DOSTAWCY SPRZECIWIAJĄ SIĘ MINISTROWI FINANSÓW

Kamil Kosiński
opublikowano: 2000-07-31 00:00

DOSTAWCY SPRZECIWIAJĄ SIĘ MINISTROWI FINANSÓW

Nowe wymagania techniczne dla kas i drukarek fiskalnych

NAM TO PASUJE: Kierowany przez Edwarda Ratyńskiego Posnet, jako jedyny z pięciu największych dostawców sprzętu fiskalnego, nie sygnował protestu. Firma uważa, że zmiany wymagań stawianych urządzeniom leżą w interesie polskich producentów i Elzab z Optimusem IC zrobiły błąd wspomagając importerów. fot. Grzegorz Kawecki

Żadna kasa ani drukarka fiskalna nie uzyskała dotychczas homologacji Ministerstwa Finansów, pozwalającej na wprowadzenie jej na rynek po 31 grudnia 2000 r. Apollo Electronics, Elzab, Optimus IC oraz Torell oczekują zmiany wymagań technicznych stawianych urządzeniom fiskalnym kierowanym na rynek po tej dacie. Przedstawiciele Posnetu twierdzą, że Elzab i Optimus IC dały się wciągnąć w akcję lobbystyczną importerów i działają na swoją niekorzyść. Ich zdaniem, nowe przepisy są bowiem korzystniejsze dla producentów niż importerów sprzętu fiskalnego.

Dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia 1999 r. Ministerstwo Finansów wydało rozporządzenie w sprawie kryteriów i warunków technicznych, którym muszą odpowiadać kasy rejestrujące, oraz warunków stosowania tych kas przez podatników. Określiło ono podstawowe standardy, które powinny spełniać urządzenia fiskalne wprowadzane na rynek po 31 grudnia 2000 r. Trzy miesiące później w ministerstwie powstała instrukcja w sprawie szczegółowych wymogów technicznych, mechanicznych i programowych dla kas rejestrujących. Zawęża ona znacznie producentom sprzętu fiskalnego pole manewru przy projektowaniu swoich wyrobów.

Tajny protest

W połowie czerwca 2000 roku, cztery z pięciu firm dostarczających na polski rynek największe ilości urządzeń fiskalnych złożyły w Ministerstwie Finansów kilkunastostronicowe pismo z propozycjami zmian do instrukcji. Protest podpisały Apollo Electronics, Elzab, Optimus IC oraz Torell. Ich przedstawiciele starannie jednak unikają słowa „protest”. Nie chcieli też ujawnić, jakich konkretnie zmian instrukcji oczekują od Ministerstwa Finansów.

— Taką postawę trzeba zrozumieć. Nikt nie chce narazić się ministerstwu. Urządzenia fiskalne to doskonały interes, a to, czy dana firma może się nim zajmować, zależy od decyzji urzędników. Proces homologacji urządzeń można przeciągać, a kilkumiesięczny okres nieobecności na rynku dostawca może przypłacić całkowitym z niego wypadnięciem — podkreśla pragnący zachować anonimowość przedstawiciel branży.

Obawy takie nie są bezpodstawne. Od złożenia wniosku do wydania przez ministerstwo świadectwa dopuszczenia urządzenia na rynek mija zazwyczaj 3-5 miesięcy. Obecnie nie istnieje zaś żadna kasa ani drukarka fiskalna, na której sprzedaż po 31 grudnia 2000 r. pozwoliłoby ministerstwo. Wnioski w tej sprawie dopiero złożono. Pierwsze homologacje zostaną więc wydane najwcześniej na jesieni. Samo zezwolenie na sprzedaż określonego modelu nie oznacza jednak pojawienia się go na rynku. Przedstawiciele branży twierdzą, że części do montażu trzeba zamawiać z wyprzedzeniem 3-6 miesięcy. Można je oczywiście zamówić przed uzyskaniem homologacji, jednak w takim przypadku trzeba się liczyć z tym, że ministerstwo zażąda takich zmian w urządzeniu, które spowodują, iż kupione na zapas części staną się bezużyteczne.

Za mało pamięci

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zastrzeżenia czterech firm skierowane do ministerstwa dotyczyły m.in. obowiązku instalowania wewnątrz urządzeń akumulatorów lub baterii zapewniających pracę sprzętu po zaniku zasilania sieciowego, wprowadzenia nowych pozycji do raportów fiskalnych oraz nowych zasad uzupełniania baz towarowych. Te dwie ostatnie kwestie wiążą się ze zmianami oprogramowania stosowanego w sprzęcie fiskalnym. Koszt stworzenia takiego oprogramowania to około 100 tys. zł. Przedstawiciele branży twierdzą, że nakłady te zwracają się po sprzedaży około 1 tys. urządzeń. Nie są to jednak jedyne wydatki konieczne do wprowadzenia nowego sprzętu na rynek.

Nowe pozycje w raportach fiskalnych oraz nowe zasady uzupełniania baz towarowych wiążą się ponadto z większym obciążeniem kości pamięci instalowanych w sprzęcie fiskalnym.

— Każda nowa informacja oznacza nowe bity danych, które program kasy musi przetworzyć i które trzeba zapisać w pamięci fiskalnej urządzenia. Najtańsze modele montowane są zaś z najtańszych, a co za tym idzie najprostszych elementów, tylko tak złożonych, jak wymagają tego realizowane przez nie zadania. Zwiększenie liczby przetwarzanych i zapisywanych informacji pociąga za sobą konieczność wymiany tych elementów, które nowym zadaniom już nie sprostają. To z kolei wymaga niekiedy zmiany konstrukcji całego urządzenia. W praktyce może to oznaczać konieczność projektowania sprzętu od podstaw. Nie zmieniono bowiem wymagania rejestracji w pamięci fiskalnej kasy co najmniej 1830 dobowych raportów fiskalnych, 200 zerowań awaryjnych pamięci operacyjnej oraz 30 zmian stawek podatkowych — tłumaczy Dariusz Jarzyna, menedżer odpowiedzialny za urządzenia fiskalne w Apollo Electronics.

Inni przedstawiciele branży nie są w tej kwestii tak stanowczy.

— Na pewno niektóre zmiany wprowadzone przez Ministerstwo Finansów wymuszają zwiększenie pamięci urządzeń. Dotyczy to części oferowanych przez nas modeli. Twierdzenia, że zmiany pamięci wymuszą zmiany płyt głównych i procesorów, a co za tym idzie doprowadzą do projektowania sprzętu od podstaw, są jednak przesadzone — twierdzi Jerzy Biernat, prezes Elzabu.

Sporne baterie

Najwięcej niejasności dotyczy wymogu instalowania wewnątrz urządzeń baterii lub akumulatorów. Rozporządzenie określa tylko, że urządzenia powinny posiadać baterie lub akumulatory zapewniające wydruk minimum 200 paragonów o średniej zawartości 30 wierszy druku w czasie 48 godzin od momentu zaniku zasilania sieciowego. Nie stwarzająca nawet pozorów normy prawnej instrukcja wymusza zaś instalowanie awaryjnych źródeł zasilania wewnątrz urządzeń. Większość prostych kas fiskalnych jest już wyposażona w baterie lub akumulatory. Takie są bowiem oczekiwania ich użytkowników. Rozwiązania te są zaś tylko sporadycznie stosowane w kasach komputerowych i drukarkach. Przystosowanie tych urządzeń do nowych przepisów wiąże się więc z koniecznością stworzenia dla nich nowych obudów. Potrzebne są do tego nowe matryce. Najniższa cena jednej formy, jaką przytoczyli przedstawiciele branży, to 400 tys. zł netto. Niektórzy mówili nawet o milionie złotych.

Jednak nawet i w przypadku prostych urządzeń nie można wykluczyć konieczności stworzenia nowych obudów. Przedstawiciele branży wyrażają bowiem sprzeczne opinie na temat możliwości instalowania w obudowach dotychczasowej wielkości akumalatorów lub baterii spełniających wymagania Ministerstwa Finansów.

Zachodni lobbying

Zezwolenie na sprzedaż sprzętu fiskalnego ma w Polsce kilkadziesiąt firm. Jednak około 85 proc. sprzedawanych kas i drukarek fiskalnych pochodzi od pięciu firm. Są to Elzab, Optimus IC, Posnet, Apollo Electronics i Torell. Trzy pierwsze to krajowi producenci, pozostałe dwie sprowadzają zaś sprzęt zagraniczny. Z tych pięciu firm jedynie Posnet nie zgłasza żadnych zastrzerzeń do instrukcji Ministerstwa Finansów.

— Jesteśmy bardzo zaskoczeni faktem, że pismo do Ministerstwa Finansów sygnowali polscy producenci. Świadczy to o dużej sile przekonywania importerów. Krajowi producenci żyją z polskiego rynku i wszelkie rozwiązania dla niego specyficzne powinni odbierać jako korzystne. Zachodni producenci sprzedają swój sprzęt w wielu krajach i polski rynek stanowi dla nich ułamek obrotów. Czym więcej modyfikacji muszą wprowadzić do sprzętu kierowanego do Polski, tym mniej opłacalne staje się dla nich istnienie na tym rynku — zaznacza Adam Krauze, współwłaściciel Posnetu.

Według różnych źródeł, najniższa, roczna sprzedaż urządzeń warunkująca podjęcie produkcji specjalnie na polski rynek to 5-10 tys. sztuk. Przedstawiciele branży przyznają, że niektóre modele nie cieszą się takim popytem. Zdarza się też, że ze względu na niechęć dostawców do przystosowywania sprzętu do polskich przepisów, międzynarodowe koncerny mają w Polsce i poza nią zupełnie innych dostawców.

— McDonaldŐs ma w Polsce inny sprzęt niż na Zachodzie. Panasonic nie był bowiem zainteresowany wykonaniem 1 tys. kas komputerowych dostosowanych do polskich przepisów — informuje pragnący zachować anonimowość przedstawiciel branży.

O tym, że protest leży głównie w interesie importerów, może świadczyć fakt, że rozpoczęła go firma Apollo Electronics. Obecnie nawet jeden z sygnatariuszy protestu potwierdził tę opinię.

— Oczywiście, że dla firm międzynarodowych dostosowywanie produktów do polskiego rynku jest bardziej kłopotliwe niż dla nas. Jednak niektóre nowe wymagania stawiane urządzeniom fiskalnym przez Ministerstwo Finansów są zbędne — twierdzi Janusz Krupa ze spółki Optimus IC.