Dobra legislacja pod butem partii

opublikowano: 20-09-2011, 00:00

GRY POLITYCZNE

Naprawdę trudno pojąć, czemu premier Donald Tusk na sam koniec kadencji tak sobie zakpił z opinii publicznej, forsując w ciągu 48 godzin bezmyślną, paraliżującą m.in. media zmianę w ustawie o dostępie do informacji publicznej. Przecież zapisany w art. 61 Konstytucji RP „ważny interes gospodarczy państwa” od lat jest wystarczająco chroniony nadawaniem tajności konkretnym, rzeczywiście strategicznym negocjacjom międzynarodowym czy postępowaniom sądowym.

Trybem uchwalenia poprawki koalicja rządowa wzięła zasady dobrej legislacji pod but. W projekcie rządowym przepis faktycznie istniał, ale poległ w Sejmie. W efekcie art. 5 ustawy, regulujący ograniczenia w dostępie do informacji publicznej, w ogóle nie został przez posłów tknięty! Grzebanie przez Senat w przepisach niezmienionych w nowelizacjach ustaw przychodzących z Sejmu wielokrotnie już piętnował Trybunał Konstytucyjny. A jednak premier wydał senatorom PO rozkaz przywrócenia utrąconego pomysłu. Procedura była tak wstydliwa, że poprawkę zgłoszono nie z senackiej mównicy, lecz cichcem podrzucono pisemnie. Platforma rozkaz szefa wykonała 14 września w Senacie i od razu 16 września w pracującym w anormalnym tempie Sejmie, wsparta przez PSL.

Ale prawny wstyd obciąża również opozycję. Senacka poprawka przyjęta została zaledwie 187:179, przy nieobecności całej masy posłów opozycji (we wspomnianym głosowaniu z PiS nie było aż 29). Na czele hurtowej dezercji z kończących 16 września kadencję ważnych głosowań Sejmu stanął sam prezes Jarosław Kaczyński. Bez cienia skruchy stwierdził, że przecież ma ważne obowiązki w kampanii wyborczej…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu