Film Olivera Stone'a jest pełen ukrytych znaczeń. Reżyser stara się w
drugiej części legendarnego hitu „Wall Street” pokazać mechanizmy, jakie rządzą
współczesnym światem finansów, opisuje bohaterami, których pierwowzory znamy z
czolówek gazet.
Tygodnik „The Economist” wziął pod lupę główne postacie nowego filmu Stone’a i fikcyjne firmy, o których reżyser opowiada. Okazuje się, że fikcja jest wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości.
I tak przykład pierwszy z brzegu. W filmie pojawia się wierny odpowiednik Nouriela Roubiniego, ekonomisty, który słynie z tego, że przewidział kryzys finansowy z 2008 roku. Wszystkie cechy i dokonania dr Roubiniego przejmuje u Stone’a dr Hashimi.
W jeszcze zabawniejszy sposób zakamuflowano bank inwestycyjny Goldman Sachs. Jeśli usłyszycie w kinie nazwę Churchill Schwartz to… wiadomo o kogo chodzi.
W jednej ze scen w „Wall Street: Pieniądz nie śpi” Churchill Schwartz jest opisywany następującym zdaniem: „Pierwszą rzeczą, którą musisz wiedzieć o Churchill Schwartz jest to, że jest wszędzie”. Dokładnie takim samym zdaniem (oczywiście z nazwą Goldman Sachs) zaczyna się słynny artykuł o banku w magazynie „Rolling Stone”, który wywołał lawinę kontrowersji.
Smaczku wszystkim tego typu szczegółom w filmie dodaje fakt, że Oliver Stone jest od wielu lat znany z krytycznego nastawienia do współczesnego oblicza kapitalizmu i swoich lewicowych poglądów.
