Druga strona prezesa

Emil Górecki
07-11-2007, 08:43

Michał Nastula, prezes Eureko Polska, wrócił do  miłości z młodzieńczych lat. I dobrze mu z nią.

W rodzinnym domu Michała Nastuli w Otwocku zawsze stało pianino. W podstawówce rodzice posłali go do ogniska muzycznego. Nauczył się czytać nuty i uderzać palcami w klawiaturę fortepianu. Wkrótce czarno-białe klawisze zamienił na srebrny saksofon, instrument mniej poważny, ale modniejszy. Poszedł do szkoły muzycznej. W liceum założył zespół. Ćwiczyli co sobotę w domu kultury.

— Nazwaliśmy się Sos Fosgen. Nie wiem, skąd nazwa, ani co oznacza — śmieje się Michał Nastula.


Pierwsza kaseta
Grywali w domu kultury i w muszli koncertowej otwockiego parku. Zagrali też na Zlocie Cyników, przeglądzie zespołów alternatywnych w Gdyni. Zaraz po maturze w 1985 r. postanowili spróbować sił w Jarocinie. Wysłali taśmy i zgłoszenie. Na miejscu okazało się, że są dodatkowe eliminacje. Zakwalifikowali się na występ na mniej prestiżowej, małej scenie.

— Wściekliśmy się. Zrobiliśmy awanturę, ale niczego nie wskóraliśmy. Musieliśmy wystąpić na małej scenie i wśród zespołów punkrockowych, mimo że uważaliśmy się za zespół nowej fali — wspomina Michał Nastula.

Po koncercie zgłosiło się do nich kilku fanów. Jeden poprosił o nagrania. Odpisali, żeby przysłał im czystą kasetę. Wkrótce listonosz przyniósł przesyłkę. Zrobili wtedy pierwsze nagranie.

Po wakacjach rozeszli się po warszawskich uczelniach. Zespół przestał grywać. Michał Nastula, saksofonista, zaczął studiować anglistykę, basista — medycynę, gitarzysta — polonistykę, perkusista — prawo, a klawiszowiec podjął studia na Akademii Teologii Katolickiej. Zespół pojawił się w Jarocinie jeszcze raz w 1987 r. W nieco innym składzie i bez Nastuli. Później się rozpadł.

Michał Nastula zajął się studiami i szkołą muzyczną. Przestał grać z Sos Fosgen, zaczął ze szkolną orkiestrą. Raz nawet wystąpił jako solista w „Koncercie na saksofon altowy i orkiestrę smyczkową” Aleksandra Głazunowa. Koncertowali w RFN. Potem zaczął pracować w Filharmonii Narodowej jako sekretarz konkursu kompozytorskiego imienia Witolda Lutosławskiego.

Koniec studiów zbiegł się z upadkiem komunizmu. Nastula zainteresował się giełdą, zdobył uprawnienia maklerskie i zaczął pracować w Komisji Papierów Wartościowych. Na krótko związał się z innym zespołem grającym jazz, ale wtedy już brakowało czasu: podyplomowe studia na SGH, studia MBA w Paryżu, gdzie pracował, rodzina, awanse w Eureko. Saksofon leżał w futerale, właściciel czasem grywał na pianinie.


W wolnym tempie
Sylwester 2005. Noworoczne postanowienie Michała Nastuli, wówczas członka zarządu Eureko, wiceprezesa TFI PZU i PZU Asset Management: reaktywować Sos Fosgen, przed końcem roku znów zagrać. Zaprosił starych znajomych. Przynieśli nagrania, zdjęcia. Nie dotarł jedynie perkusista. Reszcie pomysł się spodobał. Zaczęli ćwiczyć. Perkusję zastąpił komputer. Stare teksty nasuwały refleksje, jak bardzo im — dwudziestolatkom — brakowało nadziei.

— Zastanawialiśmy się, czy uaktualniać nasze stare teksty, bo nie napawały one optymizmem, ale w końcu zrezygnowaliśmy. Na przykład: „Nasze życie będzie trudne, ty to wiesz, nie możemy tego zmienić, dlaczego tak jest?” — przypomina słowa jednej z piosenek prezes Eureko.

Czterdziestoletni muzycy przearanżowali kilka utworów i zwolnili tempo muzyki, bo nie potrafią grać tak szybko, jak 20 lat temu. Nastula nawet przyznaje, że grali wtedy za szybko. Ćwiczyli co tydzień w garażu, przed koncertem kilka razy zagrali w wynajętej sali.

— Na próbę generalną nie dotarłem. Walne zgromadzenie PZU zakończyło się o trzeciej w nocy, choć zaplanowane było do wieczora — wspomina Nastula.

Jako prezes Eureko zagrał tylko raz. Fundacja Polsatu uruchomiła niedawno program „Rodzina — dom budowany miłością”, w który Eureko się włączyło. Na zorganizowany w ramach tego przedsięwzięcia piknik rodzinny zaproszono Edytę Górniak, Zakopowera, Blog 27, De Mono i Piaska. W jednym z utworów tego ostatniego na saksofonie zagrał prezes Eureko.

Na początku grudnia 2006 r. po jedenastu miesiącach ćwiczeń Sos Fosgen zagrał w otwockim klubie Smok. W niewielkiej sali tłum: znajomi, kumple z ogólniaka, przyjaciele, współpracownicy, żony i dzieci, a nawet rodzice. Prawie jak przed laty. Wkrótce ukazał się pamiątkowy album z koncertu. Postanowili więc spotykać się i grać dalej. We trzech, gitarzysta odpadł.

Chłopaki z Sos Fosgen starają się spotykać raz w tygodniu. Bywa trudno, bo basista ma dyżur w szpitalu, klawiszowcowi wypada próba chóru, który prowadzi na co dzień, a prezesowi Eureko też często przeszkadzają inne obowiązki.

— Poza naszymi próbami prawie w ogóle nie gram. Muszę się przyłożyć, bo w grudniu kolejny koncert — zapowiada saksofonista Michał Nastula.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Druga strona prezesa