Włoska firma odzieżowa domaga się unieważnienia polskiej marki. Sprawa znalazła się w sądzie.
Znak towarowy „DSL” zarejestrowany na rzecz Małgorzaty Papuły składa się z elementu słownego —wymienionych trzech liter — i graficznego, który stanowią po trzy poziome kreski oddzielające litery. Włoska firma Diesel uważa, że te trzy kreski mogą być odczytywane przez klientów jako litera E i domaga się unieważnienia polskiej marki jako żerującej na renomie Diesla i mogącej wprowadzić klientów w błąd. W dodatku „DSL” jest zarejestrowany w tej samej klasie towarów co „Diesel”, obejmującej galanterię skórzaną i odzież.
Urząd Patentowy (UP) odmówił unieważnienia „DSL”.
— Ten znak składa się z trzech liter, tamten z siedmiu. Ten jest fantazyjny, tamten budzi skojarzenia z silnikiem samochodowym. W jednym jest element graficzny, w drugim nie — mówi Karol Cena z UP.
Potencjalnego klienta nie można uważać za nierozgarniętego.
— Przeciętny klient jest dobrze poinformowany, uważny i ostrożny. Wybierając odzież, spędza w sklepie jakiś czas, przygląda się metkom i jest mało prawdopodobne, żeby je pomylił — uważa Karol Cena.
Według Diesla, „DSL” żeruje na jego renomie. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, przed który w piątek trafiła sprawa, nie dostał jednak dowodów potwierdzających tę renomę — firma nie przedstawiła badań rynku ani opinii publicznej.
W decyzji UP rejestrującej „DSL” jest jednak błąd formalny — UP nie napisał, czy udziela prawa ochronnego na znak towarowy słowny czy słowno-graficzny. Zdaniem UP, jest to znak słowno-graficzny, zarejestrowany z owymi spornymi kreskami między literami i może być używany tylko w takiej formie.
Sąd postanowił odroczyć wydanie wyroku.