"Do Polski z ziemi włoski..."

Marcin Dobrowolski
opublikowano: 2015-07-20 13:05

Był upalny lipiec 1797 r. Dwa lata wcześniej przestała istnieć I Rzeczpospolita rozdzielona między zaborcze państwa. Uciekinierzy z polskiej i litewskiej armii coraz liczniej dołączali do oddziałów nowych państw tworzonych przez Napoleona. Wśród nich była Republika Cisalpińska i jej Legiony Polskie dowodzone przez Jana Henryka Dąbrowskiego.

Można śmiało powiedzieć, że zapisywanie się przez Polaków do oddziałów Napoleońskich miało charakter masowy. Legiony, utworzone na mocy umowy zawartej w styczniu 1797 r. między gen. Janem Henrykiem Dąbrowskim a rządem Republiki Lombardzkiej, zasiliło szybko 7 tys. żołnierzy. Byli to zbiegli przed wyrokami uczestnicy Insurekcji Kościuszkowskiej, oficerowie zlikwidowanych wojsk polskich i litewskich oraz w znacznej mierze, żołnierze austriaccy wykorzystywani przez Wiedeń do tłumienia rewolucyjnej rebelii w Italii, a rekrutowani z terenów przyłączonych w wyniku zaborów. Trzeba przyznać, że posyłanie polskich rekrutów do walki z oddziałami nazywającymi się wprost polskimi nie było rozsądne ze strony Austriaków.

Trzeba przyznać, że w odległej ziemi Dąbrowski postarał się o zachowanie ojczystych symboli. Mundury zbliżone były do przedrozbiorowych, podobnie sztandary, a język komend zachowano polski, choć wprowadzono francuski wzór musztry. Na sztandarach widniał napis Wszyscy ludzie są wolni. Dowódca zniósł w Legionach kary cielesne, i umożliwił awanse wszystkim, nie tylko szlachetnie urodzonym.

Do Reggio nell'Emilia, małego miasteczka, w którym stacjonowały formujące się Legiony, przyjechał 7 lipca 1797 r. Józef Wybicki, polityk, wojskowy i poeta, który zachwycił się widokiem polskich mundurów na ulicach. Dla tego wielkiego patrioty, zasłużonego w młodości m.in. odważnymi sejmowymi mowami oskarżycielskimi wobec posła rosyjskiego Repnina, musiał to być czas wielkiego wzruszenia. Największe wrażenie zrobiły jednak na nim uroczystości przeprowadzone 16 lipca z okazji przyłączenia miasta do Republiki Cisalpińskiej, utworzonej w miejsce Republiki Lombardzkiej. Po uroczystej sesji w ratuszu, mszy w katedrze i defiladzie z udziałem polskich oddziałów, poeta przystąpił do pisania słów utworu, który stać się miał później polskim hymnem narodowym.

Autor melodii opartej na motywach ludowego mazura jest nieznany, początkowo przypisywano ją Michałowi Kleofasowi Ogińskiemu, dziś jednak wiadomo, że nie jest to prawda.  Najprawdopodobniej w dniu 20. lipca odbyło się jej pierwsze wykonanie. Nawet jeśli nie jest to prawda (niektórzy historycy uważają, że dokonało się to kilka dni wcześniej), to data ta jest powszechnie uznawana za prawdziwą. Ma ona również walory symboliczne - w tym dniu ludność miasteczka żegnała ruszające na kolejne walki Legiony, a Dąbrowski zasadził na Piazza Piccolo w Reggio pamiątkowe Drzewko Wolności. Wśród wielu wątpliwości pewne jest to, że utwór szybko zyskiwał na popularności.

Na podstawie pamiętników wiemy, że w ciągu zaledwie pół roku, przekazywana z ust do ust, napędzana nadzieją na wyzwolenie spod zaborów, stała się popularna we wszystkich trzech zagarniętych ziemiach polskich. A działo się to w czasie, gdy nieznane były inne prócz pozytywek, nośniki nagrania. 

Słowa napisane przez Wybickiego w tekście oryginalnym brzmiały:

Jeszcze Polska nie umarła,
kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
szablą odbijemy.

Marsz, marsz, Dąbrowski
do Polski z ziemi włoski
za Twoim przewodem
złączem się z narodem.

Jak Czarniecki do Poznania
wracał się przez morze
dla ojczyzny ratowania
po szwedzkim rozbiorze.

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Przejdziem Wisłę przejdziem Wartę
będziem Polakami
dał nam przykład Bonaparte
jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Już tam ojciec do swej Basi
mówi zapłakany:
"słuchaj jeno, pono nasi
biją w tarabany."

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Na to wszystkich jedne głosy:
"Dosyć tej niewoli
mamy Racławickie Kosy,
Kościuszkę, Bóg pozwoli."

Pieśń szybko zdobyła uznanie. Śpiewana była podczas wjazdu Dąbrowskiego do Poznania w 1806 r., powszechnie stosowana była podczas powstania listopadowego, styczniowego i rewolucji 1905 r. W XIX wieku się inspiracją dla hymnów 17 narodów i grup etnicznych. Na przykład Słowacy śpiewają: Hej, Slováci, ešte naša slovenská reč žije, a Łużyczanie mają pieśń Hišće Serbstwo njezhubjene (Jeszcze Łużyce nie zginęły). Podczas Wiosny Ludów śpiewały ją wzburzone tłumy w Pradze, Berlinie i Wiedniu. Stała się symbolem rebelii zbuntowanych narodów. Nawet Ryszard Wagner wykorzystał melodię Mazurka w uwerturze Polonia, którą stworzył przejęty upadkiem powstania listopadowego. Po wojnie światowej Jugosławia zaadaptowała melodię do hymnu, który obowiązywał do końca istnienia tego państwa.

26 lutego 1927 r. Mazurek Dąbrowskiego został przez polski Sejm uroczyście uznany za hymn państwowy II Rzeczypospolitej.