Merlin to jeden z najstarszych sklepów internetowych w Polsce. Sława nie pomogła staruszkowi, który otarł się o upadłość przygnieciony bagażem kilkudziesięciu milionów złotych wierzytelności. Stary czarodziej ma jednak dużo szczęścia i może szybko wrócić do dawnej świetności dzięki sprytnemu zabiegowi menedżerów z tajemniczego Topmall. Wydzierżawili prawa do marki, postawili w ciągu trzech miesięcy nowe zaplecze technologiczne i uruchomili sklep. Rozpoczynają kampanię marketingową.

— W 2018 r. chcemy wrócić do wolumenu sprzedaży, który generował Merlin w czasach świetności — mówimy o kwocie 100 mln zł przychodów. Chcemy osiągnąć break-even na poziomie miesięcznego EBITDA jeszcze w tym roku — mówi Łukasz Szczepański, szef Topmallu.
Bony dla zawiedzionych
Merlin był w tak słabej kondycji, że przestał realizować zamówienia w kluczowym dla sklepów internetowych okresie bożonarodzeniowym. Część klientów nie dostała zamówionych towarów, a spółka złożyła wniosek o upadłość. Wydawało się, że to koniec. Tymczasem Topmall w ciągu trzech miesięcy postawił sklep od nowa, korzystając z własnego silnika i oprogramowania, a firma Raben zbudowała dla niego magazyn. Można już składać zamówienia, a klienci, którzy nie otrzymali zamówionych towarów pod koniec roku, dostają bony z premią mającą zrekompensować im szkody. Merlin ma na razie ograniczony asortyment i koncentruje się na kilku podstawowych kategoriach sprzedażowych, ale to ma się zmienić.
— Chcieliśmy jak najszybciej uruchomić sklep, by klienci mogli składać zamówienia. Będziemy zwiększać liczbę towarów w kluczowych dla nas kategoriach (książki, muzyka, film i zabawki) oraz zbudujemy nowe — artykuły papiernicze, perfumy, kosmetyki i towary dla domu. Chcemy być sklepem pierwszego wyboru w zakresie produktów kojarzonych ze spędzaniem wolnego czasu — mówi Łukasz Szczepański.
Topmall koncentrował się do tej pory na ukraińskim e-commerce, rozwój Merlina może mu pomóc zrealizować plany rozwoju na rynkach międzynarodowych. — Naszym celem jest zbudowanie grupy marek prowadzących sprzedaż na kilku rynkach opartej na platformie informatyczno- -logistycznej — mówi Łukasz Szczepański.
Szansa na spłatę długów
Rozwój Merlina to szansa dla wierzycieli należącej do grupy Czerwona Torebka spółki, która została z całym niechcianym bagażem aktywów i kilkudziesięciu milionów złotych długów. W tym tygodniu sąd powinien orzec, czy firma, która zmieniła nazwę na Magus, wejdzie w upadłość układową czy upadłościową.
Racjonalny wydaje się układ, bo Magus ma stałe źródło dochodów — Topmall płaci mu prowizję w postaci 5 proc. od wartości obrotów dzierżawionej marki. Najwięksi wierzyciele, wśród których są Burda Publishing czy Herlitz, to również obecni kontrahenci Merlina, więc efektywna współpraca jest korzystna dla każdej ze stron. Magus ma też sporo nieruchomości, które będzie wyprzedawał, by zaspokoić wierzycieli. Najbardziej na upadłości straciło ponad 100 pracowników spółki, którzy otrzymali wypowiedzenia — Topmall zaproponował pracę zaledwie kilku spośród nich.
— Działamy trzytorowo — zmniejszamy koszty w każdym możliwym zakresie, wyprzedajemy majątek, by zaspokoić wierzycieli, oraz wspomagamy Topmall w rozwijaniu marki. Ruch wraca na stronę bardzo szybko, więc plany rozwoju Merlina są realne, biorąc pod uwagę szybkie tempo rozwoju rynku e-commerce w Polsce — mówi Tomasz Kowalski, prezes Magusa. © Ⓟ