Doradcom inwestycyjnym nie zagraża bezrobocie

Agnieszka Ostojska
opublikowano: 2001-05-11 00:00

Doradcom inwestycyjnym nie zagraża bezrobocie

Popyt na maklerów ustabilizował się. Teraz rynek potrzebuje licencjonowanych doradców inwestycyjnych. Kandydatów do tej profesji odstrasza jednak trudny materiał do opanowania oraz wysokie ceny kursów.

Rosnąca liczba spółek giełdowych, większa skłonność do inwestowania prywatnych i firmowych nadwyżek kapitałowych w akcje i instrumenty finansowe przyczyniają się do rosnącego zapotrzebowania na fachowców z tej dziedziny. Na rynku brakuje osób, które posiadają specjalistyczną wiedzę z zakresu przeprowadzania operacji finansowych. Od kilku lat firmy szkoleniowe organizujące kursy na maklera i doradcę inwestycyjnego nie narzekają na brak chętnych.

— Uczestnicy kursów to przede wszystkim pracownicy banków, biur maklerskich, funduszy emerytalnych i inwestycyjnych. Wszystkie instytucje posiadające działy inwestycji kapitałowych potrzebują pracowników o tego rodzaju kwalifikacjach. Coraz częściej zdarzają się jednak zapaleńcy, którzy przychodząc do nas chcą usystematyzować zdobytą samodzielnie wiedzę — wyjaśnia Zbigniew Telega, koordynator kursów w Fundacji Centrum Prywatyzacji.

Potwierdza, że na kursach dość licznie pojawiają się również studenci uczelni ekonomicznych, którzy chcą poszerzyć wiedzę, a przy okazji wzbogacić swoje CV. Do tej pory uczestniczyli oni głównie w kursach maklerskich. Jednak od momentu, gdy ustawodawca zdjął z kandydatów na doradcę inwestycyjnego warunek doświadczenia w inwestowaniu kapitału, mimo wysokiej ceny kursu coraz liczniej odwiedzają oni zajęcia dla przyszłych doradców.

Na własne potrzeby

Wśród uczestników dużo jest osób, które zadowalają się udziałem w kursie i nie przystępują do końcowego, państwowego egzaminu. Zdobytą wiedzę wykorzystują do zarządzania własnym portfelem inwestycyjnym. Wielu uczestników rezygnuje z egzaminu z powodu jego wysokiej ceny i dużego prawdopodobieństwa niezdania go za pierwszym podejściem.

— Zarówno licencjonowany makler jak i doradca ma do opanowania spory materiał. Oprócz fachowej wiedzy z zakresu samego obrotu giełdowego, operacji finansowych czy też instrumentów finansowych, kandydat na doradcę musi posiąść znajomość prawa finansowego, podatkowego i handlowego. Nie mogą być mu obce teorie portfelowe czy też finanse spółek. Egzaminy są trudne, ale odpowiedzialność, jaką weźmie na siebie późniejszy doradca czy makler, jest olbrzymia — twierdzi Marcin Tomaszewski, dyrektor biura Związku Maklerów i Doradców.

Według niego, polski rynek kapitałowy nadal wykazuje zapotrzebowanie na doradców inwestycyjnych. Na początku lat 90. najmodniejszym zawodem był makler. Teraz, gdy liczba instytucji trudniących się obrotem papierami wartościowymi ustabilizowała się, nie ma tak dużego zapotrzebowania. Większe możliwości zatrudnienia mają doradcy inwestycyjni.

Skutek obaw

— Polski rynek kapitałowy nie jest jeszcze w pełni rozwinięty. Prawdziwy boom ma dopiero przed sobą. Im więcej ludzie zarabiają, tym więcej pieniędzy będą chcieli inwestować. Indywidualne portfele inwestycyjne dopiero zdobywają popularność. Specjaliści umiejący efektywnie nimi zarządzać zawsze znajdą dobrze płatną pracę — dodaje Zbigniew Telega.

Mimo atrakcyjnych perspektyw, jakie roztaczają przed doradcami i maklerami specjaliści, w roku 2000 egzamin zdało o wiele mniej osób niż w latach poprzednich.

— Ten stan częściowo wynika z konieczności opanowania nowego materiału. W 2000 r. znacznej zmianie uległy bowiem przepisy i system obrotu na GPW — twierdzi Janusz Siatkowski, naczelnik wydziału strategii i analiz KPWiG.

Agnieszka Ostojska

[email protected] tel. (22) 611-62-24