W Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o transporcie drogowym. Proponowane przez posłów PO zapisy budzą kontrowersje.
— Zmiany doprowadzą do wyeliminowania z rynku wielu podmiotów prowadzących działalność gospodarczą i zajmujących się przewozem osób — uważa Rafał Szcześniak, szef Konfederacji Pracy OPZZ Przewoźników.
Chce w proteście zablokować stolicę.
— 28 października albo 15 listopada w Warszawie pojawią się protestujący kierowcy. Jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji o terminie — dodaje Rafał Szcześniak.

Tylko taksówka
Przewoźnikom nie podoba się pomysł, by przewóz osób odbywał się tylko na podstawie licencji. Obecnie jest duża swoboda: część kierowców wozi pasażerów bez tego dokumentu, przeciwko czemu ostro protestują ich licencjonowani taksówkarze. Posłowie postanowili rozstrzygnąć ten spór.
"Masowe usługi dla ludności powinny odbywać się w ramach licencji taksówkowej ze względów bezpieczeństwa, przez wzgląd na tradycję i uniwersalny charakter usługi taxi, przy zachowaniu takich samych warunków konkurencji między przewoźnikami świadczącymi takie same usługi" — napisali posłowie w uzasadnieniu do projektu ustawy.
OPZZ uważa, że w rezultacie znikną tysiące przedsiębiorców. Biuro Analiz Sejmowych wskazuje natomiast, że projekt przewiduje skreślenie zapisów, które przyznają gminom prawo do ustalania limitów licencji, co otworzy dostęp do nich nowym taksówkarzom.
Jednak i ono ma wątpliwości dotyczące projektu. Chodzi np. o definicję przewozu okazjonalnego, który — zgodnie z nowym prawem — będzie można wykonywać tylko w samochodach mogących przewieźć więcej niż pięć osób.
"Rodzi się pytanie, jak zakwalifikować w proponowanym stanie prawnym przewozy par na uroczystości ślubne" — napisał Adam Karczmarek, ekspert ds. legislacji w Biurze Analiz Sejmowych.
— Teraz do ślubu będzie można pojechać tylko taksówką albo autobusem — ironizuje Rafał Szcześniak.
Wątpliwości budzi też to, jak zakwalifikowany zostanie przewóz gości hotelowych.
Polityczny podtekst
OPZZ uważa, że nieformalny lobbing za ustawą prowadziła Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy, chcąca umocnić na rynku pozycję samorządowego Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego (MPT).
— To absurd. MPT i tak będzie przecież sprywatyzowane. O nieformalnym lobbingu nie ma co mówić, nasze propozycje w tej sprawie przedstawialiśmy oficjalnie — mówi Tomasz Andryszczyk, p.o. rzecznika w stołecznym ratuszu.
Dodaje, że kierowcy zajmujący się przewozem osób często nie znają miasta, oszukują pasażerów, a stan ich aut pozostawia wiele do życzenia.
— Zmiany są konieczne nie w interesie jakiejś spółki czy taksówkarzy, ale w interesie pasażerów — dodaje Tomasz Andryszczyk.