Do czerwonego pokoju po stopy zwrotu

Krajowy rynek kolekcjonerskiej fotografii wyraźnie się wzmocnił, a poziom cen rośnie pod dyktando grubego pejcza.

Zgodnie z regułą, że największy krajowy popyt jest na polskie dzieła, na które popyt jest też za granicą, praca Romana Opałki na lokalnej aukcji nie może umknąć uwadze. Najsłynniejsze obrazy autora — na których nie ma nic poza szeregami numerków — powszechnie wydają się niewarte miliona dolarów, ale wiadomości o takich transakcjach mają zaskakująco szeroki zasięg. Inwestor, którego już kiedyś oburzyły ceny cyferek na szarym tle, szybko dzięki temu zauważy, jaki potencjał wzrostu wartości daje rynek fotografii — bo uzupełniające serię obrazów zdjęcia twarzy Opałki mogą być licytowane od kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nie od setek tysięcy funtów.

Strategia długoterminowa

Odbitka, która wystawiona zostanie 15 maja na aukcję Fotografii Kolekcjonerskiej, wykonana została w latach 80., a z katalogu dowiadujemy się, że na jej odwrocie przyklejony został jeszcze włos artysty i że cały nakład to jeden egzemplarz. Zdjęcie nie jest nawet kolorowe, a widać na nim twarz siwego Romana Opałki w białej koszuli z odchylonym kołnierzem — nie powstało jednak jako pojedynczy autoportret, który miał zachwycać urodą, tylko jako część dzieła, którego treścią miał być upływ czasu.

Artysta „odliczał” białą farbą na szarym tle — przy czym każde kolejne podłoże było o 1 proc. jaśniejsze — nagrywając jednocześnie wypowiadanie kolejnych liczb na taśmie magnetofonowej i fotografującwłasną, starzejącą się twarz, która za każdym razem prezentowała się w zestawie z niezmiennie dobraną koszulą i jednakową fryzurą. Koncepcja całkowitego zespolenia tworzenia i życia spotyka się jeszcze z gronem odbiorców, do którego zupełnienie trafia, ale pozostała część zdążyła już wywindować ceny liczonej serii do tego stopnia, że prace właściwie przestały pojawiać się na aukcjach w Polsce. Zgodnie z obliczeniami, obraz zamykający cykl byłby zupełnie biały, ale malarz zmarł kilka lat temu, pozostawiając serię z tłem jeszcze jasno szarym.

Kod wyznacza kierunek

Mimo że wyraz twarzy Romana Opałki jest raczej niewzruszony, tempo rozwoju rynku rzeczywiście wyznaczać może albo trzask pejcza Natalii LL, albo któryś z przerysowanych gestów porywczego Witkacego. Takie zestawienie autorów wygląda na pozór abstrakcyjnie, ale to właśnie ich nazwiska wzbudzają zwykle największe poruszenie, bo zainteresowani są nimi również kolekcjonerzy z innych krajów.

Wystawione fotografie Witkacego licytowane będą od 20-25 tys. zł — na „scenie improwizowanej” z 1932 r. ogrywa grymasy z jedną z kochanek, a na „scenie imaginowanej” z 1931 r. — z jedną z modelek, która brała udział w jego eksperymentach z narkotykami. Niezależnie od tego, że wizje Witkacego miewały nierzadko wydźwięk mocno fatalistyczny, ich ceny wywoławcze przewyższają stawki, od których rozpoczną się licytacje zdjęć Natalii LL, zaliczanej do najważniejszych krajowych artystek drugiej połowy ubiegłego wieku.

W zależności od wysokości nakładu i motywu serii, ich ceny startowe mieszczą się w przedziale 2,5-18 tys. zł, przy czym najwyższą szacowaną wartość ma datowany na 1970 r. „Aksamitny terror”, na który składa się 12 czerwonych scen erotycznej dominacji.

Autorka, znana z kontrowersji tego gatunku, nie tworzy jednak ani jaskrawej pornografii, ani sztuki obrazoburczej, ale pozbawionej przekazu, bo wszystkie tego rodzaju ujęcia odnoszą się do tzw. kodów kulturowych — w tym przypadku do sposobów, w jakich ciało wykorzystywane jest do różnych czytelnych komunikatów. Dobrym przykładem artysty posługującego się kodami jest też Zbigniew Libera, którego odbitka „Lego.

Obóz koncentracyjny” licytowana będzie od 3 tys. zł jako fotografia uzupełniająca serię pudełek z zestawami klocków, z których można zbudować określony fragment obozu. Pracom, których treścią ma być przerażająca racjonalność, wciąż zdarza się budzić zażenowanie, chociaż cykl zagościł już nawet w zbiorach Muzeum Żydowskiego w Nowym Jorku — mimo że w roli oprawców wystąpiły figurki z zestawu „Posterunek Policji”, a więźniów zagrały uśmiechnięte kościotrupy z „Piratów”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Do czerwonego pokoju po stopy zwrotu