Dotacje do zwrotu, bo rząd zaspał

Agnieszka Jabłońska
18-02-2011, 00:00

Kara nałożona przez Komisję Europejską może sięgnąć setek milionów złotych. Pachnie lawiną pozwów.

Za zbyt późno wdrożoną

dyrektywę zapłacą... beneficjenci

Kara nałożona przez Komisję Europejską może sięgnąć setek milionów złotych. Pachnie lawiną pozwów.

Firmy, samorządy, uczelnie i inni beneficjenci, którzy wywalczyli dotacje przed 2008 r. i właśnie realizują projekty nie mogą spać spokojnie. A wręcz przeciwnie — jest spore ryzyko, że część przyznanych pieniędzy będą musieli zwrócić. Chyba że z pomocą przyjdzie nadwerężony budżet państwa.

Unia swoje, Polska swoje

Komisja Europejska (KE) pochyliła się niedawno nad projektami dofinansowanymi przez Unię Europejską. Choć wyniki prowadzonego właśnie audytu będą znane dopiero pod koniec roku, już teraz wiadomo, że nie będzie z nich zadowolona, a część projektów spotka cięcie wydatków. Wszystko przez opieszałość polskiego rządu, który z niemal trzyletnim opóźnieniem dostosował przepisy o zamówieniach publicznych do unijnej dyrektywy (przewidziany termin implementacji minął w 2006 r.). Z tego powodu stosujący się do polskich przepisów beneficjenci mimowolnie naruszali wymogi unijne. A Bruksela surowo każe łamanie przepisów. W dotowanych projektach dopatrzyć się rozbieżności nietrudno. Choćby obowiązek publikacji informacji o zmianie terminu składania ofert (choć UE tego wymaga, polskie prawo nie przewidywało takiej możliwości), czy kryterium przynależności do samorządu zawodowego firm startujących w przetargu, co według KE dyskryminowało zagraniczne firmy. Konsekwencją będą cięcia w dofinansowaniu.

— Z tego, co wiemy, w grę wchodzą dwie opcje. Albo 5-procentowe cięcia obejmą tylko te projekty, których problem dotyczy, albo unijne wsparcie dla wszystkich zostanie zmniejszone o 2 proc. — mówi przedstawiciel jednego z województw, w którym są projekty obarczone błędem.

Budżet pomoże?

Tak czy inaczej za błędy państwa zapłacą beneficjenci. Chyba że ciężar weźmie na siebie budżet. W obronie beneficjentów stanęła minister rozwoju regionalnego i zwróciła się z takim pomysłem do Ministerstwa Finansów (MF). W piśmie, do którego dotarł "Puls Biznesu", czytamy, że "obciążenie beneficjentów dotacji kosztami błędów, za które nie są odpowiedzialni, jest niedopuszczalne". Według Elżbiety Bieńkowskiej nie jest zasadne, "aby w takich sytuacjach, w celu uniknięcia negatywnego wpływu na budżet państwa, skutkami pomniejszonej refundacji ze strony KE obciążyć beneficjenta, tj. wypłacić mu odpowiednio pomniejszone dofinansowanie". Minister ostrzega, że takie podejście poskutkuje "licznymi pozwami ze strony beneficjentów, które bez cienia wątpliwości wiązałyby się z koniecznością zapłaty należnego dofinansowania wraz ze stosownym odszkodowaniem". Doprowadzi też do problemów z terminową realizacją projektów, co przełoży się m.in. na tempo wydawania unijnej kasy. Do tej pory nie otrzymał odpowiedzi. Dlatego w piśmie sprzed kilku dni do jednego z województw pisze, że weryfikacja przetargów powinna być kontynuowana "bez względu na to, że nieprawidłowość była spowodowana niewdrożeniem zapisów dyrektyw do krajowego porządku prawnego".

Pachnie pozwem

Beneficjenci, których kontrola już objęła, myślą o wejściu na drogę sądową. Wśród nich jest warszawski ratusz.

— Kontrolerzy zakwestionowali poprawność dwóch naszych projektów, przez co ich dofinansowanie może zostać ścięte o kilkadziesiąt milionów zł. Gdyby do złamania prawa unijnego doszło z naszej winy, nie mielibyśmy pretensji. Ponieważ tak nie jest, po wyczerpaniu procedury administracyjnej zwrócimy się do sądu. Unijne orzecznictwo przemawia na naszą korzyść — twierdzi Michał Olszewski, dyrektor biura funduszy europejskich w warszawskim Urzędzie Miasta.

Niezadowolonych jest więcej. Niezgodności stwierdzono m.in. w Małopolsce, na Pomorzu i Dolnym Śląsku.

— Prowadzimy intensywną kontrolę projektów. W wielu znajdujemy te problemy —przyznaje Ireneusz Ratuszniak, dyrektor departamentu regionalnego programu operacyjnego w dolnośląskim Urzędzie Marszałkowskim.

Problem dotyczy na przykład jednej z wrocławskich uczelni wyższych, której grozi ścięcie dotacji o 2 mln zł. Kontrole jeszcze się nie skończyły, więc skala problemów nie jest znana.

okiem eksperta

Na końcu ucierpią firmy

Jędrzej Kondek, kancelaria Barylski, Olszewski, Brzozowski

Błąd państwa polskiego jest w tym przypadku ewidentny. Dlatego sfinansowanie korekt z budżetu byłoby rozsądnym rozwiązaniem. W przeciwnym razie koszty mogą być dużo większe. Jeśli beneficjent poniesie szkodę z powodu niewydania aktu prawnego (np. będzie musiał zwrócić dotację czy jej nie otrzyma), będzie mógł dochodzić odszkodowania od państwa przed polskim sądem i niemal na pewno je otrzyma. Wystarczy, że udowodni bezprawność działania państwa i wyrządzoną mu szkodę. W takim wypadku oprócz kosztów odszkodowań, państwo poniesie też koszty postępowań sądowych i koszt straconego czasu. Obcięcie dotacji może mieć zresztą dalsze konsekwencje, m.in. dla wykonawców, którzy wygrali przetargi i w związku z tym zrezygnowali z innych ofert. Problemy z zamówieniami publicznymi bardzo często uderzają w przedsiębiorców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Jabłońska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dotacje do zwrotu, bo rząd zaspał