Goldman Sachs, Morgan Stanley, Schroders — kolejne znane instytucje kreślą scenariusze na przyszły rok. Sprawdziliśmy, co czeka światową gospodarkę, waluty, surowce czy giełdy
"Świat wróci na ścieżkę w miarę mocnego wzrostu gospodarczego" — przekonują ekonomiści Goldman Sachs w najnowszym raporcie. Globalny produkt krajowy brutto ma wzrosnąć o 4,4 proc., a rok później dynamika ma być nawet minimalnie wyższa. Morgan Stanley spodziewa się w przyszłym roku wzrostu na poziomie 3,7 proc., a według brytyjskiego Schroders ożywienie będzie "raczej słabe". Ekonomiści zgodnie oczekują za to utrzymywania się inflacji w USA na poziomach bliskich zeru, co oznacza też duże szanse na kontynuację przez amerykański Fed luźnej polityki pieniężnej. Konsekwentnie — dolar wciąż powinien być słaby, co powinno pchać w górę ceny surowców i indeksy giełdowe, zwłaszcza rynków wschodzących.
Ale jest i scenariusz alternatywny. Według Morgan Stanley powszechne oczekiwania mogą okazać się błędne, a jedną z możliwych niespodzianek może być umocnienie amerykańskiej waluty. Co jednak istotne dla inwestorów, jednocześnie zniknie zależność, zgodnie z którą w ostatnich miesiącach silniejszy "zielony" oznaczał ewakuację z rynków akcji, zwłaszcza z giełd emerging markets. Te i tak jednak mają być słabsze niż rozwinięte rynki, bo mocniejszy dolar oznaczać będzie spadek cen surowców. Spółki z sektora paliwowego czy górniczego odgrywają kluczową rolę na wielu rynkach wschodzących, np. w Rosji czy w Polsce.
Nasza gospodarka ma jednak duże szanse, by utrzymać status najlepszej w regionie. Zarządzający znanej za oceanem firmy inwestycyjnej PIMCo. uważają, że inwestorzy powinni się skupić m.in. na Polsce, bo nasza gospodarka jest jedną z najbardziej odpornych na kryzys. Takich głosów słychać na Zachodzie więcej.
"Dzięki stabilnym fundamentom gospodarczym Polska jest obecnie jednym z moich ulubionych celów inwestycyjnych" — mówi PAP Amalia Ripfl, zarządzająca funduszem Erste Europe-Emerging. Inwestorów nie powinny nawet odstraszać stosunkowo wysokie wyceny rodzimych spółek, bo — jak przypomina Amalia Ripfl — taka już specyfika
polskiego rynku. Jej zdaniem,
w przyszłym roku WIG20 wzrośnie o około 10 proc., przy czym w międzyczasie możliwa jest korekta. Decydujące mogą tu być wyniki spółek z czwartego kwartału. Goldman Sachs widzi za to spory potencjał do umocnienia złotego (tyle że wobec… jena). Stosunkowo najbardziej ostrożnie o perspektywach naszej waluty wypowiada się Marek Belka, szef MFW na Europę. Uważa on, że kurs złotego wobec najważniejszych walut jest na właściwym poziomie.
MFW: dolar w dół, euro w górę
Według Marka Belki, szefa MFW na Europę, euro może nadal umacniać się do dolara ze względu na tzw. carry trade, a więc strategię pożyczania niżej oprocentowanej waluty i inwestowania środków w walutę oprocentowaną wyżej. Pod podobną presją znajdują się — zdaniem byłego premiera — także brazylijski real i rosyjski rubel. Ale nie złoty.
"Złoty jest mniej więcej w tym miejscu, w którym powinien być" — uważa Marek Belka cytowany przez agencję Reuters.
Według ekonomisty MFW, nie ma ryzyka, że kraje strefy euro ponownie wejdą w fazę recesji. Fundusz zarekomendował za to rządom państw europejskich stopniowe wycofywanie się z pomocy dla systemu bankowego po to, by łatwy dostęp do finansowania nie przyczyniał się do powstania baniek spekulacyjnych.
Niedawno MFW obniżył prognozę wzrostu PKB Polski. Obecnie przewiduje on, że tempo wzrostu gospodarczego Polski wyniesie w 2010 roku 1,9 proc. (wcześniej szacował je na 2,2 proc.). Eksperci Funduszu nie uzasadnili obniżenia prognozy. Zachodni analitycy szacują tegoroczny wzrost gospodarczy Polski na 1-1,3 proc., a przyszłoroczny na 2-2,2 proc.
Goldman Sachs
Gospodarka światowa urośnie w 2010 r. o 4,4 proc., a w 2011 o 4,5 proc. PKB w USA wzrośnie w przyszłym roku o 2,1 proc., a rok później — o 2,4 proc.
Stopy procentowe w USA nie wzrosną przynajmniej do 2011 r., bo inflacja będzie utrzymywać się jeszcze przez dłuższy czas na poziomie bliskim zeru. Jeśli rynki finansowe nadal będą rosnąć w takim tempie jak ostatnio, obawa przed powstaniem kolejnej "bańki" może skłonić Fed do zacieśnienia polityki pieniężnej.
Inwestorzy powinni kupować złotego w relacji do jena i akcje rosyjskich spółek.
Morgan Stanley
Silne odbicie gospodarek w 2010 r. (PKB ma wzrosnąć o 3,7 proc.) nie budzi takich wątpliwości, jak perspektywa utrzymania wzrostu w 2011 r. Zagrożenie to kiepska kondycja budżetów państw i koniec działań stymulujących.
W 2010 r. można oczekiwać 35-procentowego wzrostu zysków europejskich spółek. Akcje jakiś czas będą drożeć, ale na koniec 2010 r. MSCI Europe będzie niżej niż obecnie.
Potencjalne niespodzianki to umocnienie dolara i lepsze zachowanie rozwiniętych rynków akcji, niż rynków wschodzących. Boom może dotknąć cen żywności i produktów rolnych. Osłabi się jen.
Schroders
Ożywienie gospodarcze będzie słabe, a ścieżka odbicia przypominać będzie litery L lub W.
Rosnąć będzie presja inflacyjna, a wraz z tym normalizować się powinien poziom stóp procentowych. Emerging markets nadal są interesujące ze względu na lepsze fundamenty, niż na rynkach rozwiniętych. Warto więc kupować akcje z rynków wschodzących, nawet jeśli ich wyceny są wyższe niż na dojrzałych giełdach.
Kamil
Zatoński