Dolar korzysta na kłopotach Ameryki

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2008-10-03 00:00

Stany Zjednoczone pogrążają się w kryzysie, a dolar odrabia straty do euro. Na zamieszaniu traci złoty.

Stany Zjednoczone pogrążają się w kryzysie, a dolar odrabia straty do euro. Na zamieszaniu traci złoty.

Amerykańska waluta bije rekordy mocy. Wczoraj za jedno euro płacono mniej niż 1,38 USD (przez niespełna dwa tygodnie cena spadła o 7 proc.). Tak silnego dolara nie było od ponad roku. Amerykańska waluta równie szybko rośnie w siłę w stosunku do złotego. Od środowego popołudnia podrożała o 10 gr — do 2,48 zł.

Senacka pomoc

Za nagły wybuch miłości inwestorów do dolara odpowiada przede wszystkim kryzys finansowy za oceanem.

— Kłopoty płynnościowe amerykańskich instytucji finansowych spowodowały, że mocno zwiększyło się ich zapotrzebowanie na kapitał. Ponieważ trudno zdobyć go na miejscu, zaczęły wycofywać pieniądze z inwestycji ulokowanych za granicą. Ściągając je do kraju, instytucje masowo wymieniają dewizy na dolary, więc popyt na dolara rośnie — tłumaczy Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Nastroje poprawiły też ostatnie wiadomości dotyczące planu Paulsona, zgodnie z którym rząd amerykański miałby wspomóc system finansowy kwotą 700 mld USD.

— Przyjęcie planu przez Senat znacznie poprawiło perspektywy dla gospodarki USA — uważa Adam Czerniak, ekonomista Invest Banku.

Trzeba uciekać

Duży wpływ na siłę dolara mają też wydarzenia w strefie euro. Kłopoty banków Dexia i Fortis pokazały, że kryzys finansowy dotarł już do Europy.

— Przed Eurolandem rysuje się coraz ciemniejsza przyszłość. Komisja Europejska obniża prognozy wzrostu gospodarczego. Strefa euro będzie więc dłużej pogrążona w kryzysie niż Ameryka. To osłabia euro, a wspiera dolara — twierdzi Adam Czerniak.

Na umocnienie amerykańskiej waluty wpłynął też wczoraj Europejski Bank Centralny (ECB). Wprawdzie zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów zostawił stopy procentowe bez zmian, jednak argumentacja decyzji sugerowała, że ECB boi się spowolnienia gospodarczego.

— Dlatego pojawiły się przypuszczenia, że stopy procentowe spadną szybciej, niż wcześniej sądzono, może nawet jeszcze w tym roku. Część inwestorów sprzedaje euro i kupuje dolara — tłumaczy Agnieszka Decewicz, ekonomistka Pekao.

Zdaniem Grzegorza Maliszewskiego, ekonomisty Banku Millennium, w najbliższych miesiącach dolar będzie jednak słabnąć. A to oznacza lekkie umocnienie się złotego.

— Na koniec roku jeden dolar będzie kosztować 2,35- -2,40 zł. Za euro będziemy płacić około 3,40 zł. Na wyraźne umocnienie złotego nie ma co liczyć, przynajmniej do czasu, kiedy sytuacja na rynkach finansowych się uspokoi i inwestorzy będą bardziej skłonni do ryzyka — uważa ekonomista.