Duży biznes głodny euro

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 19-05-2010, 00:00

Determinacja dużych przedsiębiorstw w integracji walutowej jest zaskakująca. Dla euro zniosą wiele.

Pięciu na sześciu prezesów dla unijnej waluty zgodziłoby się na powrót kryzysu

Determinacja dużych przedsiębiorstw w integracji walutowej jest zaskakująca. Dla euro zniosą wiele.

Choć strefa euro przeżywa największe problemy w swojej historii, prezesi największych polskich firm nadal uważają unijną walutę za cel strategiczny. Powinniśmy wejść do Eurolandu najszybciej jak to możliwe — takiego zdania jest pięciu na sześciu menedżerów zrzeszonych w Polskiej Radzie Biznesu (PRB).

— Dla ludzi biznesu kwestia euro cały czas jest na agendzie. Ani kryzys gospodarczy w Europie, ani ostatnie zawirowania związane z finansami publicznymi tego nie zmieniają — twierdzi Janusz Jankowiak, główny ekonomista PRB.

Mimo wszystko

Prezesi i właściciele dużych firm są bardzo zdeterminowani do wprowadzenia euro. Aż 90 proc. przepytanych prezesów w PRB wymieniłoby złotego na euro, nawet jeśli wyhamowałoby to wzrost gospodarczy i przejściowo pogorszyło koniunkturę.

— Niektórzy z nich — choć tylko nieliczni — zgodziliby się nawet na recesję. Najczęściej prezesi wskazywali spadek wzrostu gospodarczego do 2 proc. — zaznacza Janusz Jankowiak.

Dopiero poniżej tego poziomu członkowie PRB uważaliby koszt przyjęcia euro za zbyt wysoki. O determinacji świadczy też to, że 84 proc. szefów dużych firm chciałoby wejść do strefy euro nawet bez dostosowania naszej gospodarki i finansów publicznych do unijnych wymogów. Tu już nawet ekonomiści przychylni integracji studzą zapędy.

— Reformy, jakie Polska musi przeprowadzić, żeby ubiegać się o członkostwo w Eurolandzie, są dla gospodarki obiektywnie korzystne. Spełnienie kryteriów z Maastricht dotyczących parametrów finansów publicznych czy poziomu inflacji stabilizuje wzrost gospodarczy — mówi Dariusz Filar, ekonomista Uniwersytetu Warszawskiego, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Wola jest

Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów, przekonywał wczoraj przedsiębiorców z PRB, że rząd podziela determinację do przyjęcia euro.

— Wśród władz jest wola pełnej i jak najszybszej integracji walutowej. Nie ma w tej kwestii żadnej zasadniczej zmiany w stosunku do tego, co było wcześniej. Kryzys dał nam jedynie nauczkę, że powinniśmy z większą pokorą podchodzić do realiów rynkowych — twierdzi Dominik Radziwiłł.

Przedsiębiorcy są jednak realistami co do daty przyjęcia euro. Uważają, że stanie się to dopiero za cztery-osiem lat. Rząd celuje w lata 2014-15.

— Najwcześniejszym rokiem jest 2014 i jest to data możliwa do spełnienia. Choć, patrząc realnie, najbardziej prawdopodobny wydaje się rok 2015 — uważa Dominik Radziwiłł.

Ekonomiści są jednak sceptyczni wobec rządowych zapowiedzi.

— Biorąc pod uwagę konieczność obniżenia deficytu, rok 2015 jest bardzo mało prawdopodobny — mówi ekonomista Ryszard Bugaj.

— Okno możliwości przyjęcia euro na razie się zamknęło. Kiedy się otworzy? W dużej mierze zależy to od samej strefy euro, kiedy poradzi sobie ze swoimi problemami — dodaje Dariusz Filar.

Rynki finansowe są jeszcze bardziej sceptyczne. Jak wynika z obliczeń resortu finansów (na podstawie wyceny instrumentów pieniężnych), inwestorzy zakładają przyjęcie euro przez Polskę w 2018 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy