Dolnośląskie Gazele szukają rąk do pracy

Ranking „PB” Mały i średni biznes w regionie coraz częściej zatrudnia pracowników zza wschodniej granicy

Prawie 500 gości zgromadziła gala Gazel Biznesu województwa dolnośląskiego, która we wtorek (31 stycznia 2017 r.) odbyła się na Stadionie Wrocław. Przedstawiciele najlepszych małych i średnich firm z regionu odebrali dyplomy laureatów rankingu za 2016 r. Sporo czasu poświęcili na podsumowania, prognozy i omawianie problemów. Jeden z nich szczególnie doskwiera dolnośląskim Gazelom — niezależnie od branży borykają się z brakiem pracowników.

Wyświetl galerię [1/6]

GRAWITACJA METROPOLII: Zygmunt Kuczyński, prezes Spółdzielni Spomel z Twardogóry, zwraca uwagę na to, że większe miasta „wysysają” kadry z mniejszych miejscowości, a niedobory najłatwiej uzupełnić imigrantami ze Wschodu. Tomasz Walków

Dobra kondycja

Liczba firm zakwalifikowanych do najnowszego rankingu Gazel Biznesu wskazuje, że małe i średnie przedsiębiorstwa mają się na Dolnym Śląsku dobrze. Przykładem może być spółka PW Padewscy z Milicza, wyspecjalizowana w produkcji i logistyce palet.

— Działamy w całym kraju i obsługujemy takich potentatów, jak PepsiCo, Tymbark, Biedronka i Lidl. Logistyka palet to skomplikowana dziedzina. Wygrywamy jednak z konkurencją, choćby z Niemiec, ponieważ przy podobnych cenach, które klienci płacą za wykorzystanie palet po obu stronach Odry, my mamy niższe koszty własne, więc osiągamy wyższe marże. Działalność, która Niemcom może się już nie opłacać, u nas przynosi zyski — mówią Katarzyna i Jan Padewscy, właściciele przedsiębiorstwa. Podobnie kondycję swojej firmy oceniają Jakub Czyżkowski i Daniel Urban — menedżerowie spółki Sente, produkującej systemy wspomagające zarządzanie klasy ERP.

— W minionym roku nasze obroty wzrosły o 60 proc. Działamy w całej Polsce, a coraz częściej wraz z klientami wchodzimy na rynki zagraniczne. Sposobem na sukces okazało się uporządkowanie sprzedaży, marketingu i strategii wizerunkowej, przeprowadzone z pomocą wyspecjalizowanego doradcy. To w krótkim czasie pozwoliło na zwiększenie przychodów — mówią właściciele Sente. Kolejnym krokiem ma być uporządkowanie spraw kadrowych. Jak jednak przyznają, coraz poważniejszym problemem jest znalezienie specjalistów. Z kondycji swojej firmy zadowolony jest także Bogusław Zieliński, prezes Przedsiębiorstwa Budowlanego Blockpol, które w dolnośląskim rankingu zajęło trzecie miejsce. Spółka od 1989 r. wyrabiała sobie markę w budownictwie mieszkaniowym i dzisiaj jest generalnym wykonawcą liczącym się nie tylko w regionie.

— Specjalizujemy się w mieszkaniówce, bo tam przetarliśmy sobie szlaki i nie napotykamy tak silnej konkurencji międzynarodowych potentatów, jak na rynku nieruchomości biurowych i handlowych. Firmą zarządza już drugie pokolenie: mój syn i synowa, którzy podobnie jak ja, są inżynierami budownictwa — mówi Bogusław Zieliński. Także on sygnalizuje, że szefowie firm, które są podwykonawcami Blockpolu, coraz częściej wspominają o kłopotach ze znalezieniem pracowników.

Biznes mówi po ukraińsku

Problemy kadrowe dotykają także branżę piekarską i cukierniczą, którą na wrocławskiej gali reprezentowała m.in. firma PCC Machela z Kłodzka. — W naszej branży w ostatnich latach dokonało się swoiste „czyszczenie”. Upadło wiele firm, zwłaszcza tych, które nie miały pieniędzy na inwestycje. A inwestować trzeba w poszerzanie sieci punktów sprzedaży i mechanizację produkcji, która jest niezbędna, bo ubywa chętnych do pracy. My zatrudniamy kilkunastu Ukraińców — i to nie dlatego, że są tańsi, lecz że po prostu chcą podjąć pracę — tłumaczy Maciej Machela, członek zarządu spółki PCC Machela.

Przyczyn kłopotów ze znalezieniem odpowiednich pracowników w regionie szukał Zygmunt Kuczyński, prezes Spółdzielni Spomel z Twardogóry, która produkuje aparaturę elektrotechniczną. — Wrocław jest drugim po Warszawie miastem pod względem wysokości wynagrodzeń. Dlatego przyciąga pracowników z całego województwa, pozostawiając firmy z mniejszych miejscowości z poważnymi niedoborami kadrowymi. Sprawdziłem to dokładnie. Wrocławskie firmy z zagranicznym kapitałem płacą np. elektrykom o 1500 zł więcej, niż mogliby zarobić w miejscowościach satelickich, a przedsiębiorstwa polskie oferują w stolicy regionu zarobki o 1000 zł wyższe. To pokazuje, dlaczego musimy się wspomagać kadrami zza wschodniej granicy — uważa Zbigniew Kuczyński. Mimo jednak wspólnych dla wszystkich i specyficznych dla różnych branż problemów przedsiębiorcom z Dolnego Śląska nie brak optymizmu i pomysłów na pokonywanie trudności. Większość z nagrodzonych we wtorek Gazel Biznesu zapowiedziała już udział w przyszłorocznej gali.

 

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Kowalczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gazele - oferta rekalamowa / Dolnośląskie Gazele szukają rąk do pracy