Swoboda w oszczędzaniu na starość? Jeśli wierzyć słowom premiera Donalda Tuska, właśnie to będzie esencją zapowiadanych od miesięcy przez rząd zmian w OFE. Jak stwierdził, obywatele powinni na zasadzie dobrowolności decydować, jak chcą lokować emerytalne zaskórniaki.
— Chcemy zdecydowanie zwiększyć możliwość dysponowania przez ludzi swoimi oszczędnościami, a zmniejszyć tę możliwość dla państwa — powiedział wczoraj Donald Tusk.

Problem w tym, że dobrowolność ma różne oblicza, a premier nie sprecyzował, którą miał na myśli. Właśnie pod hasłem dobrowolności Viktor Orban, premier Węgier, niemal w całości znacjonalizował tamtejsze fundusze emerytalne (postawił warunek: kto zostanie w prywatnych funduszach, straci prawo do państwowej emerytury, na którą pracował przez lata).
Jakie rozwiązania wchodzą w grę? Eksperci najczęściej rozważają dwa warianty. Według Ryszarda Petru, ekonomisty i partnera w PwC, premier mówiąc o dobrowolności, miał na myśli „dobrowolność wprzód”. Takie rozwiązanie zakładałoby, że obywatel odtąd będzie mógł wybrać, czy nowe składki emerytalne chce lokować na obecnych zasadach (2,8 proc. w OFE, 16,72 proc. do ZUS), czy przekazywać je w całości do ZUS. Dotychczas uzbierane w OFE oszczędności byłyby nienaruszone.
— To jest dość łagodna wersja reformy — tłumaczy Ryszard Petru.
Drugi popularny wśród ekonomistów wariant mówi, że rząd jednak sięgnie po aktywa uskładane w OFE. To one są najbardziej łakomym kąskiem (przekraczają już 270 mld zł) i — na krótką metę — rozwiązują wszystkie problemy fiskalne. Wariant ten jest czymś pośrednim między drogą Orbana a „dobrowolnością wprzód”. Zakłada, że rząd pozwoli obywatelom na dobrowolne przeniesienie aktywów z OFE do ZUS, ale — w przeciwieństwie do rozwiązania węgierskiego — nie będzie się to wiązało z żadnymi sankcjami dla tych obywateli, którzy pozostaną w OFE.
Pierwszy wariant prowadziłby do hibernacji systemu OFE. Drugi do znaczącego zmniejszenia jego skali.
Czytaj więcej w środowym "Pulsie Biznesu".