Duet lekarzy jest czysty jak łza

Dawid Tokarz
24-07-2008, 00:00

Nie było afer w Totalizatorze, PZU i PZU Życie. Taka jest konkluzja prokuratury po cichu umarzającej kolejne wątki wielkich śledztw.

Prokuratura wywiesza białą flagę w sprawie Władysława Jamrożego i GrzegorzaWieczerzaka

Nie było afer w Totalizatorze, PZU i PZU Życie. Taka jest konkluzja prokuratury po cichu umarzającej kolejne wątki wielkich śledztw.

Siedem lat temu były porównania z aferami FOZZ i Art-B. Dziś prokuratura w ciszy przełyka kolejne porażki w walce, jaką wydała nieprawidłowościom w PZU, PZU Życie i Totalizatorze Sportowym (TS) za kadencji duetu Grzegorz Wieczerzak — Władysław Jamroży. Udało nam się dotrzeć do świeżej decyzji Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prowadzącej śledztwo w sprawie Totalizatora. Okazuje się, że prokuratorzy ostatecznie wywiesili białą flagę, umarzając wszystkie najważniejsze wątki tego postępowania. Powód? Brak znamion czynu zabronionego. Inaczej: przestępstwa.

Straty bez winnych

Przez lata prokuratura utrzymywała, że byli prezesi hazardowej spółki (co rok wpłaca do budżetu ponad 1 mld zł) mieli narazić ją na ponad 50 mln zł strat. Dziś zdaniem prokuratury są niewinni. Nie tylko szefowie: związany z prawicą Władysław Jamroży i kojarzony z lewicą Sławomir Sykucki, ale też inni byli członkowie zarządów TS: Henryk Miś i Zbigniew Wujec oraz Marek Gil, były prezes spółki Code, znany z robienia dziwnych interesów nie tylko z TS, ale rówież z PŻU Życie Grzegorza Wieczerzaka.

Właśnie zakup obligacji Code w 2000 r. prawie za 50 mln zł był głównym zarzutem przeciw Jamrożemu. Śledczy przekonywali, że transakcja była nieuzasadniona ekonomicznie i źle zabezpieczona na nieruchomościach krakowskiej spółki. Rozpatrujący sprawę sąd zażyczył sobie w 2006 r., by tę tezę potwierdził biegły. Z uzasadnienia do umorzenia śledztwa, do którego dotarliśmy, wynika, że w obu kwestiach wydał on opinię niekorzystną dla Jamrożego. Przeciw niemu świadczyło też to, że z wyłożonych prawie 50 mln zł TS po latach odzyskał ledwie 37,7 mln zł, gdy już w momencie upadłości Code jej dług w stosunku do hazardowego giganta przekraczał (z odsetkami) 80 mln zł.

Nie taki biegły biegły

Skąd więc decyzja prokuratury o umorzeniu? Prowadzący śledztwo Tomasz Jasiński tłumaczy, że decydując się na zakup obligacji, Władysław Jamroży miał zewnętrzne i wewnętrzne opinie rekomendujące taki krok. W przypadku innego wątku (straty na handlu wierzytelnościami PKP) śledczy dał z kolei wiarę wyjaśnieniom i obliczeniom Władysława Jamrożego i Sławomira Sykuckiego, a nie biegłemu.

Z naszych informacji wynika, że na decyzję o umorzeniu bezpośredni wpływ miały trwające kilka miesięcy przesłuchania biegłego, w których uczestniczyli podejrzani ze swymi obrońcami.

— Biegły nie wypadł zbyt dobrze, a po tym, co się stało w przypadku Grzegorza Wieczerzaka, prokuratura bała się kolejnej kompromitującej wpadki przed sądem — wyjaśnia nasz informator.

Przypomnijmy. Główny akt oskarżenia w sprawie Wieczerzaka (zarzuty: wyrządzenie PZU Życie ponad 170 mln zł strat) upadł w kwietniu 2004 r., po roku od startu jego procesu. Powód? Właśnie nieprawidłowości w pracy powołanych przez prokuraturę biegłych i szkolne błędy popełnione na początku śledztwa. Choć prokuratorzy zapowiadali poprawienie aktu oskarżenia, do dziś tego nie zrobili. Zresztą nie tylko tego.

Wielkie nic

Siedem lat po aresztowaniu byłego szefa PZU Życie kolejne śledztwa prokuratury są umarzane, a te które są jeszcze w toku — stoją w miejscu, pewnie czekając na umorzenie. Nic nie zmieniło spektakularne zatrzymanie Wieczerzaka w styczniu 2008 r. Choć prokuratura zarzuciła mu wtedy, że zlecił zakup i podrzucenie narkotyków do samochodu osoby, którą chciał zdyskredytować (chodziło o walkę o odzyskanie wpływu na spółki znane z afery PZU Życie), to sąd nie uznał, że to wystarczy, by były szef PZU Życie znów trafił do aresztu.

Ta decyzja tylko przybliżyła nas do finału, czyli wielkiego nic. Wszystko wskazuje na to, że sprawa wielomilionowych strat w PZU, PZU Życie i TS, określana największą aferą III RP, skończy się największą kompromitacją organów ścigania.

Trzęśli rynkami i polityką…

Władysław Jamroży w PZU

W grudniu 1997 r., za rządów koalicji AWS i UW, Jamroży został prezesem PZU. To wtedy, krok po kroku, osiągał szczyt swoich wpływów zarówno na rynku kapitałowym (choćby dzięki wsparciu Deutsche Banku przy próbie przejęcia BIG Banku Gdańskiego), jak i w świecie polityki. Wszystko skończyło się na początku 2000 r., kiedy został odwołany.

Władysław Jamroży w TS

Spadł z wysokiego konia, ale na cztery łapy.

Dzięki znajomościom z prominentnymi politykami rządzącej prawicy dostaje fotel prezesa Totalizatora Sportowego (TS). Znów rozgrzewa medialne emocje, tym razem megaprzetargiem na obsługę lottomatów. Kontrowersje go dotyczące są tak duże, że w marcu 2001 r. musi odejść z Totalizatora.

Grzegorz Wieczerzak w PZU Życie

Jeszcze później, bo dopiero w połowie 2001 r. udało się odwołać Wieczerzaka ze stanowiska szefa PZU Życie. Objął je w kwietniu 1998 r., i od razu wspierał Jamrożego w biznesowych i politycznych potyczkach. Jednocześnie budował własną sieć powiązań i zależności. Na tyle skutecznie, że kolejni ministrowie skarbu mieli duży problem z jego odwołaniem.

…by bardzo boleśnie upaść…

W maju 2002 r.

Jamroży został aresztowany w związku ze śledztwem dotyczącym narażenia PZU na ponad 10 mln zł strat (chodzi o kupowanie nieruchomości po rzekomo zawyżonych cenach). Rok później akt oskarżenia przeciw niemu trafił do sądu, w kwietniu 2004 r. ruszył proces. Na ławę oskarżonych dowożono go z aresztu.

Dowożony był też do prokuratury, która w lutym 2003 r. zarzuciła mu wyrządzenie wielkich szkód w TS. Główny zarzut to zakup niewłaściwie zabezpieczonych obligacji (wartych 60 mln zł) krakowskiej spółki Code, znanej wcześniej z afery w PZU Życie (Grzegorza Wieczerzaka prokuratura oskarżyła o nieuzasadnione pożyczenie jej 15 mln USD).

Zarzut w sprawie Code był jednym z wielu, jakimi objęto Wieczerzaka. Prokuratorzy zapewniali, że winny jest przekrętów na skalę większą niż afera FOZZ. Ich słowa uwiarygodniło umieszczenie Wieczerzaka w areszcie (w lipcu 2001 r.) i późniejszy (z września 2002 r.) akt oskarżenia, zarzucający mu wyrządzenie ponad 170 mln zł strat.

…wstać, otrzepać się i wrócić do biznesu

Tuż po starcie procesu, w sierpniu 2004 r., Jamroży wyszedł z aresztu, wpłacając 1 mln zł kaucji. Choć media donosiły o tajnych kontach w rajach podatkowych, na jakie miał przelewać nielegalne prowizje z czasów pracy w PZU, zarówno proces,

jak i pozostałe śledztwa stały w miejscu przez lata. W tym czasie Jamroży próbował wracać do biznesu, inwestując w niewielkie spółki.

W pierwsze projekty wszedł jeszcze przed styczniem 2006 r., kiedy — tuż po starcie procesu w sprawie nieprawidłowości w TS — sąd zwrócił główny akt oskarżenia przeciwko Jamrożemu prokuraturze. Ta pracowała nad sprawą kolejne 2,5 roku, by — mimo niekorzystnych dla Jamrożego opinii biegłych — ostatecznie umorzyć wszystkie

wątki.

Nieprofesjonalne opinie biegłych i błędy popełnione na początku śledztwa doprowadził do porażki prokuratury także w sprawie Wieczerzaka. W kwietniu 2004 r. wyszedł on z aresztu (kaucja: 2 mln zł), a miesiąc później sąd zwrócił akta śledztwa prokuraturze do poprawki. Do dziś, choć minęły cztery lata, nie trafiły one z powrotem do sądu, a kolejne zarzuty w stosunku do byłego szefa PZU Życie są umarzane.

Z aresztu

do interesów

„Lekarze bez granic” wrócili do biznesu. Władysław Jamroży wybrał jednak inną ścieżkę inwestycyjną niż Grzegorz Wieczerzak.

O tym, że drogi Władysława Jamrożego i Grzegorza Wieczerzaka — kiedyś działających jak tandem — się rozeszły, świadczyła już słynna konfrontacja przed komisją śledczą ds. PZU. Rozstanie potwierdza też strategia biznesowa, jaką obrali po wyjściu z aresztu.

Sukcesy i porażki

Jak ujawniliśmy dwa tygodnie temu, Władysław Jamroży m.in. wrócił do ubezpieczeń, inwestując (według naszych informacji 105 tys. zł) w portal Ipolisa.pl, na którym można porównać oferty towarzystw ubezpieczeniowych. Chce powtórzyć sukces Ceneo, porównującego ceny produktów z wielu sklepów. W połowie 2005 r. na 37 proc. akcji tego portalu były szef PZU i Totalizatora wyłożył 185 tys. zł. Ten sam pakiet w grudniu 2006 r. sprzedał już za ponad 2 mln zł.

Ipolisa.pl to niejedyne przedsięwzięcie ubezpieczeniowe, w które Jamroży się zaangażował w ostatnim czasie. Prawie od roku ma 25 proc. udziałów we wrocławskim multiagencie ubezpieczeniowym Poli-Net. Od lutego 2007 r. w stolicy Dolnego Śląska działa też Pernet, spółka zajmująca się nieruchomościami i doradztwem inwestycyjnym. Jej właścicielem jest żona byłego prezesa PZU, on pełni funkcję prezesa. Szefuje też założonej w kwietniu 2006 r. spółce budowlanej Net-Bud z Kłodzka. Udziałami w niej podzielił się po połowie ze Zbigniewem Chwalikiem, z którym wcześniej dzielił sukces Ceneo. Obu panom nie udał się biznes w stolicy. Założona w sierpniu 2007 r. spółka Eksperci24, prowadząca infolinię umożliwiającą płatny kontakt z ekspertami z różnych dziedzin, już po kilku miesiącach nadawała się do likwidacji. Ostatecznie jednak Jamroży i Chwalik oddali udziały innym inwestorom, którzy podwyższyli kapitał spółki, dając jej kolejną szansę.

Na znanym gruncie

O ile Jamroży próbuje wrócić do biznesu, zakładając nowe spółki, o tyle Grzegorz Wieczerzak, nie zważając na wciąż prowadzone przeciw niemu śledztwa, przejmuje władzę w firmach zamieszanych w aferę PZU Życie. Jak ujawniliśmy w „PB” w sierpniu 2007 r., on albo jego byli bliscy współpracownicy opanowali Private Equity Poland, Abaco i CL Park — trzy spółki, w których zbiega się wiele wątków „sprawy Wieczerzaka”.

To jednak tylko część jego biznesowej aktywności. Od wyjścia z aresztu do swego stanu posiadania (dwie stadniny koni) nie tylko dołożył udziały w jeszcze jednej firmie, lecz także założył trzy inne. Został prezesem w dwóch kolejnych, w trzech innych — prokurentem.

Dawid

Tokarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Duet lekarzy jest czysty jak łza