Poniedziałek był kolejnym dniem dużych wahań na polskim rynku walutowym. Początku dnia złoty nie mógł zaliczyć do udanych. Umocnienie dolara do euro spowodowało wyprzedaż złotego. Ruch nie został jednak poparty przez stabilną sytuację na rynku obligacji, który był wspierany przez oczekiwania spadku inflacji i stóp procentowych.
Skok kursów EUR/PLN i USD/PLN miał miejsce już rano. Cena euro z 4,17-4,18 zł wzrosła do 4,21 zł, a dolara do 3,34 zł. Później doszło do łagodnej korekty — dolar staniał do 3,33 zł, a euro do 4,20 zł. Po południu do głosu znów doszli sprzedający złotego. Euro kosztowało nawet 4,2230 zł, a dolar osiągnął półroczne maksimum na poziomie 3,35 zł.
Podczas weekendu Mirosław Gronicki, minister finansów, wspomniał o możliwym podniesieniu ratingów Polski po wyborach parlamentarnych i spłacie zadłużenia wobec krajów Klubu Paryskiego. Minister uważa, że średnioterminowo złoty powinien zyskiwać. Dodał również, że sytuacja budżetu po czterech miesiącach nie budzi niepokoju.
Opublikowane przez GUS o godz. 16.00 dane o inflacji nie miały już wpływu na rynek walutowy. Obserwowany od popołudnia wzrost kursu EUR/USD spowodował, że o 16.10 euro kosztowało tylko 4,20 zł, a dolar 3,32 zł.
We wtorek o sytuacji na rynku złotego, podobnie jak w ostatnich dniach, zadecydują informacje z rynku międzynarodowego. Dane o inflacji (PPI) w Stanach Zjednoczonych za kwiecień (godz. 14.30) doprowadzą do znacznych zmian także w kursach EUR/PLN i USD/PLN. Ewentualny ruch w rejon poniedziałkowych szczytów eksporterzy mogą spróbować wykorzystać do zabezpieczenia wpływów.