autoportret
Statyczna premiera samochodu ma mniej więcej taki sens, jak oglądanie zamkniętej butelki z zacnym trunkiem. Doświadczysz wszystkiego, tylko nie tego, po co na tej premierze się pojawiłeś. I jak już opuszczasz taką imprezę, to wiesz o debiutancie tyle samo co przed jej rozpoczęciem. Tym razem miało być inaczej. Tym razem mogliśmy dotknąć przyszłości. Przez szybę, ale zawsze.
Sięgaj, gdzie V8 nie sięga
Dziwna to premiera. Już nie dlatego, że statyczna, ale dlatego, że mam (a raczej miałem) wrażenie doskonałej znajomości prezentowanego auta. Oficjalna premiera — tak napisano w zaproszeniu. Odgrzewany kotlet — pomyślałem, by po krótkiej analizie sytuacji dojść do wniosku, że tej premierze prawdopodobnie towarzyszyły będą uliczne zamieszki, pikieta i marsz sprzeciwu lub chociaż milczenia. Artykuł jest o tym, jak przez doświadczenie śmiertelności dotarło do mnie, że nie miałem racji i że na ową „prawdopodobną” pikietę przyszedłbym… sam.
No to od początku. O samochodzie sportowym od BMW plotkowano od dawna. Plotki przybrały na sile, kiedy w 2009 r. na targach motoryzacyjnychwe Frankfurcie zaprezentowano model koncepcyjny BMW Vision Efficient Dynamics. Ktoś mówił wtedy, że to będzie hybryda, ktoś inny w to nie wierzył. Pamiętam również, że spekulowało się, iż pod maskę może trafić silnik V10 lub V12.
Niektórzy stawiali na V8, inni na R6. Ja, patrząc na ten koncept, stawiałem na V8. Wydawało mi się to prawdopodobne, bo dwa lata wcześniej (co też zostało uznane za rewolucję) taki właśnie agregat znalazł się pod maską kultowego M3. Pamiętam też, że przysłuchujący się tym spekulacjom pracownik BMW poklepał mnie po ramieniu i powiedział: — Pamiętaj, to jest samochód przyszłości. Dodał też coś o tym, żebym kupił sobie M3 („to świetny ośmiocylindrowiec”). Jak bardzo go wtedy nie rozumiałem, zrozumiałem dopiero cztery lata później. Też we Frankfurcie.
BMW trzy, na pół to osiem
W 2013 r. pokazano wersję produkcyjną BMW i8. Stała za taśmą, a obsługa jakiekolwiek próby zbliżenia się do niej kwitowała złowrogimi spojrzeniami. Coś na zasadzie „nie deptać trawnika”. Stałem więc grzecznie przy taśmie i podziwiałem przepiękne linie, chwaląc jednocześnie BMW za to, że to, co trafi do produkcji, jest niemal identyczne z konceptem. Nie mogłem się też doczekać konferencji, by w końcu rozstrzygnąć spór sprzed czterech lat. V12? V10? Mój typ czy może R6?
Otóż nic podobnego. Gdy padły dane techniczne BMW i8, dzwoniły mi w uszach dwa dźwięki. Pierwsze to słowa o aucie przyszłości, wypowiedziane onegdaj przez wiedzącego, co się świeci, ale zobligowanego do utrzymania tajemnicy przedstawiciela marki. Drugi dźwięk wytworzyła moja szczęka, która dynamicznie i bez gracji opadła z hukiem na podest, obnażając braki w uzębieniu. Otóż BMW i8 będzie napędzane trzycylindrowym silnikiem o pojemności 1,5 l oraz silnikiem… z pralki.
Ała! Pamiętacie ten moment, gdy odkryliście, że prezenty pod choinką nie są z Laponii tylko ze Smyka? Radość połączona z rozgoryczeniem. I co, może Smoka Wawelskiego też nie było? Ano, nie było. Tak jak nie będzie wielocylindrowych silników. Potężnych mocy i dźwięków stawiających włosy na karku na baczność. Kto wie, może nie będzie i włosów na karku?
Wszystkie te informacje dotarły do mnie w tej samej sekundzie. Oczywiście nie jest tak, że nie zauważyłem ekotendencji w motoryzacji, że umknął mi downsizing. Nie przegapiłem też szturmu hybryd (wiem, nawet Ferrari ma taką) i aut elektrycznych (również sportowych). Ale w tej jednej sekundzie doświadczyłem tej zmiany. To tak jak ze świadomością własnej śmiertelności, którą niby nosisz w sobie całe życie, ale której doświadczasz dopiero, gdy otrzesz się o kostuchę. Okropne uczucie. Sceptyk, tetryk, Bołtryk. I w ogóle! BMW nie odzywaj się do mnie. A jak mówisz, to milcz! Foch. Siła 8.
Kłótnia z żoną
Kolejne targi. Tym razem Genewa 2014 r. Nieśmiało zaglądam na stoisko BMW. Jest! Pręży trzycylindrowe wspomagane prądem muskuły. Też za taśmą. Phi! W tzw. międzyczasie ktoś (tester jakiś) zdążył już rozbić i8, na dniach miała ruszyć seryjna produkcja. I już było wiadomo, że wszystkie i8, które BMW zdąży w 2014 r. zbudować, znalazły nabywców.
Innymi słowy, i8 stało się znanym samochodem. Mimo to, a może raczej kierowany nadzieją, że usłyszę coś na przeprosiny, słucham konferencyjnego wystąpienia. No i usłyszałem. Że będzie BMW z napędem na przód, że trzycylindrowce rozpanoszą się także w Mini.
Oj, BMW, pogarszasz sytuację. Foch. Siła 10! Ale z drugiej strony… Wiecie, jak to jest. Jak już się pokłócisz z żoną, to chętniej sprawdzasz, co robi. To sprawdzam. Przeglądając dane techniczne modelu i8, z całych sił staram się zrozumieć koncepcję. Marka kojarząca się z potężną mocą sześcio- i ośmiocylindrowych silników benzynowych sygnowanych literą M najbardziej sportowy ze swoich modeli wyposażyła w hybrydę? Hmm. Gdzie jest haczyk? Z jednej strony McLaren i Ferrari też zdecydowały się na takie rozwiązania, z drugiej — w BMW silnik spalinowy napędzający tylne koła ma tylko trzy cylindry i półtora litra pojemności. Niby wytwarza (jak to możliwe?) aż 231 KM.
Ale to — zważywszy na charakter auta — ciągle „tylko” 231 koni. Nawet jeśli dodamy moc napędzającego przednie koła silnika elektrycznego, nie jest powalająco. 362 KM. Lepiej, ale wciąż nie powalająco. Poprzednia M3 (z V8 pod maską) miała przecież 430 KM. A i8 to… no chyba supersportowe. O co tu chodzi?
Oszukać przeznaczenie
Otóż chodzi o przeznaczenie. Nie o karmę, los czy dolę, ale o dostosowanie tego auta do potrzeb tych, którzy je kupią.
— Ten samochód nie jest zbudowany do jak najszybszego pokonania północnej pętli toru Nürburgring. To samochód drogowy i 362 konie w zupełności wystarczą, żeby w każdych warunkach zapewnić kierowcy maksimum emocji — tak uważa Patrick Müller, odpowiedzialny za opracowanie układu napędowego i8.
By umocnić i w polskiej świadomości te słowa, BMW postanowiło zorganizować polską premierę i8 w Warszawie. W maju 2014 r. Długo po tym, jak poznałem się z tym autem, długo po tym, jak ktoś zdążył je rozbić, ja znielubić, a wielu innych zamówić (kilku pewnie już odebrało). I to premierę statyczną (czyli nie będziemy jeździć). Ale będziemy mogli wsiąść, znaczy nie będzie taśm.
Będziemy mogli ponaciskać guziki, pobrudzić dywaniki i zadać kilka pytań. Jak było? Były kotlety i truskawki w czekoladzie. Każdy, kto mnie zna (lub widział), wie, że w moim przypadku przez żołądek do serca się nie trafi. Innymi słowy: przekonałem się samym i8. Po pierwsze — osiągi. Więcej niż przyzwoite. 4,4 s od 0 do 100 km/h. To wartości zarezerwowane dotychczas dla nieco większej (niż trzy) liczby cylindrów. Ba! I 911 by się nie powstydziło takowych. O prowadzeniu się nie wypowiadam.
O siedzeniu i owszem. Pozycja za kierownicą niczym z najdroższych superpropozycji superproducentów. Do tego technologia przez duże T. Uzyskanie imponujących osiągów z dwóch niedużych silników było możliwe dzięki odchudzeniu auta. Układ napędowy zamknięto w lekkiej aluminiowej strukturze, kabinę wykonano z tworzywa sztucznego wzmocnionego włóknem węglowym (CFRP). Niektóre pomysły zaskakują prostotą: przewody układu klimatyzacji wykonano ze spienionego plastiku. Bajecznie łatwe w montażu. Inne, tak jak usuwanie zbędnego materiału z aluminiowych elementów zawieszenia czy felg, dotychczas były zarezerwowane dla pojazdów wyczynowych.
Samotna pikieta
Wychodzę. Z jakim doświadczeniem? Z trzema. Pierwsze krótkie: Słuchaj uważnie i nie odnoś teraźniejszości do przyszłości. Drugie długie: Silniki o wielu cylindrach i dużych pojemnościach odchodzą do lamusa. A to, czym jest i8, nie jest chęcią pozbawienia mnie tego, co w motoryzacji cenię najbardziej, lecz próbą zastąpienia rozwiązań, które przez lata dostarczały frajdy przeróżnym motomaniakom. Innymi słowy: trzy cylindry pod maskę i8 wsadziło nie BMW, ale taki, a nie inny kurs przyjęty przez UE.
I trzecie, ostatnie: coś mi się wydaje, że na pikietę w proteście przeciwko takim jak i8 samochodom i przeciwko nazywaniu ich sportowymi przyszedłbym sam. Koledzy w moim wieku już zrozumieli „trzy cylindry”, starsi mają to gdzieś, a dla młodszych to teraźniejszość, a nie przyszłość, jak, nie przymierzając, Conchita Wurst. W sumie to jest mi nawet lżej. &FOT. MATERIAŁY PRASOWE
