Dijsselbloem otworzył puszkę Pandory

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2013-03-28 13:25

Słowo template jest teraz bardzo popularne w europejskich mediach ekonomicznych. Jednocześnie może się okazać koszmarem szefa EBC Mario Draghiego.

Wszystko przez holenderskiego ministra finansów, który przypomniał inwestorom o podziale Europy na północ i południe i możliwych tego konsekwencjach.

Jeroen Dijsselbloem, który jest także szefem euro grupy, szybko zakończył sielankę po wypracowaniu porozumienia pomiędzy Trojką a Cyprem, wskazując, iż rozwiązanie polegające na sięgnięciu do kieszeni deponentów, może stać się wzorem (ang. template) w przypadku podobnych problemów w przyszłości. Dijsselbloem stwierdził, iż jeśli chcemy mieć zdrowy sektor finansowy, jedyną drogą jest oznajmić inwestorom, iż muszą ponosić konsekwencje ryzyk, które podjęli. Natomiast jeśli nie są w stanie tych konsekwencji udźwignąć, to znaczy, iż nie powinni byli tych ryzyk na siebie brać.

Trudno nie zgodzić się z taką retoryką. Prawdą jest, iż w ostatnich latach rządy i banki centralne naruszały wielokrotnie zdrową relację zysku i straty do podejmowanego ryzyka, aby uspokajać rynki finansowe. Dla rynków oznacza to jednak, iż zapomniane ryzyka, takie jak odpływ środków ze słabszych systemów bankowych na południu, mogą być większe niż jest to na chwilę obecną odzwierciedlone w wycenach.

Efekty tych obaw już widać. Rentowność niemieckich 2-latek spadła poniżej zera, co ma ważne symboliczne znaczenie. Nikt bowiem nie dopłaca za pożyczanie rządowi pieniędzy, o ile nie obawia się, iż gdzie indziej, na przykład na depozycie w innym banku, może ponieść straty. Po pewnej stabilizacji, o której pisałem przed miesiącem, przekłada się to też na coraz głębszą przecenę euro. Dzieje się tak, mimo iż są niewielkie szanse na obniżkę stóp przez EBC w najbliższym czasie. Wreszcie, zachodnioeuropejskie indeksy, które dotychczas ślepo podążały za Wall Street, zaczynają okazywać nerwowość. Korekta na tych rynkach jest uzasadniona nie tylko wzrostem obaw o losy euro, ale także rozczarowującym makro, o czym z kolei pisałem przed tygodniem.

Ostatnich kilka miesięcy było okresem nadziei dla Europy, zafundowanej przez Europejski Bank Centralny, który zadeklarował gotowość skupu nielimitowanej ilości rządowych obligacji. Jest za wcześnie, aby przesądzić, iż wypowiedź Holendra definitywnie kończy ten okres. Jedno wydaje się pewne: na rynki wrócił czynnik strachu, którego w tym roku wcześniej nie było.