Dolar uderzył LiveChat po kieszeni

Mateusz Wojtala
opublikowano: 28-08-2017, 22:00

Wyniki spółki rosną, ale kurs już nie, bo inwestorzy obawiają się o skutki osłabienia amerykańskiej waluty

Dolar leży na deskach — tak Marek Rogalski, główny analityk Domu Maklerskiego BOŚ, skomentował stan, w jakim znalazł się „zielony”. Skutki nokdaunu poczuły te firmy, które znaczącą część przychodów osiągają właśnie w dolarze. Jedną z nich jest LiveChat, producent oprogramowania komunikacyjnego dla biznesu. Hossa w notowaniach, utrzymująca się właściwie od debiutu w 2014 r., stanęła pod znakiem zapytania, bo od szczytu pod koniec czerwca kurs osunął się o 10 proc. (także ze względu na odjęcie prawa do dywidendy).

Przedstawiciele spółki przekonują, że powodów do obaw nie ma, ale rynek wie swoje. Reakcja na wyniki za pierwszy kwartał roku obrotowego 2017/2018 (zakończył się w czerwcu) była nerwowa, choć zysk netto wyniósł 11,1 mln zł i był o jedną piątą wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Był też jednak o 10 proc. gorszy od konsensu prognoz. Przyczyna rozbieżności to słabość dolara, który w sześć miesięcy stracił 11 proc. do złotego. Wpływ tego, że LiveChat niemal całość przychodów księguje w tej walucie, widać w raporcie finansowym w pozycji „różnice kursowe dotyczące działalności operacyjnej”, gdzie widnieje 1,5 mln zł wobec ledwie 17 tys. zł, zanotowanych przed rokiem. Analitycy zgadzają się jednak, że reakcja inwestorów jest przesadzona.

— Moim zdaniem, rynek trochę przereagował. W spółce pojawiły się różnice kursowe w wysokości 1,5 mln zł. Korygując wyniki o tę wartość, byłyby one zgodne z konsensem. Perspektywy spółki, moim zdaniem, nie zmieniły się i jesteśmy w dalszym ciągu pozytywnie do niej nastawieni — komentuje Michał Czerwiński, analityk z Domu Maklerskiego Trigon.

LiveChat nie zabezpiecza się przed ryzykiem walutowym. Przedstawiciele spółki tłumaczą, że… skupiają się na działalności operacyjnej, ale przyznają jednocześnie, że rozważają działania związane z zabezpieczeniem ryzyka. To jednak broń obosieczna, bo jak zauważa Konrad Księżopolski, analityk z banku inwestycyjnego Haitong, przez półtora roku notowania dolara działały na korzyść firmy.

— Raz firma osiąga korzyści, a raz nie, co widać po wynikach za pierwszy kwartał. Poza tym LiveChat nie ma takiej skali biznesu, żeby musiał się zabezpieczać np. w celu utrzymania płynności. Trzeba pamiętać, że dodatkowe zabezpieczenie walutowe to też dodatkowe koszty — mówi Konrad Księżopolski.

W podobnym tonie wypowiada się Michał Czerwiński, który dodaje, że niektóre koszty spółka też ponosi w dolarach, więc częściowo zabezpiecza się naturalnie.

— Wydaje się, że kurs dolara się ustabilizował, więc obecnie nie ma podstaw, by oczekiwać tak dużego wpływu notowań na rezultaty spółki w kolejnych kwartałach. Dobra dynamika przyrostu klientów i wyników, moim zdaniem, powinna być utrzymana — uważa analityk DM Trigon.

Jego zdaniem, zagrożeniem nie są też dostawcy darmowych rozwiązań podobnych do oferowanych przez LiveChat.

— Darmowi dostawcy byli, są i będą. Od oferty publicznej ciągle powraca ten temat, a mimo to dynamika klientów i wyników jest bardzo dobra. Moim zdaniem, ciężko spodziewać się jakiegoś zagrożenia z ich strony. Pozycja LiveChatu i jej produktu jest bardzo silna, a darmowym dostawcom bardzo ciężko jest się przebić — dodaje Michał Czerwiński.

Konrad Księżopolski dodaje, że produkty bezpłatne mają zupełnie inne grupy docelowe. Darmowe rozwiązania są przede wszystkim dla małych firm i start-upów. Natomiast LiveChat dostarcza produkt do wielkich korporacji, jak Samsung, Orange czy Ryanair. Na koniec lipca miał 21 tys. klientów. To około 30 proc. więcej niż przed rokiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dolar uderzył LiveChat po kieszeni