Znów mamy odwrót od rynków wschodzących. Świadczą o tym m.in. znów mocno tracący na wartości złoty. W środę za dolara na rynku międzybankowym trzeba zapłacić nawet 3,01 zł. (po południu nasza waluta odrabiała straty). A przypomnijmy, iż jeszcze 10 dni temu kurs USD/PLN wynosił mniej niż 2,65.
- Choć powodem osłabienia złotego są zasadniczo zmiany na głównych parach walutowych nie można nie dostrzec bardzo dużej zmienności rynku (nienaturalnie wysokiej elastyczności notowań złotego względem EUR/USD) – tłumaczy Przemysław Kwiecień z X-Trade Brokers Dom Maklerski.
Analitycy przewidują, że to nie koniec wędrówki w górę dolara.
- Świat
wierzy, że Ameryka jako pierwsza wyjdzie z recesji. Stąd umacniający się dolar –
powiedział w telewizji TVN CNBC Biznes Jarosław Lis, Portfolio Manager w Union
Investment TFI.
W podobnym tonie wypowiada się Przemysław Kwiecień.
- Nie można wykluczyć
próby przetestowania kursu EUR/USD minimum z października na poziomie 1,2328.
Oznaczałoby to zapewne jeszcze większe ruchy na kursie EUR/JPY, gdyż zależność
pomiędzy dolarem, jenem i pozostałymi głównymi walutami póki co trzyma się
bardzo dobrze (czyli spadki na rynkach akcji powodują umacnianie się jena wobec
dolara, a dolara wobec innych głównych walut) – prognozuje Kwiecień.
Według analityków słabnący złoty nie sprzyja gospodarce i utrudni
podejmowanie decyzji Radzie Polityki Pieniężnej.
- Jeśli bowiem rynek
EUR/USD chciałby testować nowe minima, złoty może okazać się jeszcze słabszy niż
w październiku. Co więcej, frank szwajcarski w tych bardziej nerwowych chwilach
zachowuje się nieco lepiej niż euro. Oznacza to, że kurs CHF/PLN rośnie co
prawda wolniej niż USD/PLN, ale szybciej niż EUR/PLN – czytamy w komentarzu
ekspertów X-Trade Brokers Dom Maklerski.
Obecnie euro kosztuje nad Wisłą 3,76 zł, frank – 2,52 zł, a funt – 4,57 zł.