Grafiki nanoszone są na blachę pokrytą specjalną powłoką ochronną, która ponoć zabezpiecza plakat na dziesiątki lat. Najważniejsza jest jakość wydruku i kolory. Producent używa multikolorowych drukarek atramentowych, a zapewnienie coraz lepszego druku to główne zmartwienie działu badań i rozwoju firmy. Chodzi o to, żeby kupujący, trzymając w ręku kawałek blachy, miał pewność, że grafika wygląda tak samo jak na ekranie komputera.

Displate to warszawski start-up założony sześć lat temu przez Edwarda Ruszczyca, Karola Banaszkiewicza i Jacka Świgosta. Na początku był trochę internetową ciekawostką, ale szybko przerodził się w biznes z solidnymi przychodami, które każdego roku rosną niemal dwukrotnie, sięgając w zeszłym roku 58 mln zł. Na razie spółka nie stawia jednak na maksymalizację zysku.
— Bardzo duże tempo wzrostu wymaga dużych inwestycji w rozwój technologii produkcji i zatrudnienia. W zeszłym roku odbyło się to kosztem zysku, ale to w pełni świadoma decyzja. Spółka jest obecnie finansowana z rund wypłacanych przez fundusze inwestycyjne — mówi Edward Ruszczyc.
Plakaty wydrukowane na kawałkach blachy trafiły już do klientów z 49 krajów, udział Polakówi jest znikomy, a nasz rynek plasuje się mniej więcej w połowie stawki. Co więcej, Displate informuje, że aż 99,66 proc. zamówień trafia za granicę. Największym rynkiem są Stany Zjednoczone, później Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Kanada i Australia. Twórcy start-upu wspominają, że pierwsze zamówienia napłynęły zza oceanu. Pierwsze z Polski pojawiło się, gdy Displate miał już ponad 1000 wydrukowanych egzemplarzy.
— Od samego początku naszej działalności budowaliśmy biznes na rynek globalny. Nawet nasza strona internetowa funkcjonuje wyłącznie w języku angielskim i nie oferujemy też obecnie lokalnych form płatności— wyjaśnia Jacek Świgost.
Displate funkcjonuje jako marketplace, jest więc platformą, na której zarabiają także artyści dostarczający projekty plakatów. Firma współpracuje z blisko 20 tys. projektantów, ale aż 17 tys. pojawiło się w społeczności w ostatnim roku. Twórcy sami ustalają prowizję podczas dodawania swojej pracy do platformy. Start-up wypłacił do tej pory autorom projektów 3 mln USD.
— Jest bardzo duży popyt na unikatowe wzornictwo, więc na tworzeniu oryginalnych grafik można bardzo dobrze zarobić. Rekordzista był w stanie zarobić w ciągu miesiąca 24 tys. USD — mówi Karol Banaszkiewicz.
Popularność produktów Displate napędzają nie tylko projekty niezależnych twórców, ale także znane marki. Prace powstają również na bazie licencji sagi „Star Wars”, Marvela i DC Comicsa, wydawców komiksów, czy Blizzarda, znanego globalnego producenta gier. W maju do portfolio dołączyła polska firma CD Projekt Red.
