PB: Dlaczego Kraj Rad kojarzymy raczej z hipokryzją niż z rewolucją seksualną?
Bo zwykle patrzymy na Związek Radziecki przez pryzmat jego późnej fazy – systemu zamkniętego, kontrolującego każdy aspekt życia. Tymczasem początek był inny. Rewolucja obyczajowa miała podwójną genezę. Z jednej strony była oddolna: już przed 1917 r., zwłaszcza w dużych miastach, wśród inteligencji i studentów, dochodziło do wyraźnego rozluźnienia norm. Rosja carska wcale nie była tak jednolicie konserwatywna, jak się ją dziś przedstawia. Religijność często miała charakter powierzchowny, duchowieństwo prawosławne nie zawsze świeciło przykładem, a obok oficjalnej wiary kwitły zabobony i różnego rodzaju sekty. Życie toczyło się obok deklarowanych zasad. Z drugiej strony mieliśmy projekt polityczny. Władza głosiła, że seks bez zobowiązań to nowoczesna droga do równości kobiet i mężczyzn.
Bolszewicy nie tylko wykorzystali pewne tendencje, lecz także nadali im kierunek?
Sięgnęli do Marksa i Engelsa, którzy widzieli rodzinę jako instytucję historyczną, związaną z określonym modelem gospodarczym, a więc skazaną na zanik. Lenin traktował obyczaje instrumentalnie – jako narzędzie przebudowy społeczeństwa. Chodziło o stworzenie nowego człowieka i nowego ładu, w którym jednostka będzie związana bezpośrednio z państwem, a nie z rodziną czy religią.
Jak wyglądało wdrażanie tych idei w praktyce?
Bardzo radykalnie i bardzo szybko. Wprowadzono niezwykle łatwe rozwody wystarczyło zgłoszenie jednej ze stron. Zalegalizowano aborcję, co było wówczas rozwiązaniem pionierskim na skalę światową. Zlikwidowano małżeństwa sakramentalne, całkowicie podporządkowując tę sferę państwu. Równolegle promowano ideę wolnej miłości.
Najbardziej rozpoznawalną twarzą tej rewolty była Aleksandra Kołłontaj – feministka, ulubienica Włodzimierza Lenina, minister do spraw społecznych w pierwszym rządzie bolszewickim.
Miała ku temu predyspozycja jako córka carskiego oficera, kobieta wykształcona, znająca języki, obyta w świecie. Stała się symbolem nowej kobiety, niezależnej i wyzwolonej. Nieobce były jej erotyczne trójkąty ani romanse, które gasły po jednej nocy. Twierdziła, że relacje seksualne powinny być proste i pozbawione ciężaru zobowiązań. Daleki od pruderii Włodzimierz Lenin ją popierał, z czasem nawet on stracił do niej cierpliwość, bo w swoich pomysłach szła za daleko.
Zmiany objęły całe społeczeństwo, ale ich intensywność była różna.
Najsilniej widoczne były w dużych miastach – Moskwie, Petersburgu – oraz w środowiskach inteligenckich i studenckich. Wieś zmieniała się wolniej, choć migracje i rozpad tradycyjnych struktur rodzinnych stopniowo przenosiły nowe wzorce także tam.
Rewolta obyczajowa napotykała jednak czasem opór, o czym świadczy bardzo negatywna reakcja zwykłych ludzi na pierwszą manifestację homoseksualistów w Petersburgu.
To pokazuje, że choć część zmian – jak rozwody czy aborcja – była szeroko akceptowana, inne budziły sprzeciw. Rozmawiamy o procesie pełnym napięć. Społeczeństwo nie było jednolite i nie wszystkie elementy rewolucji obyczajowej przyjmowało jednakowo.
Jednym z głównych haseł bolszewików była emancypacja kobiet. Czy rzeczywiście poprawiła ich sytuację?
W założeniu kobiety miały być głównymi beneficjentkami zmian. W praktyce często okazywało się odwrotnie. Owszem, uzyskały formalną niezależność i dostęp do pracy zawodowej, ale państwo nie stworzyło infrastruktury, która miała je odciążyć. Żłobków, przedszkoli, usług społecznych było za mało. W rezultacie kobiety znalazły się w sytuacji podwójnego obciążenia – pracowały zawodowo i nadal odpowiadały za dom i dzieci. Do tego dochodziła niestabilność relacji. Łatwe rozwody sprawiały, że partnerzy często porzucali kobiety, które zostawały same z dziećmi. Miały być wyzwolone, a w wielu przypadkach zostały pozostawione bez realnego wsparcia.
No i bolszewicka miłość często była wolna tylko z nazwy?
Faktycznie. Weźmy jako przykład relacje między młodymi działaczami Komsomołu często przedstawiano jako wolne – w praktyce bywały brutalne i wymuszone. Presja środowiska, a czasem zwykła przemoc, odbierały dziewczynom wybór. Nie wszystkie miały ochotę na przypadkowe stosunki seksualne czy udział w orgiach, ale nikt ich nie pytał o zgodę. Szczególnie okrutnie traktowano kobiety z dawnych elit – wobec nich przemoc seksualna stawała się narzędziem upokorzenia i odwetu klasowego.
I co warto mocno podkreślić: molestowanie seksualne i gwałty nie działy się obok prawa, lecz z jego przyzwolenia, a nawet nakazu. Prawda?
Właśnie. Dobrze pokazuje to plakat propagandowy z tamtego czasu. Dwie postaci: męska i żeńska. I dwa hasła: „Każdy komsomolec może i powinien zaspokajać swoje pragnienia seksualne”. Oraz: „Każda komsomołka ma obowiązek wyjść mu naprzeciw, inaczej okaże się mieszczanką”.
Kolejny niepożądany skutek rewolucji obyczajowej to choroby weneryczne.
To był bardzo poważny problem. Badanie robione w niektórych fabrykach w Moskwie i Petersburgu wykazały, że skala zakażeń jest alarmująca. Równocześnie gwałtownie wzrosła liczba aborcji, które stały się powszechnym sposobem regulowania życia rodzinnego. Kolejnym dramatycznym zjawiskiem byli bezprizorni – miliony dzieci pozbawionych opieki, które trafiały na ulice, żyły z drobnej przestępczości lub prostytucji. Państwo próbowało je zamykać w ośrodkach wychowawczych, traktując je jako materiał do ukształtowania nowego człowieka.
Skąd brały się inspiracje dla tak daleko idących eksperymentów?
Z idei zachodnich, przede wszystkim z psychoanalizy. Próbowano łączyć ją z marksizmem, tworząc coś, co później nazwano freudomarksizmem. Szczególnie zainteresowany tym był Lew Trocki. Powstawały instytucje badawcze, prowadzono eksperymenty wychowawcze, w których pozwalano dzieciom na daleko idącą swobodę zachowań. Wszystko to miało charakter naukowy w założeniu, ale w praktyce często prowadziło do niebezpiecznych skutków.
Jednym z bohaterów tamtych przemian był Wilhelm Reich, psychoanalityk i uczeń Freuda. Czy inspirował bolszewików, czy sam czerpał z bolszewickiego eksperymentu?
I jedno, i drugie. Reich uważał, że społeczeństwo Zachodu zniewalają represyjne normy – społeczne, polityczne i psychologiczne. Spełnienie własnych idei dostrzegał jednak w porewolucyjnej Rosji, w której gościł. Szczególnie zainteresował go eksperymentalny ośrodek wychowawczy dla dzieci i młodzieży, w którym próbowano wychowywać nowego człowieka kolektywnie, bez dawnych norm obyczajowych i z minimalną rolą rodziców. Do tej placówki uczęszczał zresztą jeden z synów Stalina.
Dlaczego więc Stalin zatrzymał takie eksperymenty?
Z powodów pragmatycznych. System zaczął generować problemy: spadek liczby urodzeń, chaos społeczny, trudności wychowawcze. Stalin potrzebował ludzi – do pracy i do armii. Państwo nie było w stanie zastąpić rodziny, więc zaczęto ją przywracać jako podstawową komórkę społeczną. Ograniczono rozwody, zaostrzono politykę wobec aborcji. Nie był to powrót do tradycyjnej moralności, lecz raczej zmiana narzędzi kontroli.
Trocki widział to inaczej.
W książce „Zdradzona rewolucja” oskarżał Stalina o odejście od pierwotnych idei i zdradę projektu rewolucyjnego. Spór między nimi dotyczył nie tylko władzy, ale także wizji człowieka i społeczeństwa.
Czy można powiedzieć, że ta rewolucja obyczajowa miała swoje reperkusje do dziś?
Zdecydowanie tak. Było to pierwsze w historii tak szeroko zakrojone laboratorium społecznej inżynierii, w którym próbowano zmieniać człowieka poprzez jego życie prywatne. Wiele z tamtych idei wraca dziś w innych formach, często łagodniejszych, bardziej rozproszonych, ale wciąż obecnych. To doświadczenie pokazuje, że radykalne eksperymenty społeczne rzadko kończą się zgodnie z planem, a ich skutki bywają długotrwałe i trudne do przewidzenia.

