Dolar będzie mocny, obserwuj korony

Kamil Koprowicz
opublikowano: 2011-09-14 00:00

Nie samym frankiem żyje forex. Oto waluty, które mogą być alternatywą na trudne czasy.

Rynek forex nie znosi próżni. Są waluty, które mogą wejść w rolę franka szwajcarskiego. Pytanie, na jak długo

Nie samym frankiem żyje forex. Oto waluty, które mogą być alternatywą na trudne czasy.

Według raportu HSBC Global Research, nowym bezpiecznym aktywem staną się korona norweska i szwedzka. Do tej pory większość analityków przypisywało tę rolę dolarowi. Zdania są więc podzielone. Sytuację zweryfikuje rynek, bo to inwestorzy sami wybiorą miejsce, w którym ulokują pieniądze.

Po tym jak SNB zrobił porządek z kursem franka, inwestorzy byli zdezorientowani. Na niepewności zyskał dolar.

Jak trwoga, to USD

Rynek odwrócił się od euro z powodu pogarszającej się sytuacji fiskalnej krajów europejskich oraz rosnącego ryzyka recesji. Grad złych wieści powoduje, że inwestorzy szukają schronienia.

— W perspektywie 3-6 miesięcy sytuacja na światowych rynkach może się znacznie skomplikować. Nadal należy liczyć się z możliwością wejścia światowej gospodarki w recesję i z drugim dnem kryzysu — komentuje Andrzej Tomczyk, analityk Admiral Markets.

Dolar to waluta, która zyskuje w trudnych czasach. W ostatnich dniach inwestorzy po raz kolejny pokazali, że mimo trudnej sytuacji gospodarczej USA bardziej ufają dolarowi niż euro.

— Wzrost notowań USD wynika ze złych informacji płynących z całej Europy. Europejski Bank Centralny, w przeciwieństwie do oczekiwań, potwierdził pogarszającą się sytuację gospodarki Starego Kontynentu. Brak planu jej ratowania zniechęcił inwestorów do euro i stąd zwrócenie się w kierunku amerykańskiego dolara — tłumaczy Karolina Kamińska, analityk Cityindex.

Kurs USD/PLN przebił wczoraj 3,20. Notowania EUR/USD spadły we wtorek mocno poniżej 1,36. Rajd dolara przerwała dopiero informacja o dość udanej aukcji włoskich papierów skarbowych. Rynek na chwilę odetchnął.

Korony mocne, ale...

Niespodzianką jesieni mogą być waluty mocnych gospodarczo Norwegii i Szwecji. Oba kraje mają świetne wskaźniki makroekonomiczne, a inwestorzy nie wiążą losów Skandynawii z euro tak mocno jak np. Polski czy Węgier.

— Interwencja SNB zmienia sytuację nie tylko franka szwajcarskiego. Być może pojawi się presja na umocnienie walut skandynawskich względem euro. One do niedawna traciły względem franka niemal tak silnie jak euro. To małe rynki, więc nawet umiarkowany napływ kapitału może te waluty istotnie wzmocnić — mówi Przemysław Kwiecień, analityk DM X-Trade Brokers.

W poniedziałek HSBC Global Research opublikował nowy raport zatytułowany "Skandynawskie [waluty — przyp. red.] — nowy CHF, ale nie na długo". Eksperci HSBC uważają, że notowania szwedzkiej i norweskiej korony mogą się jeszcze umocnić. Dodają jednak, że skandynawskie waluty nie udźwigną przez dłuższy czas całego napływu kapitału inwestorów szukających schronienia. W dłuższym okresie istnieje więc ryzyko interwencji banków centralnych tych krajów.

"Korona norweska już jest droga. Władze Norwegii obawiają się, że ich waluta może jeszcze znacznie wzrosnąć. Nie mamy wątpliwości, że bank centralny zareaguje, jeśli kurs zmieni się zbyt szybko. Również rząd Szwecji może zareagować w ten sposób. Eksport tego kraju jest znacznie bardziej elastyczny cenowo niż Norwegii" — czytamy w raporcie z 12 września.

Mimo to HSBC zwraca uwagę na koronę norweską i szwedzką jako miejsce do przeczekania rynkowej burzy. Eksperci banku podkreślają też pewną sytuację makroekonomiczną Norwegii i Szwecji. Jednak zdaniem analityków HSBC, z wymienionymi walutami trzeba uważać.

"Kurs EUR/NOK poniżej 7 i EUR-SEK poniżej 8 to granica, przy której lokalne banki centralne mogą agresywnie interweniować. Jeśli traktujecie Skandynawię jako nową bezpieczną przystań, działajcie szybko, zanim banki zamkną furtkę" — piszą specjaliści HSBC.

Wczoraj euro było warte 7,73 NOK i 9,12 SEK. Droga szwedzkiej korony do progu interwencji — według HSBC — jest dużo dłuższa niż w przypadku norweskiej waluty.

Uzależnieni od górnictwa

Norweska i Szwedzka korona nie mają tak dużej płynności, by wchłonąć wszystkich inwestorów szukających bezpiecznego schronienia. Daje to więc szansę innym walutom. W ciągu ostatnich 12 miesięcy najwięcej zyskały wobec dolara waluty Australli i Nowej Zelandii. Obydwie zanotowały w ciągu roku wzrost o ponad 10 proc.

— W 2011 r. dużą siłę pokazały dolar australijski i nowozelandzki, ale waluty te ucierpiały na niedawnym pogorszeniu perspektyw wzrostu gospodarczego w Azji, a także na wyprzedaży na rynkach akcji. Gospodarka Australii w nieproporcjonalnie dużym stopniu uzależniona jest od górnictwa. Poza tym pęka właśnie bańka spekulacyjna na tamtejszym rynku nieruchomości — mówi John J. Hardy, analityk Saxo Banku.

Schodzące wschodzące

Nadal możemy się spodziewać osłabienia kursu złotego i innych walut rynków wschodzących. Inwestorzy uważają je za zbyt ryzykowne.

— Tak długo, jak narastać będzie obawa o tempo wzrostu, prawdopodobny jest odpływ kapitału z rynków wschodzących, co sprzyjać będzie ich osłabieniu. Wzmocnienie dolara traktowane jest jako oznaka odpływu kapitałów z rynków peryferyjnych z powrotem do USA. Odwrót inwestorów z tych krajów oznacza sprzedaż przez nich aktywów, które posiadali w danej walucie lokalnej, i zakup dolarów — mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.

— Nie liczyłbym na to, że w przyszłości sytuacja zmieni się na korzyść walut rynków wschodzących — dodaje Andrzej Tomczyk.

Złoto jest najlepszą

z walut. Od tysięcy lat

Marcin Mrowiec

główny ekonomista Banku Pekao

Złoto było walutą przez tysiące lat. Papier (bez żadnego odniesienia do złota czy innej "kotwicy") jest walutą zaledwie od roku 1971, kiedy USA zerwały wymienialność dolara na złoto, co było także pośrednim sposobem wymiany innych walut na kruszec). Jest coraz bardziej prawdopodobne, że ten okres czysto papierowego pieniądza może się zbliżać do kresu w ciągu najbliższej dekady.

Jedną z głównych przyczyn jest zerwanie wielu reguł, które ograniczały przyrost pieniądza i kredytu w gospodarce globalnej. Ten proces przyspieszył po kryzysie. Niepokoi, że waluty krajów, które miały stabilne wyniki gospodarcze i stabilny pieniądz, jak np. Szwajcaria, stają się atrakcyjne dla posiadaczy walut psutych w szybszym tempie. Zakupy franków za dolara czy euro przyczyniły się do znacznego wzmocnienia tej waluty, co z kolei groziło szwajcarskiemu eksportowi. Szwajcarzy zdecydowali się na interwencje, by swoją walutę osłabić, czyli nieco zepsuć. Niektórzy traktują to jako kolejną odsłonę wojen walutowych. Ja uważam, że w tych wojnach nie będzie wygranych, zaś głównymi przegranymi nie będą te, czy inne państwa, ale ich obywatele, którzy na końcu dostaną waluty, za które będzie można kupić mniej dóbr realnych niż "przed wojną".

Dziś, w czasach wojen walutowych, nawet jeśli jakaś waluta jest czasowo dobra, to istnieje duże ryzyko, że zostanie zepsuta przez władze monetarne, by nie była "zbyt mocna" i nie zaszkodziła gospodarce realnej. W takim otoczeniu myślę, że pewnym nieporozumieniem jest traktowanie walut jako sposobu inwestowania. Waluty służą ułatwieniu wymiany towarowej, jeśli ktoś ma do tego wyczucie, mogą służyć za instrument spekulacyjny. Osobiście nie traktuję walut jako sposobu na inwestowanie. Nawet jeśli jedna waluta w jakimś okresie czasu zyskuje względem innej, to porównanie dowolnej waluty z walutą najstarszą (złotem), pokazuje, że wszystkie one nieustannie tracą względem złota od dekady.