlatego opłaca się budować kina właśnie w Polsce.
Cinema City kontynuuje proces cyfryzacji kin — na koniec roku chce mieć w całej sieci 120 projektorów cyfrowych (ma już 101), bo kryzys wcale nie wypłoszył widzów z kin. Zarówno w I półroczu, jak i w samym II kw. 2009 r. Cinema City zwiększyło wpływy ze sprzedaży biletów — w I kw. o 22,5 proc., w II kw. — o 23,1 proc., mimo spadku ich cen. Średnia cena biletu w I półroczu 2009 wyniosła 3,9 EUR (-16,2 proc. rok do roku), a w II kw. 2009 3,8 EUR (-19,1 proc. rok do roku). Jest to zapewne również efekt skali — Cinema City zwiększyło bowiem liczbę sal kinowych w I półroczu 2009 r. o 9,7 proc., do 589.
Jacek Konikowski
