Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska (NFOŚ) przygotowuje program wsparcia budownictwa energooszczędnego. Pomoc obejmie 16 tys. domów i mieszkań o wysokim standardzie energooszczędności wybudowanych w latach 2013-18. Z dopłat skorzystają osoby fizyczne budujące domy jednorodzinne w systemie gospodarczym i kupujące domy jednorodzinne i mieszkania w domach wielorodzinnych od deweloperów.
Obawiam się niestety, że nowe regulacje nie zachęcą zbyt wielu ludzi do korzystania z dotacji. Nie przyczynią się też znacząco do upowszechnienia ekologicznych standardów na rynku. Jest wiele powodów, m.in. wysokie koszty oraz brak wiedzy i doświadczenia inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych w dziedzinie budownictwa energooszczędnego. Główną barierą dla jego upowszechnienia w Polsce są jednak ograniczone środki finansowe inwestorów. Program zaproponowany przez NFOŚ radykalnie ich nie zwiększy. Ogłoszona w ubiegłym tygodniu maksymalna wysokość dopłaty do domu jednorodzinnego wyniesie 50 tys. zł, a w przypadku mieszkania w budynku wielorodzinnym 16 tys. zł.
Ponadto dotację będą mogły otrzymać tylko osoby, które na zakup nieruchomości zaciągną kredyt, co również ograniczy skalę potencjalnego zainteresowania dopłatami. Niezależnie od tych trudności musimy mieć świadomość, że dyrektywa UE o budownictwie energooszczędnym zobowiązuje nas do poszerzania wiedzy na ten temat.
Powód jest prosty. Od 1 stycznia 2019 r. wszystkie budynki użyteczności publicznej, a od 1 stycznia 2021 r. wszystkie budynki mieszkalne powyżej 250 mkw. będą musiały być energooszczędne. To oznacza, że budownictwo energooszczędne nieuchronnie stanie się u nas standardem. Nie będzie to jednak szybki proces.