Dolina marzeń o biznesie

opublikowano: 14-06-2016, 22:00

Dolina Krzemowa, odwieczny sen polskich start-upów. Ale jak naprawdę wyglądają realia kalifornijskiej mekki biznesu?

Pierwszy zachwyt Doliną Krzemową już nieco opadł i młodzi przedsiębiorcy, wypychani przez inwestorów, inkubatory przedsiębiorczości i publiczne programy wsparcia, do Stanów Zjednoczonych wyjeżdżają coraz lepiej przygotowani i bardziej świadomi tego, jak wyglądają tamtejsze realia. A czy jechać warto? Tak, bo nawet jeśli nie uda się na miejscu pozyskać kapitału i partnerów do biznesu, wraca się z ogromnym bagażem doświadczeń. Z punktu widzenia startupowca to bezcenny dobytek.

ScaleUp by Polska Przedsiębiorcza to pierwszy w Polsce start-upowy
akcelerator polskich firm rodzinnych – zaznacza Jacek Aleksandrowicz,
współzałożyciel fundacji Polska Przedsiębiorcza.
Zobacz więcej

Technologie dla mniejszych:

ScaleUp by Polska Przedsiębiorcza to pierwszy w Polsce start-upowy akcelerator polskich firm rodzinnych – zaznacza Jacek Aleksandrowicz, współzałożyciel fundacji Polska Przedsiębiorcza. Marek Wiśniewski

Zakątek dla młodego biznesu

W Dolinie Krzemowej (Silicon Valley), czyli amerykańskim centrum nowych technologii, do którego — z nadzieją pozyskania inwestora i rozpoczęcia biznesu na skalę międzynarodową — przyjeżdżają start-upy z całego świata. Konkurencja jest więc olbrzymia… ale wielka może być również wyniesiona stamtąd nauka.

— W Dolinie Krzemowej funkcjonuje środowisko start-upów, od których można się wiele nauczyć. Jest też wielu inwestorów, szukających ciekawych projektów, w które mogą zainwestować. Dobra jest też bliskość największych firm technologicznych. Jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że tamtejsza rzeczywistość nie jest tak kolorowa, jakby się mogło wydawać — mówi Tomasz Czapliński, partner zarządzający SpeedUp Venture Capital Group. Jak twierdzi, wyjechać warto, bo dla start-upów jest to szansa na sukces. Pamiętać jednak trzeba, że okupione będzie to dużym wysiłkiem i ciężką pracą.

— Jeśli wybierasz się do Doliny Krzemowej, posłuchaj tych, którzy są na miejscu lub wcześniej już tam byli. Wielu Polaków pracuje w Dolinie Krzemowej i dotarcie do nich nie sprawi problemu. Warto się też przygotować i zredagować plan działań i listę osób, z którymi można się spotkać. Umawianie takich spotkań też warto załatwić wcześniej. Ale trzeba uważać na ludzi, którzy pojechali do USA, pokręcili się po kilku wydarzeniach, a teraz chcą za pieniądze doradzać innym. Lepiej skorzystać z pomocy osób, którym ufamy — ostrzega Tomasz Czapliński.

Wyjazd z polskiej perspektywy

Pozyskanie na miejscu inwestycji to marzenie, z którym młodzi przedsiębiorcy wyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych, ale bonusy, z jakimi wrócą do kraju, mogą być inne.

— Firmy, które wyjeżdżają do USA i wracają do Polski, kompletnie zmieniają nastawienie do swojego biznesu. Zaczynają myśleć bardziej globalnie. Dostrzegają również to, ile pracy wymagać będzie pokonanie globalnych konkurentów.

Dziś polskie firmy myślą jeszcze zbyt małymi liczbami. Dla polskiego start-upowca 10 mln USD przychodów to bardzo dużo, dla amerykańskiego inwestora to niewiarygodnie mało. Brak myślenia o biznesie w dużej skali, brak międzynarodowego podejścia i umiejętności mądrego wydania dużej gotówki to główne powody niepowodzenia polskich firm za granicą — dodaje Tomasz Czapliński.

Biznes na własnym podwórku

Jednak zdaniem Jacka Aleksandrowicza, szefa Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, start-upy znad Wisły niczym nie ustępują swoim konkurentomzza oceanu, potrafią wybić się za granicą i zaistnieć w świadomości klienta jako marki międzynarodowe.

— Przykładem jest choćby sprzedawana na czterech kontynentach marka Glov czy Brand24. Istnieją również specjalne programy przygotowujące polski mały biznes do ekspansji zagranicznej. Jednym z nich jest organizowany przez Business Link program „Ready To Go”, fundujący wybranym start-upom 7-14-dniowe wyjazdy do Tel Awiwu, Szanghaju, Londynu czy właśnie do mekki firm technologicznych — Doliny Krzemowej — wylicza Jacek Aleksandrowicz. Takie działania stwarzają szansę na międzynarodowy start, możliwy do zrealizowania również z lokalnego „podwórka”.

— Polskie start-upy nie muszą wyjeżdżać za granicę, aby korzystać z licznych programów dedykowanych początkującym biznesom. W 2016 r. pojawiło się wiele możliwości, by z kiełkującego pomysłu na biznes zbudować solidną markę, chociażby platformy startowe Technopark BiznesHub, liczne fundusze zalążkowe, jak np. bValue czy plan Morawieckiego, zaproponowany przez stronę rządową — dodaje Jacek Aleksandrowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy