Mimo popularności LPG, samochody z silnikami Diesla ciągle wygrywają ceną i niższym spalaniem.
Przy szacowaniu kosztów eksploatacji floty samochodowej nie ma znaczenia jej wielkość. Czynnik, który należy brać pod uwagę przede wszystkim to miesięczny przebieg pojazdów. Z punktu widzenia kosztów ponoszonych na samo paliwo, najbardziej korzystne jest stosowanie gazu LPG. Mimo rosnących cen wciąż jest on najtańszy.
Gaz też ma wady
Za napędem gazowym przemawia fakt, że samochody zasilane benzyną (a tylko w takich można stosować instalacje gazowe) są o 10-20 proc. tańsze niż diesle.
— Nawet jeśli doliczymy koszt montażu instalacji, to i tak koszty są niższe. Jednakże to rozwiązanie pociąga za sobą pewne uciążliwości. Po pierwsze większość producentów samochodów broni się przed możliwością montażu instalacji LPG. Niektórzy, tak jak np. Opel czy Toyota, tę możliwość dopuszczają, ale koszt takiej przeróbki wynosi 6-9 tys. zł. Podczas gdy w zakładzie niezależnym od producenta zapłacilibyśmy 3 tys. zł. Sęk w tym, że ten ostatni nie daje pełnej gwarancji. Dodatkowo producent auta odmówi swojej gwarancji, gdy system zostanie zainstalowany nie w jego salonie firmowym — tłumaczy Michał Cierniak, szef działu technicznego LeasePlan Fleet Management Polska.
Sławomir Dudziak, dyrektor handlowy Carefleet, ostrzega, że przed podjęciem decyzji o wyborze paliwa trzeba przeprowadzić szczegółowy rachunek.
— Rozwiązanie benzyna-gaz jest na pierwszy rzut oka najtańsze. Ale przy planowaniu trzeba wziąć pod uwagę przede wszystkim przewidywany przebieg pojazdu i okres użytkowania. Dodać też trzeba koszt montażu instalacji gazowej i częstszych przeglądów. Jeśli właściciel pojazdów zdecyduje się na tańszą instalację, z pewnością pojawią się problemy techniczne i auto może bez przerwy stać w warsztacie. LPG może zwyciężyć z dieslem, jeśli właściciela pojazdu stać na drogą instalację (5-6 tys. zł), a samochód będzie przejeżdżał rocznie powyżej 50 tys. km — mówi Sławomir Dudziak.
Olejowe jednak tańsze
Bożena Arak, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Europcar — firmie zajmującej się wynajmem aut — potwierdza, że zauważalna jest silna tendencja do przechodzenia właścicieli flot samochodowych na silniki Diesla. Specjaliści zgodnie polecają samochody na olej napędowy.
— To prawda, że koszt zakupu auta napędzanego olejem napędowym jest wyższy, ale za to koszty serwisu utrzymują się na podobnym poziomie jak w przypadku pojazdów z silnikami benzynowymi, a eksploatacja jest zdecydowanie tańsza. Producenci, pracując nad jednostkami napędowymi osiągającymi coraz dłuższe przebiegi, obniżają te koszty — niektóre samochody na benzynę trzeba serwisować co 2 lata lub 30 tys. km przebiegu, a te same modele zasilane olejem napędowym co 2 lata lub 50 tys. km przebiegu. Dodatkowo diesle mają o 20-40 proc. niższe zużycie paliwa niż silniki benzynowe — mówi Michał Cierniak.
Dla posiadaczy flot samochodowych nie bez znaczenia pozostaje łatwość odsprzedaży aut po zakończeniu ich eksploatacji. Używane diesle są o 5-7 proc. droższe niż samochody z silnikami benzynowymi o takiej samej klasie, okresie użytkowania i przebiegu. Okazuje się jednak, że istnieje jeszcze, przynajmniej teoretycznie, czwarta droga.
— Najtańszy jest metan — paliwo czyste, ekologiczne. Sądzę, że autobusy miejskie jeżdżące w takich miastach jak np. Zakopane czy Nałęczów powinny być zasilane tylko metanem. Szkoda, że w Polsce jest on wciąż tak mało popularny — tylko pięć stacji w całym kraju ma swojej ofercie tankowanie metanu. Powodem tego jest m.in. fakt, że samochód wyposażony w odpowiednią instalację jest o 20-25 proc. droższy od benzynowego — mówi Sławomir Dudziak.
Jak przewidują eksperci, na rynku najwięcej przybywać będzie aut zasilanych olejem napędowym. Będą też tacy, którzy ze względu na cenę pojazdu, wybiorą auta na benzynę i wyposażą je w instalacje gazowe.