Izba oczekuje od urzędów precyzyjnych wymagań i jasnych kryteriów, a od oferentów umiaru w protestach. Zalecenia są szczytne…
Jasne i wyczerpujące opisanie wymagań, brak zapisów preferujących jednych dostawców na niekorzyść drugich, rezygnacja z niepotrzebnych dokumentów — to główne zalecenia Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) dla urzędników, którzy odpowiadają za zamówienia publiczne. W końcu września izba zrzeszająca branżę IT podjęła uchwałę, która ma uzdrowić sytuację w zamówieniach publicznych i usprawnić proces wydawania publicznych środków. Czy pomoże? Branża ma mieszane odczucia.
— Obecna ustawa jest chora. Trzeba ją zmienić i uprościć. Uchwały nic nie zmienią — uważa prezes jednej ze spółek IT.
— Jeżeli urzędy zechcą skorzystać z zaleceń, to na pewno będą w stanie uniknąć części protestów i ułatwić sobie dokonanie zamówienia — uważa Piotr Kardach, prezes Emaksu.
Uchwała PIIT jest konsekwencją opóźniania przetargów IT, wzrostu liczby protestów i marnowania środków. „PIIT z rosnącym niepokojem odnotowuje przebieg kolejnych przetargów na zakup sprzętu komputerowego unieważnianych z powodu licznych protestów dostawców. (...). Odkładanie realizacji zamówień finansowanych w części ze środków Unii Europejskiej oznacza realne zagrożenie utraty tych środków” — uzasadniła PIIT wydanie uchwały.
Zaapelowała do uczestników przetargów, żeby zrezygnowali z niesłusznych protestów, wyszukiwania kruczków prawnych i drobnych błędów.
„PIIT zwraca się do oferentów o korzystanie z prawa do protestu tylko w sytuacji, gdy rzeczywiście zostało naruszone prawo”.
Od zamawiających oczekuje m.in. ograniczenia liczby dokumentów i jasnych kryteriów oceny.
Próbowaliśmy zebrać od kilku firm IT opinie na ten temat.
— Stanowisko mi przesłano, ale nie zdążyłem do niego zerknąć — powiedział jeden z prezesów.
Inny nie odpowiedział.
— Taki apel nic nie zmieni. Firmy i tak będą protestować. Oczekujemy od PIIT, że będzie mediować na rzecz uproszczenia procedur i ustawy — mówi jeden z szefów firmy informatycznej.