Drenaż mózgów nam nie grozi

Kadry IT Dzięki pracy w międzynarodowych korporacjach polscy informatycy zdobywają wiedzę, która pozwoli im w przyszłości otwierać własne biznesy

Przez moment rozważał wyjazd za granicę. Szybko jednak odkrył, że praca w Polsce zapewni mu nie tylko godziwe zarobki, ale także uczestnictwo w zaawansowanych technologicznie inicjatywach o randze międzynarodowej. Dziś Radosław Gołąbek jest menedżerem rozwoju oprogramowania w SAP Labs Polska w Gliwicach, jednym z 19 rozsianych po świecie centrów SAP zajmujących się tworzeniem rozwiązań dla biznesu. Według danych z końca września, ośrodek na Górnym Śląsku zatrudnia 260 programistów, ale będzie zwiększał liczbę specjalistów w „tempie dwucyfrowym”.

Zobacz więcej

TERAZ POLSKA: W naszym kraju można znaleźć świetnych programistów, o czym świadczą sukcesy studentów naszych uczelni technicznych w międzynarodowych konkursach IT — mówi Michał Gembal, dyrektor marketingu spółki Arcus. Marek Wiśniewski

— Nasz zespół składa się zarówno z młodych informatyków, jak i z tych, którzy na nowych technologiach zjedli zęby. Ta mieszanka entuzjazmu i doświadczenia doskonale sprawdza się przy realizacji zadań dla naszej branży — opracowujemy software używany na całym świecie, a przez niezależnych analityków oceniani jesteśmy jako liderzy w tworzeniu oprogramowania e-commerce — mówi Radosław Gołąbek. Dlaczego międzynarodowi giganci IT chcą inwestować w Polsce? Decyduje o tym m.in. dostęp do najwyższej klasy fachowców.

Walka o koszulkę lidera

„Gdyby dziś odbyły się igrzyska w hakowaniu, to według naszych danych, Chiny zdobyłyby złoto, Rosja srebro, a Polska brąz” — wskazywała niedawno firma HackerRank, oferująca internetowe testy i inne wyzwania dla programistów, które pomagają szlifować umiejętności kodowania. W tym samym duchu wypowiada się Michał Gembal, dyrektor marketingu spółki Arcus, która specjalizuje się w cyfrowym obiegu informacji i jest przedstawicielem japońskiego producenta sprzętu drukującego Kyocera. Zdaniem menedżera, Polska może stać się ziemią obiecaną dla informatyków, a przez to wygrywać zacięty bój o technoinwestycje z pozostałymi krajami naszego regionu.

— Zachodnioeuropejscy, amerykańscy i azjatyccy potentaci teleinformatyki na swoich rynkach zderzają się z brakiem wykwalifikowanych kadr. Tymczasem u nas ciągle jeszcze mogą znaleźć świetnych fachmanów, ponieważ mamy efektywny system kształcenia umiejętności programistycznych, czego dowodzą wyniki międzynarodowych konkursów i olimpiad — tłumaczy Michał Gembal.

O wysokich kompetencjach polskich specjalistów mówi również Kinga Piecuch, prezes SAP Polska. Jej zdaniem, będą oni coraz częściej doceniani przez zagranicznych pracodawców, co zaowocuje wysypem jednostek informatycznych w naszym kraju. To zaś spowoduje przejęcie przez rodzimy biznes unikatowej zachodniej wiedzy (know-how), co nie pozostanie bez wpływu na naszą innowacyjność, poziom życia i PKB. Według niej wtedy polskie zakłady przestaną być wreszcie montowniami japońskich czy koreańskich telewizorów, staną się natomiast ośrodkami promieniującymi nowymi wizjami życia i biznesu spod znaku high-tech.

— Aby móc wykorzystać swoje umiejętności, absolwenci polskich szkół wyższych nie są już skazani na emigrację. Wspaniałe perspektywy otwierają przed nimi takie centra, jak SAP Labs w Gliwicach. Część tych ekspertów w przyszłości zbuduje silne polskie firmy. Tak w sektorze IT powstaje innowacyjny ekosystem pozytywnie wpływający na całą polską gospodarkę — argumentuje Kinga Piecuch.

Dobrosąsiedzka pomoc

SAP Labs Polska to symbol cyfrowego sukcesu. Jest jednak wiele innych biznesów IT, które choć nie trafiają na czołówki gazet, zmieniają oblicze krajowej branży informatycznej. Wiele z nich działa pod szyldem nearshore outsourcingu, czyli realizują zlecenia dla partnerów ze swojego regionu. Standardem jest powierzanie procesów, usług, a nawet produkcji podwykonawcom z Indii, Chin i innych krajów azjatyckich. Tyle że podmioty te nierzadko znajdują się na drugim krańcu globu lub reprezentują kulturę, która dla zleceniodawców jest daleka i obca. Przez to pojawiają się problemy z komunikacją, zarządzaniem i egzekwowaniem jakości. W tej sytuacji rozwiązaniem staje się nearshore, czyli z angielska bliski brzeg. Chodzi o współpracę z firmami z sąsiednich państw.

— Dla USA bliski brzeg to Meksyk, a dla starej Unii Europejskiej na przykład Polska. To ogromna szansa dla naszych przedsiębiorców, bo budżety zagranicznych firm na usługi IT znacznie przewyższają lokalne czy krajowe — wyjaśnia Jan Ekiel, szef łódzkiego software house LIKI Mobile Solutions, zespołu, który od kilku lat umacnia pozycję na rynku niemieckim i francuskim. Stawką jest zminimalizowanie ryzyka, które niesie za sobą współpraca międzynarodowych zespołów projektowych. A także optymalizacja kosztów — zagraniczne spółki nie powierzałyby polskim specom skomplikowanych technologicznie zadań, gdyby nie aspekty komunikacyjne oraz dobry stosunek jakości ich usług do ceny.

— Różne kultury organizacyjne, bariery językowe, inna mentalność, odmienne rozumienie potrzeb klientów i wymagań, jakie ma spełniać dany produkt IT — to może pokrzyżować najsensowniejsze plany biznesowe i technologiczne. Dlatego coraz więcej Francuzów, Niemców czy Austriaków woli robić interesy z Polakami niż z Hindusami — potwierdza Jan Ekiel.

Nearshoring pozwala na częstsze spotkania, co jest ważne szczególnie w początkowej fazie współpracy, na etapie wdrożenia i szkoleń. Menedżerowie i eksperci korzystają z systemów wideokonferencyjnych. To usprawnia dzielenie się informacjami i dokumentami, ale tylko do pewnego stopnia.

— Nic nie zastąpi kontaktu osobistego, regularnych interakcji. Przecież programowanie wykracza daleko poza szukanie najlepszych bibliotek i wdrażanie metod. Istotniejsze jest kompleksowe rozwiązywanie problemu. Wymaga to dostarczania klientowi wsparcia, także w dziedzinie konsultingu oraz badań i rozwoju — uświadamia Jan Ekiel.

Dzięki nearshore outsourcingowi rozwiązania IT nie trafiają w rynkową próżnię. — Połączenie globalnego know-how z dobrą znajomością lokalnego rynku daje pewność, że wprowadzane przez nas rozwiązania będą nie tylko nowoczesne i konkurencyjne, ale też odpowiedzą na potrzeby naszych klientów — podkreśla Krzysztof Zajda, dyrektor IT w spółce Maspex.

Transformacja cyfrowa znacząco wpływa na polski biznes. Postępująca digitalizacja, stymulowana m.in. przez klientów, którzy elektroniczne platformy transakcyjne uważają za standard, zmienia również działanie naszych przedsiębiorstw. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: krajowy rynek jest zbyt płytki, żeby firmy IT były w stanie się utrzymać, a tym bardziej rozwijać bez zagranicznych zamówień. Dlatego jak kania dżdżu potrzebują światowej klasy specjalistów.

Emigracja ich nie kręci

Pod koniec 2015 r. firma doradczo-rekrutacyjna Antal przeprowadziła badanie, które wykazało, że specjaliści i menedżerowie IT zarabiają na tyle dobrze i mają tak interesującą pracę, że nie chcą wyjeżdżać z kraju. Zagraniczną karierę robiło wówczas tylko 9 proc. przedstawicieli branży informatycznej. Co piąty uczestnik sondażu (21 proc.) w ogóle nie myślał o emigracji. Nie chcieli bowiem tracić kontraktu z bliskimi (61 proc.), a swoje perspektywy finansowe i zawodowe uznawali za atrakcyjne (30 proc.).

— Nasze stawki zbliżyły się ostatnio do zachodnich, a koszty życia są u nas o niebo niższe. Najważniejsze dla respondentów są relacje z rodziną i przyjaciółmi — mówił w październiku zeszłego roku Mikołaj Zbudniewek, konsultant Antal IT Services. Od tamtego czasu priorytety krajowych informatyków raczej się nie zmieniły. Drenaż mózgów nam nie grozi, co pozwala zaryzykować tezę, że będzie rosło znaczenie polskiego IT w Europie i na świecie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Drenaż mózgów nam nie grozi