W rezultacie rentowności obligacji są historycznie niskie. Czy oznacza to, że na rynku polskich obligacji skarbowych jest już drogo i czas najwyższy zastanowić się nad wyjściem z inwestycji, a więc realizacją zysków? Uważam, że nie — a przynajmniej jeszcze nie w ciągu kilku najbliższych kwartałów.

Na tle większości rozwiniętych gospodarek wskaźniki makroekonomiczne dla Polski są nadal dobre, a stosunkowo wysokie stopy procentowe uprawdopodabniają ich obniżki w przyszłości. Zagraniczny kapitał inwestycyjny, szukając dodatnich, realnych stóp zwrotu, interesuje się więc naszym długiem. To, że polskie obligacje są dla nas relatywnie drogie, nie oznacza wcale, że są drogie i dla inwestorów z zagranicy. Co więcej, nasz dług jest dla nich nadal atrakcyjny, bo porównują nas z pozostałymi krajami ze swojego spektrum inwestycyjnego, w których wskaźniki gospodarcze są o wiele gorsze lub rentowności tamtejszych obligacji znacznie niższe. Zwiększony napływ kapitału do Polski niesie ze sobą co prawda ryzyko inwestycyjne i groźbę znaczącej przeceny polskich obligacji w przypadku wycofania się „zagranicy” z naszego kraju, jednak taka perspektywa wydaje się na razie dość odległa.
Zbliżający się klif fiskalny w USA (m.in. cofnięcie ulg podatkowych i konieczność ograniczenia deficytu budżetowego) czy nierozwiązane problemy strefy euro to nadal czynniki ryzyka. Niepewność na rynku wymusza więc zmianę podejścia do inwestycji: priorytetem jest ochrona kapitału. Jeśli oprócz bezpieczeństwa zainwestowanych pieniędzy mamy jeszcze szansę dodatkowo zarobić (jak dzieje się w przypadku polskich obligacji skarbowych), to po prostu nie ma zbyt wielu równie ciekawych możliwości inwestycyjnych. Dlatego też polskie obligacje nadal powinny być łakomym kąskiem dla inwestorów.
PIOTR KRAWCZYŃSKI
PZU Inwestycje