Dojrzali startupowcy

Pieniądze dla innowacyjnych firm to już nie jest problem. Wyzwaniem jest stworzenie profesjonalnej grupy funduszy VC

Jak się okazuje Polacy lubią nie tylko tureckie seriale. „Silicon valley”, produkcja HBO o młodych przedsiębiorcach, którzy w Dolinie Krzemowej marzą o zbudowaniu kolejnego Apple, Amazona, w Polsce ma czwartą co do liczebności grupę fanów na świecie. Nie wiadomo z czego wynika fascynacja tym filmem. Fundacja Startup Poland, chce wierzyć, że główną motywacją jest chęć naśladowania przyszłych Steve’ów Jobsów. Podczas rozpoczętego właśnie w Krynicy forum ekonomicznego fundacja przedstawiła doroczny raport o rodzimych start-upach, w który pokazuje, że ekosystem młodych innowacyjnych firm okrzepł, ustabilizował się, a startupowcy... postarzeli się.

Zobacz więcej

KROK PO KROKU: Takiej infrastruktury Polska nie miała — mówi Monika Morali- -Majkut, przewodnicząca komitetu inwestycyjnego PFR Ventures. Jej zdaniem kolejny etap to zbudowanie sieci mocnych zespołów inwestycyjnych VC. Mamy już ponad 100 inkubatorów i akceleratorów, przeszło 200 ośrodków innowacji, dobre zaplecze akademickie i sieć centrów R+D międzynarodowych firm. Fot. Grzegorz Kawecki

Obecnie tylko jedna czwarta młodych biznesmenów to ludzie poniżej 26 roku życia.

— To już nie tylko młodzi ludzie, ale „seryjni przedsiębiorcy”, osoby budujące kolejny biznes, nowy start-up albo wywodzący się z rodzinnych firmy — wyjaśnia Julia Krysztofiak-Szopa prezes Fundacji Startup Poland.

Dzisiejszy startupowiec to już niekoniecznie student, ale naukowiec z tytułem. Z tegorocznych badań nad startupami wynika, że 20 proc. innowacyjnych biznesmenów ma co najmniej stopień doktora. Rok wcześniej było ich 13 proc. Kobiet w środowisku startupowym jest już 29 proc.

Stereotypy o start-upach

Start-up kojarzący się często z raczkującym, niepewnym biznesem w rzeczywistości całkiem nieźle radzi sobie na starcie. 71 proc. z nich osiąga przychody, 21 proc. nieregularnie, 41 proc. notuje stałe wpływy. Kolejny stereotyp dotyczy małej efektywności w wykorzystywaniu kapitału, a mówiąc wprost chodzi o zarzut palenia pieniędzy inwestorów. Jak wyjaśnia szefowa Startup Poland, 62 proc. startupowców korzysta wyłącznie z funduszy własnych. Co ciekawe, 20 proc. otrzymało finansowanie od inwestorów zagranicznych. Polskie start-upy stopniowo umiędzynaradawiają biznes. Jak na razie, gównie poprzez ściąganie do kraju zagranicznych pracowników. 28 proc. firm zatrudnia cudzoziemców: 38 proc. to Ukraińcy (głównie programiści), 25 proc. ma amerykański paszport, 15 proc. brytyjski, 12 proc. niemiecki. Gorzej jest z rozwijaniem biznesu za granicą, bo eksporterów w tym środowisku jest 48 proc. Tymczasem, jak pokazują badania fundacji, zarobki w tej grupie są 4 razy większe niż wśród firm skupiających się tylko na rynku lokalnym.

Pieniądze to nie wszystko

Grzegorz Dąbrowski, szef pionu klienta biznesowego Citi Handlowy, komentując raport, stwierdził, że nie dziwi go mały udział zagranicznych inwestorów na polskim rynku startupowym, bo poszukiwanie innowacyjności nie „to nie jest domena Polski”. A nawet jeśli się pojawiają się projekty innowacyjne niełatwo znaleźć pieniądze na ich sfinansowane na rynku lokalnym. Eliza Kruczkowska, dyrektor ds. innowacji w Polskim Funduszu Rozwoju podkreśla, że polski rynek jest młody i trzeba nawiązywać współpracę z zagranicą, bo w ten sposób będzie można uzyskać dostęp do zagranicznego finansowania. Rafał Plutecki, dyrektor zarządzający Campus Warsaw stwierdza, że internacjonalizacja start-upu zależy od modelu biznesowego.

— To są firmy w rodzaju Docplaner, Booksy. Wystarczy przetłumaczyć stronę internetową i wypromować stosunkowo niewielkimi pieniędzmi. Są też bardzo lokalne biznesy, skonstruowane wyłącznie na Polsce. Są wreszcie tacy, którzy mają produkt teoretycznie globalny, ale nic z tym nie robią, produkt dobrze by się sprzedał w USA, a oni chcą przetestować go np. w Poznaniu — mówi Rafal Plutecki. Marcin Ćwikiewicz, wiceprezes PFR Ventures, stawia tezę, że pieniądze to nie wszystko.

— Nie chodzi tylko o gotówkę, ale smart money: doradztwo ze strony venture capital (VC), jak ze start-upu zrobić globalnego lidera — mówi Marcin Ćwikiewicz.

Sukces rodzi sukces

Wiceszef PFR Ventures uważa, że w Polsce w najbliższych latach pieniędzy na inwestycje w start-upy nie zabraknie. Do 2021 r. do wykorzystania będzie blisko 3,7 mld zł kapitału prywatnego i funduszy unijnych. PFR Ventures liczy, że dzięki tym pieniądzom liczba zespołów inwestycyjnych VC w Polsce wzrośnie z 5-7 obecnie do 50 za pięć lat. Marcin Ćwikiewicz wspólnie z Moniką Morali-Majkut, przewodniczącą komitetu inwestycyjnego PFR Ventures, podczas dwuosobowej debaty-prezentacji przekonywali, jak kluczowe znaczenie ma nie pieniądz, ale know-how i wartość dodana, jaką na rynek innowacji wnoszą fundusze

venture capital. Monika Morali-Majkut uważa, że jesteśmy w przełomowym momencie.

W ostatnich latach wiele zostało zrobione, by zbudować infrastrukturę wspierającą innowacyjność. Mamy ponad 100 inkubatorów i akceleratorów, ponad 200 ośrodków innowacji, dobre zaplecze akademickie, sieć centrów R+D międzynarodowych firm zbudowanych w Polsce. — Takiej infrastruktury Polska nie miała. Pytanie, jak ją wykorzystać — mówi Monika Morali-Majkut. Przedstawiciele PFR Ventures są zgodni, że trzeba zbudować sieć mocnych zespołów inwestycyjnych VC, zdolnych do konkurowania z międzynarodowymi funduszami. Kolejny krok to ściągnięcie do Polski najlepszych światowych graczy. — Inwestor to nie spekulant: nie kupuje tanio, żeby sprzedać drogo, buduje wartość między kupnem i sprzedażą. Tylko tacy potrafią z powtarzalnej działalności zbudować wartość — mówi Monika Morali- Majkut. Często są to byli prezesi, właściciele firm, praktycy z dużym doświadczeniem. W Polsce zbudowanie takiego know-how zajmie lata. Dlatego zdaniem Marcina Ćwikiewicza powinniśmy ściągać inwestorów zagranicznych. Jak jednak sprawić, żeby np. Sequoia Capital zainteresował się Polską?

— Sukces kreuje sukces. Mamy dwa unicorny, czyli innowacyjne spółki o kapitalizacji 1 mld USD: Allegro, CD Projekt. Lista kandydatów jest jednak długa. Im więcej firm osiągnie międzynarodowy sukces, tym chętniej inwestorzy zagraniczni będą do nas przychodzili. Najpierw trzeba jednak zasiać dużo kapitału i skomercjalizować pomysły. Wtedy, za trzy lata, Polską mogą zainteresować się zagraniczne fundusze — mówi Monika Morali-Majkut.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dojrzali startupowcy