Druga kadencja to dla PiS za mało

opublikowano: 13-10-2019, 22:00

Autor komentarza do gazety papierowej, zamykanej przed ogłoszeniem w niedzielę o godz. 21 exit polls, znajdował się w sytuacji wielce niekomfortowej.

Czytelnicy są od niego niezrównanie mądrzejsi o wiedzę z powyborczej nocy. Dlatego polecam aktualizowaną zakładkę www.pb.pl/temat/wybory-parlamentarne/. Generalny rezultat elekcji był jednak oczywistością. Mimo formalnej ciszy społeczna atmosfera nie pozostawiała wątpliwości — drugi raz w dziejach III Rzeczypospolitej partia rządząca uzyskała w urnach upoważnienie od większości aktywnego elektoratu do przedłużenia władzy na kolejną kadencję. A zatem po ośmiolatce 2007-15 koalicji Platformy Obywatelskiej z Polskim Stronnictwem Ludowym nadeszła ośmiolatka 2015-23 Prawa i Sprawiedliwości. Celowo pomijam przystawki, czyli Solidarną Polskę i Porozumienie, które się przyczepiły i mówią „płyniemy”, co okrętowi PiS daje korzyść z nierozbijania prawicowych głosów. Przy czym ośmiolatka to horyzont zdecydowanie za krótki, prezes Jarosław Kaczyński sformułował doktrynę nawiązująca do archiwalnej tezy towarzysza Władysława Gomułki „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”.

Niedzielne głosowanie tak naprawdę było nie wyborami, lecz plebiscytem. PiS skonsumowało rozkręcenie najbardziej rozbudowanych i najbardziej kosztownych programów społecznych nie tylko w 30-letnich dziejach III RP, lecz także czterech dekadach tzw. realnego socjalizmu PRL. Opoką demokratycznych wyborów powszechnych — a niedzielne oczywiście takie były, przy dobrej frekwencji — jest przecież prozaiczna prawda, że identyczną wagę ma krzyżyk stawiany na karcie przez osobę wykonującą pracę nie wymagającą żadnych kwalifikacji oraz przez innowacyjnego przedsiębiorcę, dającego zatrudnienie tysiącowi specjalistów. Zadowolenie roszczeniowych wyborców owej pierwszej kategorii okazuje się zdecydowanie łatwiejsze, chociaż niezrównanie więcej kosztuje. Ta równie prosta, co efektywna strategia została umocniona zmasowanym uderzeniem propagandowym dotowanych miliardami z budżetu tzw. mediów narodowych, czyli przede wszystkim Telewizji Polskiej. Tak szokująca jednostronność partyjna nadawcy teoretycznie publicznego przed wyborami zdarzyła mu się ostatni raz przed… 4 czerwca 1989 r. Różnica polega na tym, że trzy dekady temu propaganda PZPR była materialnie całkiem pusta, natomiast obecnie w wykonaniu PiS dobrze skorelowana z najróżniejszymi wypłatami pieniędzy.

Państwowa Komisja Wyborcza wynikową kropkę nad „i” dostawi zapewne we wtorek. Akurat tegoż dnia odbędzie się pożegnalne posiedzenie starego Sejmu. To absurd legislacyjny i proceduralne kuriozum, które w III RP było dotychczas niewyobrażalne. Potwierdza, że filozofią rządów PiS jest odrzucanie wszelkich zasad, uważanych za krępujące więzy. Jeśli ktoś jeszcze nie zdążył się przyzwyczaić do kanonów tzw. dobrej zmiany, to po 13 października otrzyma możliwość, by ten brak nadrobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu