Dopiero od środy maseczki stały się obowiązkiem

opublikowano: 03-12-2020, 19:00

W rozpalającym tyle polsko-unijnych emocji sporze o poziom praworządności w naszym kraju instytucje UE stawiają rządowi PiS rozmaite zarzuty grubego kalibru, np. o trybunały, całe sądownictwo, aborcję, etc. etc. Wątki drobniejsze są całkowicie pomijane, ponieważ do ich oceny konieczna jest przede wszystkim znajomość języka polskiego oraz wgryzienie się w szczegóły przepisów.

Zakładając maseczki od marca wykazywaliśmy obywatelską odpowiedzialność, ale bez obowiązku prawnego.
Zakładając maseczki od marca wykazywaliśmy obywatelską odpowiedzialność, ale bez obowiązku prawnego.

Jednym z ciężkich grzechów tzw. dobrej zmiany, wielokrotnie popełnianym zwłaszcza w tym roku pod pretekstem walki z COVID-19, jest narzucanie Polakom zaskakujących rozporządzeń lub wręcz zarządzeń/poleceń (taki akt nie obowiązuje powszechnie) niezgodnych z ustawami lub wydawanych bez właściwego upoważnienia ustawowego.

Przykładem specyficznie pojmowanej praworządności jest najnowsza wersja rozporządzenia Rady Ministrów. Ustanawia ono ograniczenia, nakazy i zakazy w związku z wystąpieniem epidemii. Obowiązuje do 27 grudnia, czyli niedzieli zamykającej Boże Narodzenie, ten okres nazwany został przez Mateusza Morawieckiego etapem „odpowiedzialności”. Premier zapowiedział, że kolejne rozporządzenie od 28 grudnia będzie marchewką lub kijem, w zależności od oceny wystawionej społeczeństwu przez rząd. Wypada odnotować, że projekt rozporządzenia opublikowany został do konsultacji w sobotę 21 listopada. Rząd wyjątkowo dał interesariuszom aż kilka dni na zgłaszanie uwag, rozporządzenie zostało podpisane w czwartek 26 listopada i od razu ogłoszone, piątek był dniem vacatio legis, zaś w życie weszło od soboty 28 listopada. W stosunku do projektu nie zawierało zaskoczeń negatywnych, takich jakie poprzednio zaliczyła np. branża meblowa.

Ogromnym zaskoczeniem było we wtorek 1 grudnia ogłoszenie… kolejnego rozporządzenia. Weszło w życie od środy 2 grudnia, zatem wspomniane wyżej przetrwało tylko cztery doby. Ponad 99 proc. treści nowego to kopia poprzedniego, różnicą jest inne uregulowanie noszenia maseczek w pracy – zostało to powierzone decyzji pracodawcy, w zależności od specyfiki zakładu. Generalne narzucenie takiego obowiązku przez rząd okazało się niezgodne z Kodeksem pracy. Notabene służby BHP, które obecnie szczycą się wywalczeniem usunięcia błędnego przepisu, obudziły się dopiero 27 listopada po przeczytaniu Dziennika Ustaw, natomiast kilkudniowe konsultacje od 21 listopada całkiem przespały. Górskie gminy żyjące z narciarstwa projekt natychmiast zauważyły i dobrze na tym wyszły.

Zdumiewa jednak, czemu po czterech dniach ukazało się ponownie całe 21-stronicowe rozporządzenie. Standardem byłaby przecież krótka nowelizacja, dotycząca maseczek w pracy. Tajemnica tkwi w zmianie jednej cyferki w podstawie prawnej. Poprzednio wpisane były m.in. punkty 8-12 z art. 46b wielokrotnie nowelizowanej ustawy antyepidemicznej z 2008 r., natomiast obecnie są to punkty 8-13. Na podstawie owego dodanego rząd może ustanowić: „13) nakaz zakrywania ust i nosa, w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu”. Uzupełnieniem ustawy PiS wreszcie oficjalnie potwierdziło, że od początku epidemii wszystko, co napisano i powiedziano o obowiązku noszenia maseczek w Polsce było prawną lipą. Zakładając je od marca wykazywaliśmy obywatelską odpowiedzialność, dopiero od środy 2 grudnia stało się to obowiązkiem prawnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane