Dolar wróci w Wielki Piątek?

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2015-03-27 07:00

Ostatnie dni stały pod znakiem wyprzedaży dolara.

Rynek został poważnie zaskoczony marcowym przekazem Fedu, który co prawda wykonał mały krok w kierunku podwyżki stóp procentowych, ale jednocześnie zasugerował, że stopy będą rosnąć powoli. Przekaz nie był gołębi, ale dla bardzo mocno wykupionego dolara to wystarczyło.

Jeszcze na początku marca mówiło się o tym, że osiągnięcie parytetu przez parę EUR/ USD jest tylko kwestią czasu. Perspektywa podwyżki w USA i jednocześnie rozpoczęte w Europie QE zdawały się przesądzać, że kurs tej pary będzie szedł już tylko na południe. O kursie USD/PLN na globalnych rynkach mówi się zdecydowanie mniej, ale tu oznaczałoby to wzrost notowań powyżej 4,0 zł. Podobne tendencje obserwowaliśmy na innych parach walutowych. Waluty, takie jak frank, korona szwedzka czy jen, traciły ze względu na bardzo luźną politykę swoich banków centralnych, inne waluty z grona G10, takie jak korona norweska, dolary nowozelandzki, australijski czy kanadyjski, traciły na spadających cenach surowców. Większość tych walut notowała bardzo duże straty wobec dolara amerykańskiego w ostatnich miesiącach. Było to widać jak na dłoni w strukturze kontraktów, gdzie ilość długich pozycji spekulacyjnych w dolarze była bardzo wysoka. Siłą rzeczy pewien dysonans po niejednoznacznym posiedzeniu FOMC musiał przełożyć się na rozczarowanie owych inwestorów spekulacyjnych i doprowadzić do ich wycofania z rynku, powodując korekcyjne osłabienie dolara.

No właśnie — pytanie brzmi, czy faktycznie jest to osłabienie korekcyjne, czy też odwrócenie trendu trwającego od połowy ubiegłego roku. O ile zwolennicy dolara przycichli, to na razie nie pojawiły się jeszcze głosy wieszczące większe umocnienie się innej waluty. Natomiast są już pierwsze opinie mówiące o tym, że rynek przereagował (jeśli chodzi o wcześniejsze umocnienie dolara), czy też o tym, że być może dolar nie ma już potencjału do umocnienia.

W moim przekonaniu jednak cały czas obserwujemy korektę, a jak wiadomo — korekta to najlepszy moment na odnowienie pozycji. Po pierwsze, nie ma na horyzoncie żadnej innej waluty (szczególnie z najbardziej płynnego segmentu G10), która mogłaby przejąć po dolarze pozycję lidera absorbującego słabość innych walut (a pamiętajmy, że aby jedna waluta traciła, inna musi zyskiwać). Po drugie, rynek zbyt pesymistycznie podchodzi do perspektyw podwyżki stóp w USA, zakładając, że na pewno ruch nie zostanie wykonany przed wrześniem. Tymczasem z wypowiedzi członków FOMC wynika dość wyraźnie, że czerwiec lub ewentualnie lipiec są możliwe, o ile dane z USA będą odpowiednio dobre. Inflacja bazowa za luty była nieco powyżej oczekiwań, a ostatnich kilka publikacji zdaje się sugerować, że zimowy okres słabości dobiega końca. Jeśli marcowe dane z rynku pracy, które poznamy w przyszły piątek, wpiszą się w trend z ostatnich miesięcy, inwestorzy mogą zdać sobie sprawę z faktu, że dolar to nadal najbardziej atrakcyjna waluta.