Dla znudzonych Alpami: Szusy na pustych stokach

Emil Górecki
opublikowano: 26-10-2007, 00:00

Znowu w Tatry czy Dolomity? Można oryginalniej. Bez kolejek do wyciągu i bez obawy, że wpadnie się w tłumie na swego szefa czy asystentkę.

Zjazdy po zalanym słońcem stoku z widokiem na morze, snowboard w kopnym śniegu, ekstremalne szusy po skoku z helikoptera, niecodzienne krajobrazy i luz na trasach narciarskich... Warto pomyśleć — tuż przed rozpoczęciem sezonu — o mało popularnych kierunkach. Minusy? Odległość i ceny, choć nie zawsze na przyjemność szusowania poza Tatrami czy Alpami trzeba wydać fortunę. Najczęściej jednak tak. Trudno. Po to też zarabia się pieniądze, żeby je przyjemnie trwonić. Nawet krótki, ale ciekawie spędzony urlop, daje energię na tygodnie dalszej pracy. l

Bułgaria:

Kurort za miliony

Bańsko — najpopularniejszy ośrodek narciarski w kraju, uznany za najszybciej rozwijający się region narciarski w Europie Środkowej i Wschodniej. Leży w paśmie Pirin na południu, u podnóża góry Todorka, 170 km od Sofii. Dobra infrastruktura, baza noclegowa i przystępne ceny. No i klimat tradycyjnych górskich wiosek, gdzie odpoczywa się po całodziennym szaleństwie przy kominku i grzanym winie.

Sezon narciarski trwa od grudnia do połowy maja. Dominują trasy niebieskie i czerwone, ale poszaleć można też na oślich łączkach i w licznych szkółkach narciarskich. Ponad 65 km tras jest obsługiwanych — dzięki 27 mln euro zainwestowanym w 2006 r. — przez kolejkę gondolową, wyciągi krzesełkowe i orczykowe. Sześciodniowy karnet kosztuje jakieś 550 euro.

Rosja:

W postradzieckim stylu

Za komunizmu szusowanie na Elbrusie było przywilejem sowieckich elit. Dziś ciągną tu miłośnicy freeride’u z całej Europy — zjazd z wysokości ponad 5 tys. m zapewnia niezapomniane przeżycia! Prielbrus, najpopularniejszy ośrodek narciarski na Kaukazie, leży 3,5 km nad poziomem morza. Działa przez cały rok (wrażliwym może jednak przeszkadzać różnica ciśnień). Wytyczono tu 35 km dobrze oznakowanych tras, obsługiwanych przez cztery kolejki. Infrastruktura poradziecka, ale przecież nie dla niej się przyjeżdża. Baza hotelowa też nie zalicza się do plusów ośrodka — są tu dwa dwugwiazdkowe hotele, ale dobrze wyposażone. Dwuosobowy pokój kosztuje około 50 USD za dobę. Zamożnych amatorów adrenaliny Elbrus zaprasza na — tańszy niż w Alpach — heliskiing, czyli przelot helikopterem na stok. Amatorzy freeride’u mogą wykupić w Polsce 12-dniową wyprawę wraz z dojazdem na Elbrus, wizą, ubezpieczeniem i szkoleniem w polskich Tatrach. Koszt — co najmniej 3 tys. zł.

Kanada:

Najdalej na wschód

Na popularnych trasach w Górach Skalistych szaleją tysiące narciarzy. Lepiej udać się na wschód — do Nowej Fundlandii. Kurort Marble Mountain, otwarty w latach 60. XX w., leży 10 km od Corner Brook przy autostradzie transkanadyjskiej. Na stokach pustka: w ciągu roku odwiedza je 65 tys. ludzi, czyli tysiąc narciarzy dziennie. Sezon rozpoczyna się drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia i trwa do kwietnia. Marble Mountain proponuje 34 trasy, trzy wyciągi krzesełkowe — m.in. Newfie Bullet (Nowofundlandzki Pocisk) i Black Mariah (Czarna Mariah) — oraz nową bazę noclegową. Zaawansowani narciarze szaleją w głębokim śniegu w pobliżu w Blomidon Mountains w Zatoce Wysp, na prawie 30 km szlaków z widokami na ocean. Łatwe trasy dla początkujących to Broadway, Crocker’s Run, a zwłaszcza The Struggle na szczycie góry, zachęcająca do nauki jazdy świetnymi warunkami śniegowymi i wspaniałymi widokami na Zatokę Wysp. Marble Mouintain proponuje nawet całoroczne karnety. Kupione wcześniej kosztują 200 CAD

Chile:

Msza w Andach

Narty w Ameryce Południowej? Pomysł świetny, ale na letnie wakacje — sezon trwa od czerwca do września. Ośrodki w El Colorado i Valle Nevado — niedaleko Santiago de Chile — Amerykanie odkryli w latach 70. XX w. Teraz czas na Europejczyków. Warto — Valle Nevado (Śnieżna Dolina) to największy ośrodek sportów zimowych na półkuli południowej: 40 wyciągów i ponad 100 km tras. Wyciągi krzesełkowe wywożą narciarzy grubo powyżej 3,5 tys. m, gdzie nie ma już drzew, a jedynie śniegowa pustynia. Można jeździć z zamkniętymi oczami! Stoki długości ponad 4 km, ale znajdą się też krótkie trasy dla początkujących. Oświetlone stoki są czynne całą noc, a co niedziela polski ksiądz odprawia na tarasie jednego z hoteli mszę w blasku zachodzącego słońca... Inne atrakcje to jazda zaprzęgiem psów husky i kondory za oknami hotelu. Jedyny minus — daleko. Bilet lotniczy na czerwiec dla dwóch osób z Warszawy kosztuje sporo ponad 7 tys. zł.

Norwegia:

Kolebka narciarstwa

Może gdzieś bliżej? Norweski śnieg jest głęboki i nieubity, klimat ostrzejszy niż w Alpach, standard nieco niższy, ale za to stoki — niezatłoczone i tańsze, np. pięciodniowy karnet w Hemsedal kosztuje około 500 zł. Nieco drożej będzie w Lillehammer, rozsławionym zimowymi igrzyskami w 1994 roku. Godna polecenia jest trasa Kvitfill, gdzie odbywał się olimpijski zjazd męski. Bardzo długa i nie do przejechania bez zatrzymania się — nachylenie stoku dochodzi do 63 stopni. Obok — kilka tras czerwonych, niebieskich i zielonych. I sporo tras do narciarstwa biegowego. Wszystkie mają świetną infrastrukturę i są oświetlone, co na tych szerokościach geograficznych niezbędne. Sezon trwa cały rok, nie tylko dzięki klimatowi, ale także systemowi sztucznego naśnieżania.

Na wypoczynek z rodziną warto wynająć — za nieduże pieniądze — drewniany, wygodny domek w jednej ze spokojniejszych wiosek. Wśród atrakcji — zimowe safari: jazda psim zaprzęgiem, wizyta w hodowli reniferów, wspinaczka po lodowcach i podziwianie spacerujących łosi.

Liban:

Słońce i śnieg

Tak, to nie pomyłka! Nie jest to idealne miejsce na szalone przygody na stokach, bo i góry za niskie, i śniegu mało. Jest za to słońce i dobra kuchnia. W Libanie (a także w Iranie czy Izraelu) szusuje się od grudnia do marca. I to od lat 30. XX w., kiedy w Faqra, na północ od Bejrutu, powstał jeden z pierwszych prywatnych klubów narciarskich na świecie. Dziś góry Libanu kryją sześć ośrodków z trasami na wysokości 2-3 tys. m. Infrastrukturę kurortu Faraya-Mzaar — dokąd nie dojedzie się samochodem bez łańcuchów — zbudowali Szwajcarzy. Wyciągi krzesełkowe nie dłuższe niż 1,5 km, ceny zbliżone do europejskich — karnet weekendowy kosztuje 45 dolarów. Noclegi? Do wyboru kilka czterogwiazdkowych hoteli. Wśród atrakcji — nocne zjazdy z pokazami sztucznych ogni i projekcjami wideo, spacery do ruin fenickiej świątyni i rzymskiego zamku, podziwianie dzieła natury: kamiennego mostu ponad 30-metrowej wysokości. U stóp kurortu znajduje się nadmorska plaża.

Emil Górecki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu