Dobry znak dla producentów znaków

MIB
opublikowano: 2010-05-11 10:58

Wygląda na to, że produkcja znaków drogowych to złoty interes. Pracy wciąż przybywa. Rynek rośnie po kilkanaście proc. rocznie.

Stojący w korkach na zablokowanych drogach, kierowcy przeklinają drogowców, którzy — jak im się wydaje — rozkopali wszystko naraz. Ich złego samopoczucia nie podzielają właściciele firm produkujących znaki, oznaczenia i barierki, którzy na rosnącej fali inwestycji drogowych zarabiają krocie. Ten rynek w Polsce jest już wart sporo ponad 200 mln zł i stale rośnie.

Ceny znaków drogowych wahają się od kilkudziesięciu do 600 zł. Najdroższe są te największe, ustawiane przy autostradach.

Nie cena jest jednak najistotniejsza w znakowym biznesie. Ważniejsze jest to, że firma zajmująca się dostarczaniem znaków może zarabiać na każdym z etapów powstawania drogi i jej późniejszej eksploatacji. Oznakowania wymagają bowiem nie tylko gotowe szlaki ale również budowa czy remonty.

Ile to kosztuje? Niespełna 3-metrowa bariera ustawiana przy remontowanym odcinku drogi ma wartość około 300 zł. Natomiast tzw. podstawowy zestaw znaków (dwa znaki zakazu, cztery ostrzegawcze oraz zapory i słupki odgradzające remontowane odcinki drogi) kosztuje około 5 tys. zł. Na oznakowanie na czas remontu 300-metrowego odcinka trzeba wydać nawet 25 tys. zł. A jeśli w grę wchodzi np. 17 km drogi krajowej wydatek rośnie — do 1 mln zł. Nic więc dziwnego, że obroty nawet niewielkich firm produkujących znaki, wynoszą około 5 mln zł rocznie. Ile z tego zostaje w kieszeni przedsiębiorcy? Na sprzedaży np. znaku zakazu wjazdu około 40 proc. (cena 90 zł, koszt około 50 zł).

Rynkowi potentaci roczne obroty liczą w dziesiątkach milionów zł. Najlepsze lata dla tej branży nadeszły i wiele wskazuje na to, że wiele dobrego jeszcze przed nimi. Przyczyniło się do tego przystąpienie Polski do UE.

To dzięki unijnym funduszom na rozbudowę naszej sieci dróg i budowę autostrad znakowy rynek zaczął rosnąć w tempie 15 proc. rocznie. Do tego dochodzi "dopalacz" w postaci mistrzostw EURO 2012. Ale i po zawodach producenci znaków nie muszą martwić się o swoją przyszłość. Zostanie jeszcze wiele dróg do wyremontowania, a po kilku latach zapewne i te nowe zaczną się sypać…

Warto również podkreślić, że producenci znaków zarabiają nie tylko na remontach. Do ich kasy płyną miliony za utrzymanie znaków drogowych w miastach. Na przykład w Warszawie na ten cel wydaje się rocznie około 2,5 mln zł.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wydaje na konserwację znaków pionowych na drogach przez nią zarządzanych około 8 mln zł rocznie.

— Na ukończeniu są jednak prace związane z zestandaryzowaniem oznakowania na drogach krajowych. W jego wyniku prawdopodobnie zmniejszy się liczba znaków, a co za tym idzie — wydatki na utrzymanie i konserwację — mówi Andrzej Maciejewski, zastępca generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad.

10%

Taki odsetek kosztów budowy drogi klasy ekspresowej stanowią wydatki na jej oznakowanie.

Oznakowania wymagają nie tylko gotowe szlaki, ale również sytuacje nadzwyczajne.
Oznakowania wymagają nie tylko gotowe szlaki, ale również sytuacje nadzwyczajne.
None
None