Coraz więcej firm potrzebuje wykwalifikowanych drukarzy. Największy problem jest w województwach wielkopolskim i opolskim. Zatrudnienie niemal pewne, ale chętnych do kształcenia się w tym kierunku brakuje. Młodzi wolą być grafikami lub informatykami. Przedstawiciele firm z województwa opolskiego zrzeszeni w Klubie 150 postanowili to zmienić.
Spotkali się z Rafałem Dziubaniowskim, dyrektorem Wojewódzkiego Zakładu Doskonalenia Zawodowego (WZDZ), by podjąć konkretne kroki. Chodzi m.in. o utworzenie klas o profilu drukarskim, kursy dla dorosłych, akcje promocyjne w gimnazjach.
— Proszę znaleźć w internecie osobę, która szuka pracy jako drukarz. Nie ma takich ofert. Ci, którzy są zatrudnieni w drukarniach, muszą pracować ponad siły. Nie ma zawodowego szkolnictwa. Musimy kształcić ludzi we własnym zakresie. Brakuje promocji tego zawodu — mówi Jarosław Najczuk z drukarni Camell w Brzegu.
— Nie wystarczy tylko stworzenie klasy w szkole, w kształcenie muszą się zaangażować również firmy. Postanowiliśmy więc skojarzyć konkretne firmy ze szkołami, które mogą ich wykształcić. Chcemy współpracować z WZDZ, który ma i doświadczenie, i maszyny — tłumaczy Sławomir Janecki, koordynator Klubu 150. Zachętą dla adeptów sztuki drukarskiej mają być niemal pewne zatrudnienie i zarobki.
— Klasy o profilu drukarskim działają od 30 lat. Nie ma jednaknaboru. Może 10 osób do tej pory ukończyło edukację w tym kierunku. To zdecydowanie za mało. 60 firm potrzebuje ludzi do obsługi maszyn drukarskich, zapewniają niemal pewne zatrudnienie i zarobki co najmniej 2500 zł. Lepiej wykwalifikowany drukarz może zarobić nawet do 4000 zł. Takie kwoty, jak na województwo opolskie, wcale nie są małe — twierdzi Rafał Dziubaniowski.
Podobnie jest w Wielkopolsce. Tomasz Biernat z drukarni Kropka we Wrześni podkreśla, że zawód drukarza jest postrzegany jako brudny i mało przyszłościowy.
Tymczasem pracę można znaleźć łatwo. Drukarzy jest mało, a najlepsi są podkupywani przez konkurencję — pracują za granicą na takich samych maszynach, ale za większe pieniądze.
— Warunki pracy za granicą mają jednak gorsze — zazwyczaj nie znają języka i pracują po kilkanaście godzin dziennie — twierdzi Tomasz Biernat. Czy szkolenia i akcje promocyjne przyniosą wyniki? Nie wiadomo. Ale pewne jest to, że drukarzy brakuje, a zarobki nie są najgorsze.