Diamentowe gody skażone brexitem

23-03-2017, 22:00

Przy okazji diamentowych godów wspólnoty europejskiej trudno uniknąć wrażenia, że unijna pamięć jest bardzo… selektywna.

Cztery wieki przed naszą erą wzgórze Kapitol w Rzymie było jedynym miejscem, które obroniło się przed najazdem Galów — dzięki gęsiom, które swoim zgiełkiem ostrzegły śpiących obrońców przed nocnym szturmem. W sobotę na owym świętym wzgórzu prezydenci/premierzy Unii Europejskiej mają przyjąć deklarację, w której spróbują określić, w jaki sposób wspólnota ma się bronić przed współczesnymi zagrożeniami. Potomkowie Galów dzisiaj są filarami UE, z zewnątrz czyhają zupełnie inne ludy, ale tak naprawdę nowe rzymskie imperium ulega erozji od środka.

Zobacz więcej

W początkach Rzymu wzgórze kapitolińskie zwane było Głową Świata. Ciekawe, co w sobotę wymyślą tęgie głowy unijne. Na majestatycznych schodach prezydentów i premierów powitają Kastor i Polluks, boscy herosi. Jacek Zalewski

Wypada przypomnieć, że 25 marca 1957 r. na Kapitolu podpisane zostały dwa traktaty. Zdecydowanie ważniejsze następstwa miał ten ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą — w kalendarium poniżej przypominamy jej rozrost oraz przekształcenie w Unię Europejską. 60 lat temu równie ważne wydawało się ustanowienie Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej, ale w tej dziedzinie największym osiągnięciem jest bodaj… model Atomium w Brukseli. Przy okazji diamentowych godów trudno uniknąć wrażenia, że unijna pamięć jest bardzo… selektywna. Przecież w tej samej kapitolińskiej sali podpisany został 29 października 2004 r. zupełnie inny traktat — ustanawiający Konstytucję dla Europy. Z tamtej gali zapamiętałem lukier, którym ociekały przemówienia eurokratów o doniosłości historycznej chwili. Pół roku później konstytucja przepadła w dwóch referendach ratyfikacyjnych, we Francji i Holandii.

Unijne złote gody zorganizowały 25 marca 2007 r. Niemcy, z racji sprawowania rotacyjnej prezydencji. Wtedy w Berlinie przyjęta została deklaracja „My, obywatele Europy”, co brzmiało prawie jak amerykańskie „My, naród”. Jej górnolotność fragmentami jest dla statystycznego mieszkańca UE wręcz mdła. Ale tamten dokument przyjęty został — w imieniu Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego — w cieplarnianych warunkach, przed kryzysem finansowym, zapaścią Grecji i strefy euro, eksplozją migracji, wreszcie — brexitem. Podczas złotych godów możliwość opuszczenia przez jakiś kraj UE wydawała się taką abstrakcją, że pół roku później w traktacie z Lizbony… właśnie taką prawną możliwość przewidziano, jako absolutnie teoretyczną. Przewrotność losu sprawia, że w rocznicę diamentową się ona materializuje — premier Theresa May będzie na Kapitolu, a kilka dni później złoży traktatową notyfikację wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z UE.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Diamentowe gody skażone brexitem