Do spółdzielców po kredyt

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2012-11-23 00:00

Finansowanie: Banki spółdzielcze zaczynają surowiej oceniać ryzyko kredytowe. Ale przedsiębiorcom łatwiej z nimi negocjować

Ostrzejsza polityka kredytowa banków w stosunku do małych i średnich przedsiębiorstw to nie koniec świata. Można spróbować iść po kredyt lokalnie, czyli do banku spółdzielczego. Te obecnie cieszą się większym zainteresowaniem, niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak jest i łyżka dziegciu — mimo elastyczniejszych niż w innych bankach kryteriów one również zaczęły ostrożniej podejmować decyzje o finansowaniu.

Znajomy klient

To w większości banki działające lokalnie, które znają swój teren, a więc znają też działające na nim firmy. Jak podkreśla Jerzy Różyński, prezes Krajowego Związku Banków Spółdzielczych, często rosną razem z firmami powstającymi i rozwijającymi się na ich terenie, a członkowie ich zarządów i rad niejednokrotnie osobiście znają miejscowych przedsiębiorców.

— W kontaktach z bankami spółdzielczymi nikt nie jest anonimowy. Do klientów takie instytucje podchodzą jak do znajomych — podkreśla Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego.

Podobno jeden z takich banków, posiada nawet własny śmigłowiec. Generalnie obsługuje lokalnie, ale jeśli zgłosi się jakiś obiecujący klient z drugiego końca Polski... wystarczy wsiąść do samolotu i za chwilę można badać klienta osobiście charakterystycznymi dla banków spółdzielczych metodami. Bezpośredni kontakt dotyczy również drugiej strony.

— Klient zawsze może przyjść do banku i porozmawiać z przedstawicielem zarządu. Może próbować przekonać go do swoich racji i negocjować lepsze warunki kredytów czy innych usług. Podobnie w przypadku jakichkolwiek problemów — twierdzi Łukasz Wiejak, kierownik produktu w Gold Finance.

Nie ma tu sztywnych zasad, w przeciwieństwie do banków komercyjnych, gdzie ocena firmy często odbywa się według ściśle wyznaczonych kryteriów. Wszystko, co nie mieści się w ich ramach, jest odrzucane. Natomiast banki spółdzielcze każdej firmie przyglądają się z osobna, nie wykluczają z góry żadnych branż. Same wychodzą na tym lepiej.

— Ponieważ prezes czy inni pracownicy banku spółdzielczego znają nie tylko biznesplan przedsiębiorcy czy szczegóły planowanego kontraktu, ale nieraz i jego stan majątkowy, majątek najbliższej rodziny czy wreszcie osobiste predyspozycje do prowadzenia biznesu, są w stanie bardzo dogłębnie ocenić ryzyko kredytowe — mówi Jerzy Różyński.

Więcej chętnych, większa selekcja

Dzięki takiemu podejściu banki spółdzielcze słynęły z tego, że szansę ma u nich niemal każda firma. Przyjmują pod swoje skrzydła takich przedsiębiorców, którzy w banku komercyjnym nie dostali kredytu. Ale to się zmienia. Banki spółdzielcze też uległy modzie bardziej restrykcyjnej oceny ryzyka kredytowego. To m.in. dlatego, że coraz więcej jest firm, które szukają u nich finansowania, bo nie znalazły go nigdzie indziej. Wiele takich banków przyznaje, że tylu klientów nie miało od lat.

— Trend powrotu MSP do banków spółdzielczych widać już od 2000 r, ale rzeczywiście w ostatnich latach coraz więcej firm chętnie się do nich garnie — przyznaje Jerzy Bartnik.

— Banki mogą więc przebierać w ofertach i surowiej oceniać przedsiębiorców — konkluduje Łukasz Wiejak. Dodaje, że jeszcze niedawno w banku spółdzielczym firmy mogły otrzymać kredyt bez zabezpieczenia, albo honorowane były różnego rodzaju nietypowe zabezpieczenia, np. grunty rolne.

— Dzisiaj, na wzór banków komercyjnych, wymagają płynnych zabezpieczeń, najlepiej nieruchomości mieszkalnych w dobrej lokalizacji — mówi.

Można się dogadać

Minusem może być również fakt, że banki spółdzielcze mogą się zaangażować na mniejsze kwoty, choć jeśli ktoś potrzebuje więcej, i jest to firma godna uwagi, zdarza się, że tworzą konsorcja. Większość z nich samodzielnie finansuje maksymalnie kilka mln zł przy jednej transakcji.

— Ale dominują pożyczki rzędu 30-50 tys. zł — zauważa Jerzy Bartnik.

W dodatku udzielane przez nich kredyty standardowo są trochę droższe.

— Marże w bankach spółdzielczych kształtują się na poziomie 4-5 proc., podczas gdy komercyjne banki mogą zaoferować od 2 proc. — tłumaczy Łukasz Wiejak.

Dodaje, że zdarzają się jednak również w bankach spółdzielczych bardzo niskie marże kredytów, w przypadku klientów, na których im zależy. A więc większych i takich, którzy oprócz kredytu zwiążą się z bankiem czymś jeszcze. Przy tym warto pamiętać, że dla banków spółdzielczych firma o przychodach 2 mln zł jest już bardzo ważnym klientem, podczas gdy dla wielu banków komercyjnych to mikrus.

Zdaniem Jerzego Bartnika, banki spółdzielcze są w stanie zaoferować lepsze warunki kredytów, ale przede wszystkim nie są obciążone biurokracją. W bankach komercyjnych mało realne jest przekonanie jego przedstawicieli do własnych racji i zmiany warunków. W bankach spółdzielczych łatwiej można się dogadać. Jeśli już firma ma kredyt, to łatwiej o lepsze oprocentowanie depozytów, czy inne bonusy.

Możesz zainteresować się również: