Rynek terminowy jest bardzo ryzykowny z uwagi na występujący tam efekt dźwigni. To klasyczne i niewątpliwie prawdziwe zdanie rodzi czasem wiele kłopotów. Dźwignię na rynku futures można wykorzystać lub nie. Gracz dysponujący 100 000 zł i kupujący 10 kontraktów na WIG 20 o łącznej wartości 120 000 zł ryzykuje znacznie więcej, niż taki, który kupi 1 kontrakt o wartości 12 000 zł.
Nie ma wielkiej różnicy między zakupem koszyka akcji wchodzących w skład indeksu WIG 20 o wartości 12 000 zł a kupnem 1 kontraktu na ten indeks po 1200 zł. Ponadto wydaje się, że ta pierwsza opcja jest znacznie bardziej ryzykowna — trudniej skonstruować koszyk w 100 procentach odpowiadający indeksowi. Co więcej, gdy wchodzą w grę duże pieniądze, ryzyko związane z operowaniem na rynku akcji rośnie.
Załóżmy, że fundusz inwestycyjny dysponuje 10 mln złotych. Udział akcji (odzwierciedlający praktycznie WIG 20) w portfelu tego funduszu stanowi 40 procent, czyli wartość akcji wynosi 4 mln zł. Wyobraźmy sobie, że fundusz postanawia zwiększyć zaangażowanie w akcjach do 60 proc. Musi kupić dodatkowe akcje za 2 mln zł. Zarządzający musi złożyć kilkanaście zleceń, być może najbardziej płynne akcje kupić w ciągu jednej sesji. Potrwa to i tak kilka godzin.
Może jednak kupić kontrakty na WIG 20 o wartości 2 mln zł, czyli przy obecnych cenach ok. 170 kontraktów. W najgorszym wypadku będzie to wymagało złożenia kilku zleceń i poświęcenia kilkudziesięciu minut. Efekt będzie taki sam. W obu przypadkach portfel został zasilony akcjami o wartości 2 mln zł. Dźwignia, tak jednoznacznie kojarzona z futures, nie wystąpiła, gdyż zarządzający chciał tylko kupić akcje (nabył coś co można nazwać akcjami syntetycznymi). A że zrobił to szybciej, efektywniej i prawdopodobnie taniej, to już inna sprawa.