Drogie pomysły minister pracy

Grzegorz Nawacki
29-02-2008, 07:17

System wypłat emerytur z OFE jest superkorzystny. Niestety, nie dla klientów, lecz zakładów emerytalnych.

Zaskoczenie numer jeden: niespełna dwa tygodnie temu resort pracy zaprezentował nową koncepcję wypłat emerytury z OFE. Tymczasem na przełomie roku eksperci, organizacje przedsiębiorców i związki zawodowe dostały do oceny inny projekt. Zaskoczenie numer dwa: znika emerytura małżeńska, o którą w poprzedniej kadencji trwał wielomiesięczny spór i którą w kampanii obiecywały PO i PSL. Zaskoczenie numer trzy: ministerialny projekt bardziej troszczy się o finanse zakładów emerytalnych niż finanse publiczne. Po śmierci emeryta niewykorzystany kapitał zgromadzony w OFE będzie zostawał w zakładzie emerytalnym. Utrzymaniem pozostałych przy życiu małżonków zajmie się budżet państwa, czyli podatnicy.

— Renta rodzinna wypłacana z Funduszy Ubezpieczeń Społecznych (FUS) oznacza zdjęcie ryzyka z zakładu emerytalnego i przejęcie go przez budżet. Kapitał gromadzony przez obywateli zostaje w zakładzie emerytalnym, a utrzymaniem wdów i wdowców zostaje obciążony budżet — mówi Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Sam zapłacisz

Temat wypłat emerytur z OFE był jednym z najgorętszych w ubiegłym roku. Najbardziej drażliwym punktem była kwestia, co stanie się z pieniędzmi w OFE po śmierci emeryta. Pierwsza propozycja przygotowana przez branżę ubezpieczeniową i PKPP Lewiatan zakładała, że emeryt nie będzie mógł decydować, w jaki sposób wykorzysta pieniądze, a dziedziczenie kapitału po śmierci jest niemożliwe. Po tekstach „PB” przetoczyła się burza. Okazało się, że spora część klientów OFE była przekonana, że będą mieli prawo decydować o formie, w jakiej otrzymają emeryturę. Po konsultacjach poprzedni rząd oparł się lobbingowi branży ubezpieczeniowej i przygotował projekt umożliwiający wybór. Przechodzący na emeryturę decydował, czy zależy mu na jak najwyższym świadczeniu, wówczas wybrałby indywidualną, czy na zabezpieczeniu rodziny po śmierci — wówczas wybrałby z okresem gwarantowanym lub małżeńską, które byłyby odpowiednio niższe od indywidualnej.

— Koncepcja zakładała, że część odpowiedzialności za system emerytalny zostaje niejako przerzucona z państwa na obywateli. Mogą wybrać, co im najbardziej odpowiada, ale ponoszą tego konsekwencje — mówi Paweł Wypych, były prezes ZUS i szef zespołu, który przygotował poprzedni projekt.

Jednym z kluczowych argumentów za wprowadzeniem emerytury małżeńskiej była potrzeba zabezpieczenia bytu małżonka po śmierci drugiego, gdyby żyjący dłużej zarabiał mniej lub nie pracował. Zamiast zostać z głodową emeryturą, dostawał świadczenie z kapitału pozostawionego przez małżonka. Niektórym ubezpieczycielom było to nie w smak. Kapitał, który trafiłby do nich z OFE, byłby bowiem w większym stopniu wykorzystany przez klientów, a oni ponosiliby większe ryzyko.

Budżet zapłaci

Nowy projekt przygotowany przez Agnieszkę Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy, wyboru nie daje. Będzie tylko emerytura indywidualna, co oznacza, że po śmierci reszta kapitału pozostaje w zakładzie. Żyjący małżonkowie, którzy zostaną z niskimi dochodami, będą dostawać rentę rodzinną.

— Renty rodzinne finansowane są z wyodrębnionych w ramach Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ubezpieczeń rentowych, finansowanych ze składek wszystkich ubezpieczonych — informuje Agnieszka Chłoń-Domińczak.

Problem w tym, że składki pokrywają wydatki z FUS tylko w niewielkim stopniu (patrz tekst obok).

— W obecnym projekcie odchodzi się od indywidualnej odpowiedzialności obywateli, bo o zabezpieczenie zadba FUS. Problem w tym, że FUS ma deficyt, co oznacza, że jest dotowany przez budżet państwa, a więc na zabezpieczenie bytu wdów i wdowców zrzucą się wszyscy podatnicy — mówi Paweł Wypych.

Wolę męża niż pracę

Konsekwencje budżetowe to niejedyny minus rozdawania prawa do renty. Rząd dużo mówi o aktywizacji osób po pięćdziesiątce. Resort pracy przygotował nawet program o dumnej nazwie „Solidarność pokoleń — 50+”. Renta może działać odwrotnie.

— Umożliwienie pobierania renty wysokości 85 proc. emerytury zmarłego małżonka skłoni raczej do szukania bogatego męża niż pracy — uważa Agnieszka Durlik-Khouri.

— Prawo do renty rodzinnej ma dziś wdowa lub wdowiec, którzy ukończyli 50. rok życia. Projekt nie podnosi granicy wieku. Jednocześnie słychać o chęci aktywizacji w tej grupie zawodowej — mówi Paweł Wypych.

Projekt ministerstwa pracy zdejmuje więc z zakładu emerytalnego ryzyko związane z wykorzystaniem kapitału przez małżonka. Ale nie tylko. Również ryzyko bankructwa, bo wszystkie zakłady mają tworzyć rezerwę na wypadek upadku jednego z nich.

— Projekt zabezpiecza zakłady emerytalne na wszelkie możliwe wypadki. Nic, tylko zgromadzić 50 mln zł i zaczynać biznes — podsumowuje Agnieszka Durlik-Khouri.

Grzegorz Nawacki, g.nawacki@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Drogie pomysły minister pracy