Miasto ma nadzieję, że uda się mu zmienić warunki i spłacić sięgające 17 mld USD (około 55 mld zł) zadłużenie i inne zobowiązania. Jeszcze przed miesiącem Orr twierdził tymczasem, że Detroit ma wystarczająco środków by realizować swoje zobowiązania co najmniej do czwartego kwartału. Sytuacja jednak nie uległa poprawie i wrosło ryzyko „pustej” kasy miasta.

„Obecnie oceniam szanse miasta pół na pół. Przed nami masa spotkań z udziałowcami i kredytodawcami” – powiedział Orr.
Liczące na koniec 2012 r. około 706 tys. mieszkańców miasto, 18-te pod względem wielkości w USA, boryka się z ogromnym problemem, znalezienia nowej formuły funkcjonowania po dramatycznym upadku przemysłu, który napędzał rozwój miast przez dziesiątki lat.
Powstałe w lipcu 1701 r. miasto położone na północnym brzegu rzeki Detroit łączącej jeziora St. Clair i Erie, w ubiegłym wieku znane było przede wszystkim jako światowe centrum produkcji samochodów. Swoje zakłady miały w nim czołowe amerykańskie koncerny motoryzacyjne.
Ostatni kryzys finansowy i recesja, które uderzyły m.in. w popyt na samochody, podciął miastu „skrzydła” doprowadzając do znacznego wzrostu bezrobocia (oficjalnie sięga ono 17,5 proc. choć realnie jest znacznie wyższe). Dodatkowym negatywnym czynnikiem są kwestie rasowe. Już w 2000 r. populacja czarnoskórych obywateli przekroczyła poziom 80 proc. zaś białych spadła w 2010 r. do nieco ponad 10 proc.
Od kilkunastu lat Detroit wymieniane jest w gronie najbardziej zrujnowanych miast w USA, posiadając najwięcej opuszczonych i zrujnowanych fabryk, magazynów, kamienic itp., w przeliczeniu na ogólną powierzchnię miasta.
