Dobre podatki dla dobrych podań

Krzysztof Sachs
13-06-2006, 00:00

I po mistrzostwach? Pewnie tak, choć prawdziwy kibic nigdy nie traci nadziei. Może z Niemcami wyjdzie nam mecz życia, a potem poradzimy sobie z Kostaryką? Chyba jednak należy się spodziewać powtórki z Korei. Dlaczego zresztą miałoby być inaczej? Od lat mamy przeciętną reprezentację, której maksimum możliwości to zakwalifikowanie się do mundialu. Równie słaba, a może nawet słabsza jest polska liga, której najlepsze kluby liczą najwyżej na przejście dwóch, trzech rund w europejskich pucharach, a nieosiągalnym szczytem marzeń jest faza grupowa Ligi Mistrzów. Polscy piłkarze za granicą grają zwykle w drugoligowych klubach. Nasze stadiony w ogromnej większości można porównać ze standardem, który w Europie obowiązywał 50 lat temu. Skąd zatem miałby się wziąć sukces reprezentacji?

Można się łudzić, że gdyby selekcjoner zabrał Dudka i Frankowskiego, to wszystko wyglądałoby inaczej. Nie. Nie wyglądałoby — Polacy w starciu z Niemcami czy Anglią nie mają szans. Co prawda to jest sport i raz na dekadę można wygrać z każdym, ale nie ma co liczyć na systematyczne odnoszenie sukcesów. Problem tkwi nie w indywidualnych decyzjach selekcjonera, ale w braku systemu pozwalającego na równomierny rozwój sportu —począwszy od masowego szkolenia młodzieży, poprzez silne kluby i na spełniającej nasze marzenia reprezentacji kończąc. Porównując dzisiejszy stan polskiej piłki ze złotą epoką lat siedemdziesiątych, zapominamy, że wtedy mieliśmy system finansowania sportu. Przemysł wydobywczy zatrudniał setki bramkostrzelnych górników, całkiem niezłe gaże pobierali służący w LWP lub MO rozgrywający i bramkarze. Obiekty sportowe finansowane były przez zakłady pracy, które nawet kibiców na mecze dowoziły w ramach akcji socjalnej. To był oczywiście system, który stał na głowie, ale dziś nie ma go wcale.

Trzeba sobie wreszcie uświadomić, że w spor-cie, szczególnie zespołowym, nie można odnosić systematycznych sukcesów bez solidnych podstaw finansowych. A sport nie sfinansuje się sam. Zwiększenie środków na sport z budżetu to w dzisiejszych czasach utopia. Szansą jest stworzenie warunków, w których wspieraniem sportu, zarówno masowego, jak i wyczynowego będą zainteresowane silne finansowo firmy. „Puls Biznesu” opublikował pakiet propozycji prowadzących do stworzenia funduszu, który finansowałby rozwój sportu poprzez system ulg podatkowych. Warto nad takimi rozwiązaniami się zastanowić. Trzeba jednak pamiętać, że wprowadzone zachęty muszą być trwałe. Żaden rozsądny przedsiębiorca nie zainwestuje w klub, jeśli nie będzie miał pewności, że system zachęt nie zmieni się za rok lub dwa. Tymczasem dzisiejsza rzeczywistość to zwolnienie z CIT dla sportowych spółek akcyjnych, które wygasa z końcem 2006 roku oraz dopiero co wprowadzona ulga w PIT i CIT z tytułu darowizn na rzecz klubów, którą resort finansów właśnie proponuje skreślić.

Jeśli zatem marzą nam się gole Polaków na mundialu, to zastanówmy się nad systemem finansowania sportu. „Strzały znikąd” były tylko w komiksie. W dzisiejszym świecie gole biorą się z solidnych podstaw finansowych.

Krzysztof Sachs, partner Ernst & Young

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Sachs

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Dobre podatki dla dobrych podań